poniedziałek, 29 maja 2017

Plemnik też człowiek?

Na naszych oczach dzieje się to, o czym marzyli twardogłowi biskupi trzymani na smyczy przez Tadeusza Rydzyka: Sejm zaczyna przegłosowywać radykalne ustawy pod dyktando fanatyków katolickich. Opanowany przez klerykalną prawicę Sejm głosami przede wszystkim posłów PiS zdecydował, że pigułka "dzień po" będzie wkrótce dostępna wyłącznie na receptę. Za głosowało 242 posłów (228 z PiS, jeden z PO, 4 z Kukiz'15), przeciw 188, a wstrzymało się - 9. W głosowaniu nie wzięło udział 21 parlamentarzystów.

ellaOne od dawna jest solą w oku ludzi kłamliwe określających siebie mianem "obrońców życia nienarodzonego", prowadzono wokół niej tak zmasowaną kampanię fałszu, kłamstw i dezinformacji, że po dziś dzień konfesjonały w kościołach powinny stać długie kolejki mówiących fałszywe świadectwo przeciw bliźnim swoim. Kampania kłamstw w mediach prorządowych o jakimś zabijaniu dzieci, mordowaniu najsłabszych i hormonalnymi środkiem wczesnoporonnym przyniosła spodziewane dla PiS i wspierających go twardogłowych hierarchów efekt. Daje to dużo do myślenia: nie debata, rozsądek, argumenty i dyskusja, lecz stek kłamstw, bzdur i wyssanych z palca bredni jest drogą prowadzącą do celu. ellaOne przedstawiano na podobieństwo narzędzia zbrodni. Niby jak sprawy miały potoczyć się w dobrym kierunku, skoro o pigułkach "dzień po" wypowiadali się tacy spece jak Tomasz Terlikowski i jego pulchniutka małżonka (celem ellaOne i Cyklonu B jest zabijanie), ksiądz Andrzej Kobyliński z UKSW (preparat prowadzi do zagłady niewinnych ludzkich istnień), Krystyna Pawłowicz (ellaOne prowadzi do zabijania dzieci poza jakąkolwiek kontrolą) , Konstanty Radziwiłł (dopuszczenie pigułki "dzień po" bez recepty było działaniem ideologicznym) czy poseł PiS Marek Suski (nie zażywam, nie mam zdania). To tylko nieliczne przykłady, w internecie roi się od idiotycznych wypowiedzi znawców twierdzących, jakoby polskie kobiety objadały się pigułkami hormonalnymi jak słodyczami.

Specjaliści, farmaceuci i lekarze wyjaśniają: tabletka ellaOne, czyli tzw. antykoncepcja "dzień po", w naszym kraju dostępna jest jeszcze bez recepty (jedynym warunkiem zakupu jest ukończenie 15-tu lat).  Tabletka EllaOne to tzw. antykoncepcja kryzysowa, awaryjna, doraźna, ratunkowa i jest stosowana po niezabezpieczonym stosunku lub gdy zastosowana antykoncepcja zawiodła, np. gdy podczas stosunku pękła prezerwatywa. Tabletkę ellaOne należy przyjąć w ciągu 24 godzin od współżycia, maksymalnie do 120 godzin, czyli 5 dni.

Jak działa tabletka ellaOne? Zawiera substancję czynną – octan uliprystalu w dawce 30 mg, który jest tzw. selektywnym modulatorem receptora progesteronowego w przysadce mózgowej, czyli działa jako syntetyczna substancja działająca jako częściowy antagonista (przeciwieństwo) progesteronu. Naturalny progesteron (potocznie luteina wydzielana u kobiet głównie przez jajniki) po połączeniu się z receptorem odgrywa istotną rolę m.in. o w procesie prawidłowego jajeczkowania (owulacji; to oznacza, że po zastosowaniu syntetycznego leku jajeczko zostanie uwolnione do jajowodu ze znacznym opóźnieniem, zatem może mieć to wpływ na uniemożliwienie zapłodnienia); o również w przygotowaniu wyściółki (błony śluzowej; endometrium) macicy do zagnieżdżenia się zarodka (zapłodnionego jaja) oraz czuwa nad prawidłowym procesem implementacji (zagnieżdżenia); o zabezpiecza także rozwijający się zarodek poprzez wpływ na zmniejszenie kurczliwości mięśniówki macicy, o a także za zmiany w nabłonku jajowodów, szyjki macicy i pochwy. Gdy nie dochodzi do zapłodnienia, stężenie hormonu w ustroju obniża się, receptory zostają go pozbawione, co skutkuje menstruacją. U kobiet planujących ciążę wydzielany fizjologicznie progesteron jest odpowiedzialny głównie za prawidłowe jajeczkowanie. Częściowy antagonista tych receptorów, czyli octan uliprystalu, hamuje naturalną owulację, co może mieć wpływ na uniemożliwienie zajścia w ciążę.

