wtorek, 1 lipca 2014

Katofaszyści czy rasiści religijni?

Odżyłem nieco po weekendzie w terenach zielonych gdzie przytruło mnie świeże powietrze. Nie jestem jeszcze w formie, ale mam przed sobą kilka dni urlopu, mam więc nadzieję na stanięcie na nogi, zatem... do roboty!:)

Żyję w kraju w którym poczucie humoru nie cieszy się poważaniem. Próżno szukać w Polsce zrozumienia dla wybitnych artystów, autorów, filmowców i twórców rozchwytywanych przez resztę świata. U nas panuje zaścianek z kadzidłem, średniowiecze przeplatane z niewiedzą, głupotą i brakiem inteligencji potrzebnej jeśli nie do zrozumienia satyry, to chociaż podejścia do niej z dystansem. Dorota Nieznalska, Martin Kippenberger czy Maurizio Cattelan nie mają czego szukać w Polsce. Niedawne wydarzenia pokazały, że również Rodrigo Garcia jest w RParafialnej persona non grata.

Sztuka "Golgota Picnic" pochodzącego z Argentyny dramaturga doprowadziła do pasji tzw. środowiska katolickie, gotowe powiesić na najbliższej latarni uznanego w świecie artystę. Śmieszne jest, że ogromna większość protestujących, podjudzanych przez katolickich biskupów, spektaklu nie widziała na oczy! Pisali o tym bluźnierstwie w internecie nasi dziennikarze- to najczęściej krzyczana przez radiomaryjne babcie, odurzonych sterydami młodzianów i zwolenników PiS opinia. Może to i lepiej, że nie widzieli spektaklu na oczy, bo zgłupieliby jeszcze bardziej? Kultura i sztuka jest, jak się okazuje, dla wybranych, ale na pewno nie dla katoprawicowego widza. Dla niego toruński milioner, ślubujący ubóstwo zakonnik Rydzyk, serwuje płytkie, nienawistne seanse badziewia w swoich mediach i… to im wystarcza. Nie jest im potrzebny ktoś taki, jak Garcia: uhonorowany w 2009 roku Europejską Nagrodą "Nowe Rzeczywistości Teatralne" przyznawaną artystom, którzy wytyczają nowe szlaki refleksji i ekspresji we współczesnym teatrze. Tyle że katooszołomy współczesności nie rozumieją, o przyszłości nie myślą oglądając się w przeszłość.

Zastanawiam się, czy katoprawica kompletnie już zidiociała i skretyniała, czy to raczej ostatnia prosta lub zakręt przed nią? Nikt nikogo nie zmusza do oglądania, słuchania i brania udziału w spektaklu rzekomo obrażającego jakieś bliżej niezdefiniowane „uczucia religijne”. Tępym i niezbyt inteligentnym widzom, oczywiście spod znaku katoprawicy, przeszkadzało będzie zawsze nie tylko „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, ale i pełna fantazji „Stawka większa niż życie”. Zadziwiające, że tak wybiórczo traktujący tzw. naukę społeczną kościoła katolickiego, wskazówki papieża, Pismo Święte dosłownie interpretują sztukę teatralną nie poświeciwszy nawet czasu do jej obejrzenia. O czym to świadczy? Czy nie o tym, że protestujący w Poznaniu wyborcy katoprawicy albo nie potrafią korzystać z szarych komórek, albo ich nie posiadają. Możliwe, że zabiła ja katolicka, radiomaryjna propaganda, sieczka lansowana przez katooszołomskie media. Widać nie zrozumieli, że nie wszyscy Polacy, również katolicy, muszą i chcą oglądać "święte" obrazy, "cudowne" źródełka, relikwie JPII, twórczość tegoż, procesje, "Pasję" Gibsona itp.

Kto wygrał w Poznaniu, pytają mnie znajomi? Nikt nie wygrał, przegrała mądrość, zdrowy rozsądek, poczucie humoru i polska Konstytucja. Ona przede wszystkim! Władze Poznania, z prezydentem miasta na czele, nie zachowały bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych i nie zapewniły swobody ich wyrażania w życiu publicznym. Złamano za to prawo reżysera, aktorów i widzów do wystawienia, brania udziału w sztuce i oglądania jej. Dziwię się organizatorom, jak również prezydentowi Grobelnemu, że uzbrojony w Konstytucję nie stawił czoła głupkowatym proboszczom, przeżartym pychą biskupom i niedouczonym babciom. Tu nie było przekroczenia granic smaku artystycznego, bo go być nie mogło z jednej, prostej przyczyny: wybitny, wolny artysta nie zna słowa granica. Nie istnieje coś takiego, istnieje cenzura, oczywiście katolicka. Sztuka zawiera treści pornograficzne, obrażające katolików? Zabawne, ale ci sami katolicy nie protestowali, kiedy prowadził ich molestujący w przeszłości kleryków Juliusz Paetz?

