Do drzwi rozległo się łomotanie. Prezes poderwał się jakby piorun go strzelił. Z wdziękiem betoniarki kierował się ku drzwiom, otworzył je z rozmachem. Za nimi stał Adam z głową zwróconą w prawo ( za oknem szła młoda kobieta skąpo ubrana), nie zauważył że prezes otworzył drzwi i, oczarowany widokiem za oknem, pukał nadal. Zamiast w drzwi w głowę prezesa. Lód na głowie prezesa zaczął się intensywnie topić, nad jego rozpaloną głową pojawił się obłok pary.
-Kopnąć cię Adam, co z tobą do cholery, czego walisz w te drzwi jakbyś dobijał się do obory?!- prezes darł się jak opętany. Adam zmartwiał, skulił się w sobie. Kobieta za oknem bardzo przypominała mu jedną z aniołków. Tak liczył że miejsce obok niego w sejmowej ławie zajmie polska Angelina… Z przerażeniem patrzył na prezesa który wyglądał strasznie. Adam padł na kolana, z tej perspektywy patrzył wprost w oczy prezesa, zaczął bić się w piersi:
-Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! Proszę o łaskę prezesie, to ten demon fruwający nad Warszawą mnie próbuje otumaniać!
Z oczu jego pociekły łzy bezsilności, rzucił się do rąk prezesa.
-A kyszen!- Prezes odsunął się z niesmakiem. Kogo uczynił swoją medialną twarzą, ustami i oczami?
-Wstawaj chłopcze, czekam na relacje, nie po to czekam tu od rana by patrzeć na twoje żale. Tusk z Palikotem we wsi stoi!
Adam smarknął w chustkę pożyczoną od superTomka, poderwał się z kolan. Trzeba być twardym jak stal! Podobała mu się postawa prezesa.
-Panie prezesie oddaję się do pańskiej dyspozycji!- Adam w napięciu wpatrywał się w oblicze swego dobrodzieja. Ten prychnął:
-A niby do czyjej miałbyś się oddawać, do czyjej dyspozycji, może Napieralskiego, naszego niedoszłego koalicjanta?- prezes poprawiał worek z wodą na głowie.
- To znaczy, chciałem powiedzieć, odpowiedzialność za wynik, jaki uzyskało Prawo i Sprawiedliwość, ponosi całe ugrupowanie. Przyznaję, że wewnętrzne sondaże PiS okazały się błędne, przyznaję ze zagalopowałem się u redaktor Moniki szydząc z oponentów politycznych że przegrają a my wygramy…
-Chcesz mi wmówić że cała partia ponosi odpowiedzialność za klęskę, ja też?- prezes poraził Adama takim spojrzeniem że ten poczuł je na plecach.
-Nie, inaczej chciałem się wyrazić panie prezesie! Jestem do dyspozycja szefa partii czyli pańskiej i tylko pańskiej. To jest jasne i oczywiste. Moją pracę ma prawo oceniać tylko pan prezes.
Leniwe struktury terenowe, kandydaci, członkowie sztabu, a także kierownictwo ponosi odpowiedzialność za wynik niedzielnych wyborów. Prócz pana prezesa! Czuję się odpowiedzialny za naszą kampanię bo byłem członkiem sztabu, współtworzyłem tę kampanię i zawsze w takich sytuacjach czuję się odpowiedzialny za to, co robiłem. I nie chcę skończyć jak Joaśka, Elka i Paweł! Domagam się łaski! Wiem że kampanię można było prowadzić lepiej, wybrać inne pola sporu, a także pracować jeszcze mocniej. Załatwiły nas media a ojciec dyrektor nie wystarczył… I Zbyszek na ciepłej posadce brukselskiej tylko nam szkodził!
Prezes myślał choć szło mu to opornie. Skończył się lód w dodatku, szlag by to…!
-Co proponujesz Adam? Twoje plany na trudne czasy?- prezes wycierał głowę ręcznikiem.
-Nasze ugrupowanie musi sobie teraz odpowiedzieć na pytanie jak przygotować się do następnych wyborów, jak rozmawiać z Polakami i jaki rodzaj komunikacji przyjąć na następne cztery lata, żeby była ona skuteczna. Media ojca dyrektora to za mało, musimy coś wymyślić…
-Kto wg ciebie będzie wicemarszałkiem Sejmu z naszej partii?- prezes układał w myślach kolejne pytania.
-Jest jeszcze za wcześnie, ale mamy wicemarszałka z dużym doświadczeniem, Marka Kuchcińskiego. Nasza ocena jego pracy z ostatnich miesięcy była oceną dobrą.
-Szef klubu: nowy czy stary?- bombardował prezes Adama.
-Dobrze, nawet bardzo dobrze oceniam Mariusza!- Adam piał z zachwytu.
-Próbowałbyś nie- burknął prezes pod nosem.
-Słucham prezesie, co pan tam mówi?- dopytywał Adam.
-Nic, nic… tak sobie myślę…
-Nasze aniołki?
-Z bólem serca muszę donieść że pomysł nam nie wypalił. Wyborcy nie dali się nabrać na nasze manewry i próbę oszustwa, nie dali się zrobić w konia. Stwierdzili że miejsce naszych pań jest w kuchni, przy garach a nie w Sejmie! Sugeruję by na następne wybory ukazać Polakom prawdę…
-Czyli?...- prezes przyglądał się mu z zainteresowaniem.
-Plakat z naszymi posłankami z pierwszej linii?... –zaryzykował Adam.
Prezes westchnął; czy ten młokos nic nie rozumie?
-Chcesz do cholery byśmy nie weszli do Sejmu? Może ubierzesz je w bikini?- warknął wściekle.
Adam kolejny już raz stulił uszy.
-Co dalej, mów!
Adam przełknął ślinę, za wszelką cenę chciał podreperować swój podupadły prestiż:
- Wejście Palikota do Sejmu to upadek polskich obyczajów, a Palikot jako wicemarszałek Sejmu, to już byłaby totalna degrengolada!
-Obawiam się że on albo ten były ksiądz nim zostanie… -prezes pokiwał smutno głową.
-A ojciec dyrektor, co mówi po wyborach?
-Przerażony że do Sejmu weszli sodomici! Panicznie boi się Nowej Lewicy bo może dobrać się mu do jego interesów, usiłuje straszyć nią ale już za późno, lud ją już polubił i chce jej w polskim Sejmie! Poza tym ojciec dyrektor sugeruje że wybory mogły być sfałszowane. Oczywiście nie złoży doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa. W ogóle audycje w mediach ojca zajmuje Palikot!
-Jak to, a o nas nie mówi?- zdziwił się prezes.
-Nie, ale napisał. Mam tu list od niego w którym wypiera się jakoby poparcie jego gwarantowało zwycięstwo w wyborach. Żąda od nas jako zwrotu za poniesione koszta 25% dotacji budżetowych na działalność partii plus 20 milionów złotych na geotermalne odwierty które obiecał mu pan prezes więc ojciec dyrektor czeka. Podaję numer konta:…
SUUUUUPER tekst !!!!!!! Dzieki !
OdpowiedzUsuń