Warto przypomnieć słowa posła PO Bartosza Arłukowicza tłumaczącego cierpliwe posłowi Tomaszowi Latosowi z PiS, niczym nauczyciel tępemu uczniowi, w jaki sposób działa pigułka "dzień po: "Panie pośle, ja panu wytłumaczę, o co chodzi. Mamy jajko, mamy plemnik. Ten lek służy temu, żeby to jajko nie spotkało się z tym plemnikiem. I wy to nazywacie przerywaniem ciąży. PiS wkrótce pochyli się nad losem plemnika. No ma główkę, ma witkę, rusza się, czyli żyje. Ja się boję, że zejdziecie do poziomu plemnika"

Obawiam się, że dawno temu zeszli poniżej tego poziomu. Kochają „kobiety nienarodzone” gardząc żywymi, odbierają im możliwość zapłodnienia pozaustrojowego, zespoły „fachowców” pod nadzorem Bogdana Chazana będą uczyć kobiety rodzić na nowo (bez możliwości cesarki, bez środków przeciwbólowych). To nie są obrońcy życia, to są reprezentanci interesów gwałcicieli!

Co będzie dalej? Patrząc na "wyczyny" ministra zdrowia i zapędy posłów PiS dowodzonych przez ulubienicę Tadeusza Rydzyka, Annę Sobecką, następnym krokiem będzie całkowity zakaz aborcji, potem przyjdzie czas na antykoncepcję hormonalną i antykoncepcję w ogóle, może zakaz seksu pomiędzy parami żyjącymi w związkach partnerskich... Czarny scenariusz? Wielu nie wierzyło w wyborcze zwycięstwo PiS, niemożliwe stało się faktem i mamy dziś to, co mamy.

 Proszę sięgnąć pamięcią wstecz, do roku 2011, kiedy posłowie z Ruchu Palikota nieśmiało podejmowali kwestie światopoglądowe. Politycy PiS machali wówczas na to ręką mówiąc, że są to nieistotne sprawy. Dziś zajmują się wyłącznie takimi kwestiami. Komuś pomyliły się tam kwestie seksu, fizjologii człowieka, prawami kobiet z kościelnymi połajankami i katolickim prawem szariatu.

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

piątek, 26 maja 2017

BOR na ostrym zakręcie

Dobra zmiana” czego tylko się nie dotknie psuje to i niszczy. Jest źle, no to będzie jeszcze gorzej, takie wnioski można wyciągać po „reformach” i zmianach sygnowanych przez rząd PiS. Dotyczy to w zasadzie wszystkiego, do czego politycy PiS się dotkną. Musi być tak, jak my chcemy, choćby było gorzej od stanu zastanego w schedzie po poprzednikach. Morda w kubeł opozycjo, a my alleluja i do przodu!

Po pladze wypadków z udziałem limuzyn rządowych na rząd spadła fala krytyki. Przede wszystkim z powodu prób obarczenia winą wypadków osób postronnych, cywilów, którym usiłowano przypisać winę za kolizje z udziałem Antoniego Macierewicza czy Beaty Szydło. Wypadek prezydenckiej limuzyny za sprawą starych opon prorządowe media usiłowały podciągnąć pod zamach, szukały dziury w całym ośmieszając się do granic możliwości.

Rząd postanowił zakończyć z półzawodowstwem, w Biurze Ochrony Rządu, które zagościło tam kilka miesięcy po odejściu doświadczonych funkcjonariuszy nie mogąc patrzeć na zmiany na gorsze. Koniec z półzawodowstwem, rząd chce wprowadzić amatorszczyznę. RMF FM dotarło do niepokojących, moim zdaniem śmiesznych pomysłów nowego szefostwa BOR: generał Tomasz Miłkowski chce, by zmienić sposób szkolenia funkcjonariuszy jeżdżących z najważniejszymi osobami w państwie. Miałyby to robić… firmy zewnętrzne! Jakby tego było mało, w specyfikacjach rozesłanych do firm prywatnych zostały ujawnione szczegóły zabezpieczenia należących do BOR-u aut. Podano w dokumentach konkretną markę samochodów, jego wymiary, moc silnika. To nie koniec: ujawniono poziom zabezpieczeń limuzyn opancerzonych, którymi poruszają się nie tylko krajowe VIP-y, ale również zagraniczne goszczące często w Polsce. Nasuwa mi się pytanie: jeśli dokumentacja wpadnie w niepowołane ręce, jeśli firmy prywatne nie są do końca uczciwe i robią interesy z ludźmi o nie do końca krystalicznym życiorysie- to nie jest to szukanie guza, czy nie wpłynie to na bezpieczeństwo VIP-ów? To jest nadzwyczajna w świecie lekkomyślność, może nieznajomość przepisów: ujawniać osobom z zewnątrz poufne dane? To jest możliwe w Polsce, po „dobrej zmianie”!