Słyszę o porozumieniu na linii Leszek Miller- Janusz Palikot, TR-SLD. I dobrze! Najwyższa pora zakopać topór wojenny, zakończyć prawienie złośliwości pod swoim adresem, bo wyborcy obu partii są już zmęczeni bezsensowną szarpaniną na lewej tronie sceny politycznej. Porozumienie i współpraca to nie wchłonięcie jednej partii przez drugą, ale i tego zdają się nie rozumieć nie tylko wyborcy, ale i politycy katoprawicy. I lewica, i TR, i inne partie przeciwne rządom katoprawicy mają w ręku oręż: afera taśmowa, deptane prawo obywateli do prywatności, szał katoprawicowych talibów prowadzonych przez skompromitowanych biskupów na dżihad, padających plackiem przed biskupami polityków, chcących religijnością na pokaz zasłonić swoje draństwa i dyletanctwo. Wybory do parlamentu niebawem, sztuką byłoby  przegrać je przy tak sprzyjającym klimacie!

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

6 komentarzy:

  1. Dziś do wściekłego chóru moherowych bandytów dołącza się w stylu niewiniątka niejaki Pazura Cezary mówiąc, że jemu się to podoba, bo kiedyś, jak się publiczności sztuka nie podobała, to ludzie rzucali pomidorami. Otóż te same moherowe bandziory na początku lat dziewięćdziesiątych próbowały zatrzymać film Pasikowskiego "PSY" twierdząc, że to niedopuszczalne, by były eSBek wzbudzał sympatię (Czarek grał jedną z głównych ról- dupowatego konfidenta- patriotę- teoretyka). Dzięki temu filmowi Czaruś został milionerem i jakoś nie bardzo się kwapi do zrzeczenia się tantiemów. Wygląda na to, że chodzi o to, by młodsza konkurencja go nie wykopała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam - zwykła katoprawicowa hipokryzja :-P.

      Usuń
  2. "wybitny, wolny artysta nie zna słowa granica."

    Taki mój mały feblik: nie zgadzam się z tym, że wybitność artysty zależy od braku jakichś granic. Granice muszą być (choćby po to, aby je przekraczać :-P) - wcale nie po to, aby ograniczać artystów, ale by zagwarantować to, że dane dzieło sztuki rzeczywiście będzie dziełem sztuki.
    W przeciwnym razie dostajemy anarchię, a anarchia nie tylko, że nie niesie ze sobą żadnych wartości, ale też prędzej czy później doprowadza do ludzkiej krzywdy. (lub krzywdy innych stworzeń - co pan sądzi o torturowaniu i zabijaniu zwierząt na scenie? Nazwałby to pan sztuką? Lub przynajmniej Sztuką przez duże SZ?)
    Poza tym, jakieś granice zawsze będą istnieć - i to one wszystko kształtują (także sztukę).

    Ludzi (chodzi głównie o artystów) którzy twierzą, że nie mają ograniczeń uważam za zwykłych pozerów oraz sądzę, że są umysłowo ograniczeni (co ich właśnie ogranicza).

    Wspomnianej w artykule sztuki nie znam i chociaż wątpię, że jest ona rzeczywiście taka wybitna, nie znam żadnego powodu, aby jej zabraniać. Nie dzieje się tam raczej nic, co dla myślącego człowieka mogłoby stanowić podstawę do sprzeciwu. Inna sprawa, że katotalibowie(*) myślącymi ludźmi nie są.

    (*) - Jak się okazało, przydomek niezwykle trafny - gdyż zaczynają oni stosować te same techniki, co ich islamskie pierwowzory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabijanie zwierząt to sztuka- jak powiedział pewien rzeźnik. Ale nie wyobrażam sobie przedstawienia, w którym publika jest raczona przelewem krwi. Na takie seanse nikt racjonalnie myślący nie poszedłby ponownie. Anarchia?:) Nie sądzę. Chłamu nikt nie obejrzy i nie zwróci na niego uwagi oraz nie wyciągnie z niego żadnych wniosków.

      Proponuję inne przedstawienie:

      drogi krzyżowa w San Matias, mieście położonym na północ od Manilii. Tamtejsze odgrywane procesje uznawane są za jedne z najbardziej ekstremalnych pokazów kultu religii katolickiej. Krew się leje strumieniami i... jakoś katolicy nie protestują, że znieważa się Chrystusa, obraża jego mękę oraz rani "uczucia religijne":)

      Usuń
    2. Droga krzyżowa miało być. Sorka, ale ledwo na oczy patrzę:)

      Usuń
    3. Nadmiar świeżego powietrza ;-)

      A jeśli chodzi o tę procesję - wcale mnie nie dziwi, że chrześcijanie nie protestują przeciwko takim przedstawieniom. Bodajże wszystko, co pokazuje ich wiarę jako coś poważnego (jak znany film Mela G.), jest przez nich brane jako "dowód" na prawdziwość ich wierzeń - a przeciw czemuś takiemu nie będą protestować.

      Albo się mylę i sprawa jest o wiele prostsza - przyczyną jest zwykła hipokryzja towarzysząca nieodłącznie religii.

      Usuń