piątek, 13 maja 2011

Dream Team

Jarosław wodził groźnym wzrokiem po twarzach osób zgromadzonych wokół stołu. Prostokątnego gdyż wszystkie okrągłe od dwóch dekad budziły w nim wstręt i obrzydzenie. Rekwizyt przy którym układali się zdrajcy narodu nigdy już nie zasłuży na to by on, prezes PiS, kiedykolwiek zasiadł przy meblu który jest synonimem hańby. Mężczyźni zgromadzeni w sali konferencyjnej truchleli rażeni bezlitosnym spojrzeniem swego prezesa. Kolejny plan spalił na panewce i oni byli temu winni. W zasadzie wszelkie dyspozycje wydawał prezes ale zwycięstwa były jego dziełem porażki zaś zrzucał na barki winnych przez siebie wskazanych. Tak jak obarczył winą Pawła i Joaśkę przed miesiącami gdy przegrał wyścig o Pałac Prezydencki.

Stadionowe burdy miały obalić rząd Donalda Tuska i umożliwić powrót do władzy prezesa. Kto w końcu, jak nie kibole, mieli głosować na wspaniałego Jarosława który jasno dał do zrozumienia że rację mają kibice a myli się rząd? Nie przewidział że premier podejmie tak szybkie i radykalne działania zamykając stadiony uniemożliwiając wszczynanie burd. Zdezorientowani kibice patrzyli pytająco w oczekiwaniu na ruch prezesa a ten… był bezradny. Miał nadzieję ze do zakończenia sezonu ligowego będzie używał aż miło na tuskowej nieudolności tymczasem może być zupełnie odwrotnie. Oby tylko złość kiboli nie obróciła się przeciwko niemu, wielkiemu prezesowi...

-Panowie ta władza jest w taki dziwny troszkę sposób przeczulona na własnym punkcie, nie rozumiem dlaczego podjęto decyzje o zamknięciu stadionów. Oczywiście to jest zła decyzja a ta bojaźliwa władza likwiduje różne imprezy, również patriotyczne, tylko dlatego że w trakcie ich trwania publiczność przejawia - powiedzmy sobie - mało sympatii dla władzy. Począwszy od uroczystości w rocznicę Powstania Warszawskiego - którą bardzo zmieniono właściwie tylko dlatego żeby chronić bardzo rozbudowane ego członków obecnej elity rządzącej - po, właśnie, stadiony - stwierdził prezes PiS. To jest droga donikąd!
Zgromadzeni wokół stołu nagrodzili go burzą braw. Prezes dumny jak paw był niezwykle z siebie zadowolony. Lubił gdy składano mu należne hołdy. Łaskawie zezwolił na kilka minut oklasków po czym uciszywszy zebranych uniesieniem dłoni kontynuował :
- Takie decyzje jak zamknięcie stadionów to wynik "małego wyrobienia" ekipy, która obecnie rządzi. To Donald Tusk i PO odpowiada za tłumienie wolności słowa, patriotycznych haseł i pieśni jakie towarzyszą widowiskom piłkarskim. Na to zgody nie będzie, precz z Platformą!
Zebrał ponownie gromkie brawa. Dumny rozglądał się po sali żałując że nie pozwolił na obecność klubowych posłanek ich piski byłyby jakże miłą pociechą dla ucha, sama słodycz dla duszy. Następnym razem wyda im zgodę na przyglądanie się męskiej naradzie.