Generał Tomasz Miłkowski po nominacji na szefa BOR przedstawiany był w prorządowych mediach jako człowiek z zewnątrz, spoza układów i spoza polityki. Jest to bzdura, w dzisiejszych czasach o stanowiskach mogą zapomnieć apolityczni fachowcy. Kiedy pan Miłkowski, wówczas inspektor, powoływany był na stanowisko Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie przez szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka na wniosek Komendanta Głównego Policji tajemnicą poliszynela było, że wniosek wyszedł ze strony zastępcy Błaszczaka, fana confetti Jarosława Zielińskiego.

Tadeusz Rydzyk prowadził już szkolenia medialne, szkolenia sędziów i prokuratorów. Nie zdziwię się, jeśli to jego firmy zajmą się szkoleniem kierowców BOR. Wtedy będzie ostra jazda: dupą po nieoheblowanych dechach!

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

 

środa, 24 maja 2017

Bitwa pod Kurskim

Media publiczne przeszkadzały politykom PiS, po wygranych wyborach postanowili z nich zrobić media narodowe. Złośliwość nakazywała mi stwierdzić, że jacy politycy taka telewizja: zakłamana, głupia, jednego i drugiego nie da się oglądać.

Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu towarzyszył Polakom od zawsze, nie tylko mojemu pokoleniu. Będąc smarkaczem z zapartym tchem śledziłem telewizyjne transmisje z Opola, słuchałem piosenek, wykonawców, kabaretów i charyzmatycznych prowadzących. „Dobra zmiana” postanowiła z tym skończyć, zabrała się do tego w sposób typowy dla siebie, rozwalając wszystko buciorami i nie potrafiąc wziąć za wiszący w powietrzu skandal odpowiedzialności.

Festiwal nie odbędzie się, może się odbędzie, ale na pewno nie w Opolu. Ze strony rozgorączkowanego szefa TVP Jacka Kurskiego nie dowiemy się niczego konkretnego: człowiek ten nie potrafi rządzić, organizować, żaden z niego menadżer, jest nieoceniony w kampanii kłamliwej dezinformacji. Zbił na tym kapitał polityczny i na tym zrobił karierę w PiS, ale nie takich cech wymaga się od szefa publicznej- jeszcze!- telewizji. Kurski grozi krokami sądowymi wobec nieprzychylnych wobec obecnego rządu mediów, które nie wahały się opisać prawdy o kulisach festiwalu, wszystko wskazuje na to, że jedynym przegranym w całej sprawie będzie nieudolnie kierowana przez Kurskiego telewizja.

Prezydent Opola zapowiada pozew o wielomilionowe odszkodowanie ze strony Telewizji Polskiej. Z prostej przyczyny: TVP nie wywiązała się z umowy. Po zapowiedzi Arkadiusza Wiśniewskiego do ofensywy przeszli pisowscy funkcjonariusze z Jackiem Kurskim na czele. „Prezydent Opola będzie błagał, by telewizja wróciła do Opola”- odgrażał się Kurski. To raczej telewizja zrobi wszystko, by Opole pozbawić festiwalu. Bo wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że jest to zaplanowana robota ratlerka PiS. „To ma charakter tworzenia alternatywnych struktur w polskiej kulturze. Sugestii takiej, że jest jakaś nienormalna sytuacja w państwie, porównywalna do stanu wojennego, że trzeba tworzyć alternatywny obieg kulturowy”- podzielił się swoim błyskotliwym bełkotliwym językiem Stanisław Janecki, medialny omnibus „dobrej zmiany”. Alternatywę usiłuje tworzyć nie kto inny, jak PiS: festiwal od zawsze odbywał się w Opolu, dziś mówi się o… Kielcach! Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego od początku rządów pokazuje, co dla niego znaczy kultura, na co łoży największe pieniądze- na imprezy i organizacje religijne. To kultura czy już religia? „Artyści znaleźli się pod presją osób wrogo nastawionych do rządów PiS i telewizji publicznej. Są pozbawieni samodzielności i niezależności, ulegając takiej presji środowiska i kilku ośrodków dystrybucji prestiżu i pogardy". Musiałem przewinąć, posłuchać i jeszcze raz przeczytać by zrozumieć tą wierutną bzdurę. Maryla Rodowicz, Grzegorz Skawiński, Piasek, Kasia Kowalska, Paweł Rurak- Sokal, Paweł Stasiak znani, lubiani i spełnieni zawodowo są NIESAMODZIELNI i NIEZALEŻNI! Oczywiście „ośrodki dystrybucji prestiżu i pogardy” to są polskojęzyczyne media pierwsze w kolejce do repolonizacji.