-Moje stanowisko czyli całego PiS jest znane i szanowane przez ojca dyrektora, moherowe berety i kibiców. Kłamie rzecznik paskudnego rządu że ja, Jarosław Kaczyński, razem z całym ugrupowaniem, jestem tak zapiekły w nienawiści do rządu i premiera Tuska, że jestem w stanie powiedzieć każde głupstwo, że nawet w takiej oczywistej sytuacji, kiedy powinienem stanąć po stronie prawa, praworządności, decyduję się stanąć po stronie kiboli i zadymiarzy. Rzecznik rządu nie zna się na niczym i manipuluje opinią publiczną! Jak można poddawać w wątpliwość czy kiedykolwiek byłem na meczu???
-Brawo prezesie! Zawsze będę wspierał uczciwych kibiców, którzy bronią wartości narodowych! Jacek Bulterier wywijał nad głową szalikiem znanego klubu piłkarskiego. Machnął nim zbyt mocno i szalik wylądował na głowie któregoś z kolegów który mrucząc jakieś plugawe słowa odrzucił go od siebie.
- To kabaretowa decyzja Tuska, Michnika i Komorowskiego! Czysta zagrywka PR-owska rządu w obliczu bankructwa i fatalnego dorobku, wywołuje kolejny temat zastępczy i chce w roli chuliganów obsadzić nie tylko wszystkich kibiców, ale też opozycję. Na to nie ma zgody, patrioci upominają się o pamięć! - mówił europoseł.
-Wojna premiera Tuska z pseudokibicami przypomina mi reakcję rządu na problem dopalaczy i pedofilii, to jest kolejny spektakl medialny. Sytuacja na stadionach to przejaw słabości państwa które było prawe i sprawiedliwe a dziś razi bezsiłą rządu, policji, która jest podległa rządowi, ale także wymiaru sprawiedliwości- dodał skromnie Mariusz Płaszczak.
-To jest rozpaczliwa próba walki z tymi, którzy ośmielają się ośmieszać Tuska na transparentach . Tusk, matole, Twój rząd obalą kibole! Zgadzam się z myślą w nim zawartą!- Joachim Bruździński wypowiadając te słowa wygrażał pięścią niewidzialnemu wrogowi.

Jarosław słuchał swoich podwładnych i czuł że rośnie. Takich ludzi mu potrzeba, wie jak pokona Tuska!
-Panowie, koledzy, przyjaciele. Patriotom zabrania się wyrażania swoich myśli na piłkarskich stadionach wyganiając ich do podziemia. Szansa że reaktywują „Solidarność” która raz już powróciła ale nic nie stoi na przeszkodzie by uczyniła to po raz kolejny! Naszemu elektoratowi zamyka się usta w sposób który mi się nie podoba. Niech sobie Tusk nazywa to sposobem zgodnym z prawem i legalnym ale to ja oceniam czy decyzje takie są moralne. Nie wyrażam zgody na obecną politykę rządu, szykany wobec kibiców z wśród których znaczna cześć to nasi wyborcy. Podszepty Michnika na nic się zdadzą mimo że są jadem sączonym w ucho Tuska. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie co powoduje ze PO i Tusk cieszą się wysokim poparciem? Słucham.
Na sali zapadłą grobowa cisza, mężczyźni niepewnie rozglądali się wokoło. Z burzy mózgów nici…

Jarosław westchnął, dużo jeszcze muszą się uczyć młodzieńcy.
-Podstępny Tusk udaje że kocha sport, piłkę nożną i co jakiś czas rozgrywa mecze. Pamiętam kiedy przed laty kuśtykał po Sejmie a polskojęzyczne media mu współczuły. Pokonam go jego własną bronią! Ruszamy w Polskę, na turnee! Najpierw jednak wyzwę na pojedynek Tuska i jego drużynę piłkarską: jego zespół przeciwko mojemu! Kto się wstrzymał nie widzę zatem wszyscy są za.
Obecni na sali wyglądali na zaskoczonych ale prezes ciągnął:
-Mam już podwaliny pod nasz zespół. W bramce stanie europoseł Czarnecki. Mimo skromnych warunków fizycznych chłopak jest zwinny, zwrotny i skoczny. Skacze z powodzeniem z kwiatka na kwiatek, z partii do partii więc wykaże się między słupkami. Rezerwowym bramkarzem będzie Jerzy Materna który tak zgrabnie sforsował barierkę pod Pałacem 10 kwietnia.
Obroną będzie kierował Dubieniecki mając za partnera Bielana który będzie wolnym zawodnikiem, libero. Marcin niejednego już wybronił no i dobry jest w akcjach zaczepnych. Adam z kolei jest elastycznym zawodnikiem gotowym dostosować się do wydarzeń na boisku ale i naprawiać błędy. Boczna obrona to Antoni i Mariusz, ustalcie sobie- tylko bez rękoczynów- kto wystąpi na lewej a kto na prawej. Zastanawiałem się Mariusz nad atakiem dla ciebie boś niewysoki , jak ten Tevez, ale zwrotny. Dobra szkoła na Ujazdowskich. Obawiam się jednak że zdejmiesz okulary i trafi cię piłka z wrzutki to może cię wbić w ziemię przy okazji więc atak odpada. Antoni włączaj się w akcje bo najlepiej robisz to wychodząc z defensywy. Wracaj jednak pod bramkę! W pomocy z prawej strony Małecki Tomek. Ma wiek, zdrowie i kondycję wypracowaną na Ujazdowskich i u kobiet więc będzie hasał jak wściekły. Wahałem się czy nie wystawić Jasia Pospieszalskiego, Ronaldo PiS-u, ale otrzyma szansę w następnym meczu. Był problem z lewym skrzydłem, jak wiadomo o lewoskrzydłowych mawia się że mają problemy z głową… Karol ma doświadczenie z wózkami cypryjskimi dlatego zagra Joachim, jakoś sobie poradzimy. Reżyserem poczynań w środku pomocy jestem oczywiście ja, wasz prezes. Wzrost i sylwetkę mam godną wybitnego piłkarza Diego Armando Maradony więc bądźcie gotowi na rajdy w moim wykonaniu. Moim partnerem, defensywnym pomocnikiem będzie Błaszczak. Dobrze się spisuje w roli mego cienia więc nie powinno go zabraknąć przy mnie na boisku. A tak to Bulterier, nieobliczalny i agresywny niczym Rooney. Liczę na ciebie Jacku, zagraj w stylu starych dobrych angielskich napastników albo naśladuj genialnego przed laty „Diabła” Szarmacha. Chociaż nie, do diabła to bardziej Karski podobny… Wasz prezes pamięta mistrzostwa świata z 1990 roku który były rozgrywane we Włoszech. Królem strzelców został wtedy Salvatore Schillaci, zawodnik gospodarzy. Podobało mi się jego szaleństwo we wściekłych oczach kiedy emanował radością po zdobytej bramce. Mamy kogoś w tym stylu, strikerem będzie redaktor Terlikowski z błyskiem w oczach. Zwycięstwo mamy murowane!
Prezes zastanawiał się czym rozegra mecz. Okrągły stół, okrągła piłka…