Pan prezes Kurski wykorzystał śmierć wielkiego artysty Zbigniewa Wodeckiego i nim wycierał sobie nim pisowską gębę :” Jestem porażony, że w takim dniu, kiedy opłakujemy śmierć wielkiego artysty, dla którego mogliśmy się umówić z prezydentem Opola, że zrobimy specjalny koncert dla jego hołdu i pamięci, np. w miejsce odwołanego koncertu Maryli Rodowicz, że prezydent Opola bezprawnie, bez żadnych podstaw prawnych, zrywa umowę z telewizją” .Proszę zajrzeć na pewne fora internetowe, na których roi się od pisowskich wyborców- trolli. Nie zauważyłem, że pałali miłością do Zbigniewa Wodeckiego, związanego od lat ze stacją TVN. Kurski zaprzeczał, by istniała jakaś czarna lista, że on nie ma nic wspólnego z zablokowaniem występu Kayah w Opolu po czym pokrętnie tłumaczy, że prezydent Opola zwlekał z podpisaniem umowy na organizację festiwalu. Próbował ingerować w treść zaproszonych artystów. –„ Wyczuwałem niechęć np. wobec zaproszenia Jana Pietrzaka, wybitnego barda polskiej wolności, żeby Polska była Polską. I cały czas unosił się posmak, że coś Opolu się nie podoba”. Pietrzak bardem wolności? Ś.P. Jacek Kaczmarski w grobie się przewraca! Nie przypominam sobie, by pan Pietrzak działał w opozycji, za to pamiętam, jak nadskakiwał w PRL ludziom pokroju Stanisława Piotrowicza i innym aparatczykom PZPR. Pan Kurski brnął dalej: "Telewizja Polska nie jest mściwa, Telewizja Polska nie rozróżnia, że ktoś jest z KOD-u, ktoś nie jest z KOD-u. Jedyną granicą tolerancji jest uszanowanie godności ludzkiej i nie czynienie nikomu niczego wbrew jego godności i poczucia przyzwoitości. Czyli najczęściej momentem, w którym musimy powiedzieć "stop" jest próba obrażania uczuć religijnych. Jeżeli ktoś w sztuce prowokuje, obraża uczucia, to wtedy reagujemy, ale jest niezwykle rzadkie”. Doprawdy? Ja zauważam coś przeciwnego: kiedy TVP emituje program na temat KOD to robi to w sposób zakłamany do szpiku kości, kiedy pokazuje relacje ze spotkań u Tadeusza Rydzyka, marszy neofaszystów to robi to na kolanach. Czy pan Kurski nie obraził uczuć religijnych katolików swoim życiem prywatnym, blokując sądownie publikację w tygodniku „NIE” na temat swego pożycia, niezbyt katolickiego? „Dzięki "Wiadomościom" i innym uczciwym nadawcom prawda o tym, że nie ma żadnej cenzury dotrze do tych, którzy dali się oszukać”- zakończył zadowolony z siebie pan Kurski. Perkunie, Zeusie i Jozuo! Słyszycie to? „Wiadomości” nalezą do obozu UCZCIWYCH nadawców!!! Nieoceniona funkcjonariuszka telewizji narodowej Danuta Hołecka podsunęła swemu szefowi gotowe rozwiązanie: „Może pan prezydent Opola ma konotacje polityczne?” i wyjaśniła, że prezydent Arkadiusz Wiśniewski podpisał deklarację samorządowców o poparciu Bronisława Komorowskiego. Słowem nie zająknęła się, że w ostatnich wyborach samorządowych prezydenta wsparła cała śmietanka opolskich polityków PiS, z Patrykiem Jakim na czele. Tego, że popieranie Bronisława Komorowskiego i Platformy Obywatelskiej nie jest karane- pani Hołecka nie powiedziała. Może nie wiem, może zabronili jej mówić o tym publicznie?


Zanosi się na czarny scenariusz, ale na pewno będzie wesoło. Będzie gorąca wiosna! Jan Pietrzak, Andrzej Rosiewicz, Jerzy Grunwald. Takie gwiazdy mają wystąpić na kurskim festiwalu. Proponowałbym jeszcze Małgorzatę Łaniewską, Annę Chodakowską, Kapelę znad Bryczy. Imprezę przenieść do Torunia, w rolę konferansjera wcielić Jerzego Zelnika, całość wyreżyseruje Antoni Krazue. Wtedy ogromnego znaczenia nabierze pewien dowcip:

-W jakiej bitwie poniosła największa porażkę polska piosenka?
-Pod Kurskim!

Natomiast Sopot Festival odbędzie się bez zakłóceń, z szykiem i z fasonem. Bez PiS-u, bez Kurskiego, zakłamanej telewizji i bez idiotycznej, politycznej propagandy :) 

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

poniedziałek, 22 maja 2017

Cenzura w mediach narodowych, roi się tam od głupoty

„Dojna zmiana” na dobre rozgościła się w mediach publicznych. Po upadku komunizmu byłem przekonany, że reżimowa, medialna propaganda odeszła w niebyt, jednak zawiodło mnie przeczucie. W 1989 roku byłem na tyle młody i naiwny by wierzyć, że w Polsce może być tylko lepiej. Rządy PiS dzień w dzień udowadniają, że może być jednak gorzej. Tylko gorzej!

Polskie Radio 24 podziękowało za współpracę Filipowi Memchesowi i Krzysztofowi Gottesmanowi. Podziękowanie to za duże słowo, bo nie pokazuje pełnego obrazu rozstania publicznego medium z dziennikarzami. Obaj zostali wyrzuceni na żądanie prezesa Polskiego Radia Jacka Sobali, któremu nie spodobał się jeden z gości zaproszonych do studia publicznego radia utrzymującego się przede wszystkim z wpływów z abonamentu. Kim był ten gość, przestępca jakiś, zamachowiec, terrorysta, zabójca ks. Jerzego Popiełuszki? Nic z tych rzeczy! Dziennikarze stracili pracę, bo nie widzieli nic nieodpowiedniego w zaproszeniu do programu profesora Jana Hartmana; filozofa, humanisty, wykładowcy akademickiego i aktywnego polityka. Jest tajemnicą poliszynela, że profesor bardzo podpadł działającej w poprzedniej kadencji Sejmu parlamentarnej komisji ds. przeciwdziałania ateizacji Polski. Zasiadali w niej politycy PiS, m.in. Andrzej Jaworski (dziś wiceszef PZU), Bartosz Kownacki (wiceszef MON), Mariusz Błaszczak (szef MSWiA), Krzysztof Jurgiel (minister rolnictwa), Elżbieta Kruk (członkini Rady Mediów Narodowych), Anna Sobecka( człowiek Tadeusza Rydzyka) czy Stanisław Piotrowicz, którego przeszłości aparatczyka komunistycznego przedstawiać nie trzeba. Jan Hartman był bardzo zaangażowany w antyklerykalny Ruch Palikota. Był jednym z najbliższych współpracowników Janusza Palikota, publikował felietony w antyklerykalnym tygodniku „Fakty i Mity”, dziś udziela się w „Tygodniku Faktycznie”. Proszę zapoznać się z życiorysem profesora, nie ma w nim nic niestosownego, ale dla mediów opanowanych przez ludzi „dojnej zmiany” Jan Hartman jest nie lada zbrodniarzem! Fakt, jego felieton o zachęceniu do próby dyskusji o związkach kazirodczych był karygodny i wywołał mój niesmak, jeśli jednak w mediach i w szkołach występuje katolicki publicysta głoszący, że zgwałcona kobieta decydująca się na zażycie pigułki Ella One jest gorsza od księdza pedofila…

Zbrodnią dla PiS i dla Jarosława Kaczyńskiego jest zakłócanie wystąpień prezesa. To nie kto inny jak profesor Jan Hartman jest jednym z organizatorów protestów przeciwników wizyt polityków PiS i Jarosława Kaczyńskiego na Wawelu, a takie protesty nie są mile widziane przez obecną władzę. Usłużne służby usiłują podciągać je pod zakłócanie uroczystości religijnych, obrazę uczuć religijnych i inne paragrafy, co tylko dowodzi, z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Protestować, rodaku, to sobie możesz przeciwko wizytom Donalda Tuska w Polsce, przeciwko opozycji i przeciwko ludziom mającym poglądy inne od narzuconych przez PiS. Po zmianach personalnych, jakie nastąpiły w Polskim Radio nie należy oczekiwać istotnych zmian programowych. Wiktor Świetlik i Robert Tekieli, od niedawna zatrudnieni w publicznym radio, zagwarantują odpowiedni poziom audycji i prowadzonych w nich dyskusji przez odpowiednio dobranych gości. Oczywiście minister Piotr Gliński będzie namawiał do uczciwego opłacania abonamentu RTV. Koń by się uśmiał gdyby to było śmieszne, ale to już nie jest śmieszne. To jest już żałosne!

Zniknęła gdzieś Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, jej członkowie mający obowiązek stać na straży wolności słowa w radio i telewizji gdzieś przepadli. Niekonstytucyjna Rada Mediów Narodowych ma ważniejsze sprawy na głowie, w pocie czoła pracuje nad tym, by media publiczne doprowadzić jak nie do ruiny, to by przynajmniej dublowały media Tadeusza Rydzyka.




I na koniec zgodnie z sobotnią obietnicą kilka słów o moich przygodach, których doświadczyłem jako niezależny, samodzielny bloger w starciu z ważniakami opiekującymi się internetowymi portalami publicystyczno- blogerskimi. Nie mogę wymienić nazwa tych portali i nazwisk osób, z którymi się kontaktowałem, mogę poruszać się w granicach pewnej dyskrecji i przyzwoitości by nikogo nie urazić, nie obrazić no i… paplą nie jestem.

Portal A. Próżno na nim szukać felietonów przyjaznych obecnej władzy. Nakreśliłem całkiem zgrabny tekst o Grzegorzu Schetynie, w którym skrytykowałem go za to, że wchodzi w buty Jarosława Kaczyńskiego i robi oko do elektoratu PiS. „Schetyna wie, że w PiS toczy się walka o schedę po Kaczyńskim i doskonale zdaje sobie sprawę, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. On chce być tym trzecim, chce przejąć twardy elektorat PiS”. Miła pani odpisała mi po dwóch dniach, że artykuł jest interesujący, ale… w zasadzie portal nie potrzebuje nowych publicystów. „Zatrzymamy sobie pańskiego maila i damy znać, kiedy sytuacja ulegnie zmianie”. Nie muszę chyba dodawać, że tekst napisałem podpisany pseudonimem i wysłałem go z zapasowej skrzynki pocztowej? Oraz tego, że w ciągu dwudziestu paru dni na portalu pojawili się nowi publicyści, kadzący opozycji, przede wszystkim Grzegorzowi Schetynie?

Portal B. Nastawiony prorządowo, ale znajdują się na nim całkiem rozsądni, myślący ludzie i umiarkowane felietony. Takich zachowujących bezstronność jest kilka, może kilkanaście osób, najczęściej spotyka ich fala hejtu. Postanowiłem dokonać pewnej prowokacji: śmiejąc się w kułak napisałem wstrząsający w żyłach tekst o niszczeniu podkomisji smoleńskiej, o zmuszeniu do ucieczki z kraju Wacława Berczyńskiego, o izolowaniu bohaterskiego Bartłomieja Misiewicza, bez którego prace o wyjaśnieniu „zamachu smoleńskiego” stoją w miejscu. Tego samego dnia otrzymałem odpowiedź od wyraźnie zafrasowanego Wielkiego Szefa portalu. „Szanowny panie… Pański tekst zrobiłby wrażenie na portalu (podał mi jego nazwę, to produkt religii smoleńskiej) . My szukamy czegoś innego, oczekujemy od nowych autorów nieśmiałych sugestii, że nigdy nie uda się wyjaśnić katastrofy smoleńskiej. Teorii o zamachu nigdy nikomu nie uda się udokumentować, my opowiadamy się za koncepcją, która obaliłaby raport komisji Millera. Potrafi pan napisać coś w tym tonie?” Przyznam, że trochę mi szczęka opadła… Nie uda się wyjaśnić katastrofy smoleńskiej? Przecież ja wyjaśniono! Odejście od lansowanych przez Macierewicza teoriach zamachu zastanowiło mnie. Co się tam dzieje?

Portal C. Jajcarze do szpiku kości! Żyją sobie pisząc tak niewiarygodne bzdury, że nie bardzo wiadomo, co robić. Śmiać się czy płakać? Nie, nie z nich. Z ich czytelników, w zasadzie z ich głupoty! To portal, na którym można było przeczytać o otwarciu pierwszej w Warszawie klubokawiarni dla katolików i o innych historiach mrożących krew w żyłach. Napisałem tekst o zwyrodniałych nastolatkach, wyuzdanych kobietach oddających się rozwiązłości seksualnej, zmieniających partnerów i partnerki niczym rękawiczki i łykających garściami szatańskie pigułki wczesnoporonne. „Zepsute do szpiku kości reprezentantki już nawet nie New Age, już nie cywilizacji śmierci lecz cywilizacji islamsko- lewackiej żądają praw dla siebie. O swoich dzieciach, które bez mrugnięcia okiem chcą zabić w swoich łonach nie myślą. Trudno o nich myśleć w seksualnych uniesieniach, kiedy marzą o zdrowych, silnych uchodźcach gotowych spełnić ich każdą, najbardziej perwersyjną zachciankę…”. Odpisał mi KTOŚ. Musiałem użyć chusteczki czytając jego maila, z dwóch powodów: rżałem jak koń czytając jego bełkotliwą odpowiedź, że to dobrze, że są w kraju prawdziwi Polacy katolicy, że dostrzegam zło czyhające na nienarodzone dzieci na każdym kroku, bo ten temat jest wyśmiewany i marginalizowany w lewackich mediach. Drugi powód: odpowiedź KTOSIA była utrzymana w tak dramatycznym tonie , że aż łzy ciekły spomiędzy wyrazów i zdań. KTOŚ zachęcił do napisania kolejnych tekstów.

 Portal D. Postanowiłem być sobą. Zarejestrowałem się na nim pod znanym w pewnych kręgach (Imperia Online) nickiem, a nuż widelec trafię na kogoś znajomego? Napisałem tekst od siebie, bez ściemniania i owijania w bawełnę, po swojemu, od serca. Tego samego dnia otrzymałem odpowiedź na maila od miłej pani z jej wizytówką. Orzekła, że tekst jest dobry, nawet świetny, ale… nie może go opublikować, póki nie podpiszę się pod nim swoim imieniem i nazwiskiem. Dlaczego nie, skoro nie mam nic do ukrycia? Tekst poszedł i… idą kolejne. I będą szły mam nadzieję.

Tutaj również będę wrzucał teksty. Może nie tak często jak to robiłem przez te wszystkie lata, ale będą to co najmniej dwie wrzutki w tygodniu :)

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

 

sobota, 20 maja 2017

Reaktywacja :)

Minęło prawie 30 dni od czasu, kiedy napisałem ostatnią notkę na blogu, po dziś dzień na moją pocztę współpracującą z platformą Blogspot otrzymuję komentarze od Czytelników, którzy lubili tu zaglądać. Miesiąca nie spędziłem bezczynnie, swoimi tekstami usiłowałem zainteresować kilka portali internetowych sympatyzujących z różnymi opcjami politycznymi. Bo tak to się w Polsce ułożyło: bezstronnej prasy jak na lekarstwo, portale internetowe są kojarzone z partiami politycznymi i określonymi poglądami, zazwyczaj są interesowne. Ja zawsze byłem bezinteresowny i nie robiłem na swoim blogu czegoś, czego oczekiwałby ode mnie jakiś poseł, senator lub partia. Robiłem swoje.

I swoje zamierzam robić dalej:) W poniedziałek podzielę się częścią swoich doświadczeń nabytych przez te minione dni, jak na współpracę z niezależnym blogerem zapatrywały się KTOSIE bardzo ważne- w swoim mniemaniu oczywiście- i dlaczego moje teksty znalazły się na jednym z portali. Znajdzie się oczywiście nowa notka o standardach panujących w mediach publicznych, będzie kilka zdań o Jacku Kurskim, Piotrze Glińskim i Opolu. Mam nadzieję, że Czytelnicy nie zasną w trakcie czytania i nie odeślą mnie do wszystkich diabłów:)) 



sobota, 22 kwietnia 2017

Epilog 1012

Nie przywiązuję większej uwagi do statystyk i dlatego też przegapiłem pewien szczegół: jakiś czas temu napisałem notkę numer tysiąc. Przed laty, kiedy porzucałem pewne platformy(dziś już zlikwidowane, pozamykane, nieobecne w sieci)  na których roiło się od entuzjastów pisania nic sobie nie myślałem, niczego nie demonstrowałem i nie miałem nic do udowodnienia. Dziś również nie mam, sytuacja zmieniła się jednak o tyle, że od pięciu lat jestem w szczęśliwym związku z Moniką. Uprzedzę ewentualne pytania: nie, nie poznałem jej za sprawą pisania, coraz mniej interesujących mnie wydarzeń politycznych w Warszawie czy w Polsce.

Przed laty obiecałem sobie, że dobiję do pięciuset wpisów, kiedy jednak te pięćset notek szybko mnie zastało przy klawiaturze postanowiłem dać sobie szansę i dobrnąć do tysiąca. No i to się stało.

Kilkakrotnie nosiłem się z zamiarem zaprzestania pisania na jakiś czas nie mogąc znieść tego, co się wyrabia w polskiej polityce. Jestem nią rozczarowany, ale jeszcze bardziej tym, że swoje blogowe poletko dostosowałem poziomem do niej. Stało się tak z powodu braku w Sejmie przedstawicieli lewicy jak i posłów z Ruchu Palikota z czasów jego świetności. Było sporo tematów to publikacji, interesujących postaci gwarantujących wysoki poziom debaty publicznej, kontrowersyjne ale i ciekawe pomysły posłów opozycji. Co mamy dziś? Kaczyńskie, Macierewicze,  Misiewicze, Biniedy, Berczyńskie, Sobeckie, objawienia fatimskie, majstrowanie przy antykoncepcji. I jeszcze jedna rzecz, szalenie istotna: w "lewacko- liberalnym" TVN, de facto prawicowym i klerykalnym, w roli ekspertów często- gęsto występują panowie Giertych, Marcinkiewicz i Rzepliński. Nigdy nie byłem fanem żadnego z nich i z wielkim zdumieniem obserwuję, że stali się oni obiektami westchnień tych, którzy jeszcze niedawno życzyli im wszystkiego najgorszego. W niepamięć poszła przeszłość polityczna Giertycha i Marcinkiewicza, zapomniano jak orzekał pan Rzepliński podpierając się prawem kanonicznym.

Takich przypadków jest całe mnóstwo a ja czuję się w tym niekomfortowo. Zdałem sobie sprawę, że nie jest to już mój czas, przede wszystkim z braku partii która byłaby moim reprezentantem w Sejmie. Nowoczesna? No proszę wybaczyć! Platforma? Nigdy na nich nie zagłosuję? Donald Tusk? Nie glosowałem i nie zagłosuję. PiS? Musiałbym być ciężko chorym idiotą.

Chciałbym dać do zrozumienia Czytelnikom, że nigdy nie byłem zwolennikiem Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska czy Ewy Kopacz bo parokrotnie dawano mi do zrozumienia, że jestem platformersem. Szanowni państwo! Nigdy nie oddałem i nie oddam głosu na klerykałów, prawicę, centroprawicę i kogokolwiek kto zasłania się sutanną lub trzyma jej kurczowo. Nigdy też nie stanę w obronie polityków, osób i wartości wywodzących się z takiego środowiska. Dlatego też moja rola tutaj dobiega końca. Przynajmniej na jakiś czas :)

Jako osoba bezpartyjna mam ten komfort, że nic nie muszę :)



Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wacław Berczyński porzuca komisję Macierewicza

Stało się to o czym skowronki ćwierkały od pewnego czasu: Wacław Berczyński zrezygnował z przewodniczenia komisji ds. katastrofy smoleńskiej, złożył dymisję na ręce szefa MON, Antoniego Macierewicza i dymisja została przyjęta. Nie zamierzam przypominać całego życiorysu pana Berczyńskiego bo to nie jest miejsce na takie historie, przypomnę tylko, że człowiek ten wszędzie był przedstawiany przez Antoniego Macierewicza jako wysokiej klasy specjalista ds. wyjaśniania katastrof lotniczych. Tyle że to taka prawda jak ta, że Krystyna Pawłowicz ma szanse na tytuł Miss World 2016 a Anna Sobecka będzie miała okładkę w amerykańskiej edycji „Playboya”.

Oficjalny życiorys Berczyńskiego podawany do wiadomości przez niego samego i przez MON wnikliwi prześwietlili na wskroś i znaleźli niedomówienia, przeinaczenia, ubarwienia i przemilczenia. Ktoś taki w sam raz nadawał się na szefa podkomisji smoleńskiej przy MON będącej kontynuatorką parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej z 2010 roku. Obie komórki nie zauważyły, że katastrofę w szczegółach wyjaśnił zespół Jerzego Millera, ale kogo to obchodzi pośród wyznawców religii smoleńskiej? Pan Berczyński i jego komisja robili to, co do nich należało: przeinaczali, ubarwiali i przeprowadzali eksperymenty. Jak ten z blaszakiem o namalowanych oknach- coś takiego miało imitować samolot.

Wacław Berczyński i w ostatnim czasie bardzo poczuł się mocny. Na tyle mocny, że w jednym w wywiadów pochwalił się, że kontrakt na dostawę śmigłowców Caracal został zerwany przez stronę polską z jego inicjatywy. I z tą sprawą zainteresowani dymisją do niedawna jednego z ulubieńców Antoniego Macierewicza wiążą jego dymisję. Moim zdaniem profesor wykorzystał doskonałą okazję: za głośno zrobiło się wokół jego osoby, więc postanowił zrzucić z siebie odpowiedzialność i konsekwencje z przewodnictwa komisji Macierewicza. Profesor nie jest głupi, nie jest idiotą jakim przedstawiają go media czy politycy, ale on sam zrozumiał, że nie ma już ochoty i sił robić z siebie idioty przy coraz to nowych teoriach na temat katastrofy smoleńskiej. Antoni Macierewicz narzucił komisji swoją narrację obowiązującą w środowisku PiS: w Smoleńsku był zamach i wszyscy muszą w to uwierzyć. Jeśli komuś wydawało się, że jest to łatwe zadanie musi pozbyć się złudzeń: niecałe 7% Polaków wierzy, że prezydencki Tupolew padł ofiarą zamachu. Siedem procent!

 Kto pokieruje pracami komisji? Kpiarz ze mnie, ale nie pokuszę się o typowanie następcy profesora Berczyńskiego. Niejaki Bartłomiej Misiewicz rzekomo pozostaje bez zajęcia, więc…

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)