środa, 11 maja 2011

Zapomniana Konstytucja

Jarosław wściekły spacerował po domu mamrocząc coś pod nosem. Od wczoraj narastała w nim złość dla której musiał znaleźć jakiejś ujście. A tu żadnego posiedzenia Sejmu na którym mógłby dokopać Tuskowi i platformerson, pod ręką nikogo na którym mógłby wyładować emocje. Czasem żałował że nie dał się porwać czarowi i urokowi Jolki Szczypińskiej który aż wzdychała by zostać jego żoną; musiałaby znosić jego humory i nastroje no bo jak to, tylko kobiety mogą mieć trudne dni? Nic się wczoraj nie udało, nic nie poszło po myśli wielkiego prezesa: znikome zainteresowania pseudopolskich mediów patriotycznym manifestem na Krakowskim Przedmieściu które usiłowali zakłócić piekielni wysłannicy tego diabła Palikota ,za to wielki szum po odejściu z SLD do PO Arłukowicza… Wielkie mecyje, cóż to za wydarzenie, to ma być news którym jeszcze dziś żyją media? Gdyby kot mi uciekł z domu to dopiero byłoby wydarzenie, a tak… Same tematy zastępcze. I jeszcze pożar tej hali w chińskim centrum handlowym. To też brzydko pachnie, akurat musiało dojść do pożaru dziesiątego? Tusk i Putin wspieranie przez Urbana i tego byłego księdza z Łodzi opluwającego Kościół za tym stoją! To oczywista oczywistość że pożar nie powstał z niczego, stały za tym wiadome siły, front rozciągający się od czerwonych, różowych po liberałów. Czekajcie no, niech no ja wygram wybory, ruszy machina lustracyjna, dobierzemy się wam do tyłków! Winni zostaną osądzeni i skazani! Mariusz aż przebiera nogami by wrócić na stołek w gmachu na Ujazdowskich w którym przeprowadzi weryfikację służby jakiej świat nie widział! Wszyscy zdrajcy służący Tuskowi i Platformie wylecą na zbity pysk, a dobrze im tak. Tomek już tam nie wróci, on pójdzie wyżej bo Beata poznała się na jego kwalifikacjach stwierdzając że nikt poza Antkiem i Mariuszem nie zna się na służbach specjalnych jak on. Trzeba będzie ją pouczyć że zapomniała wymienić w tym gronie swego prezesa którego talenty i wiedza zakasowały niejednego ważniaka z zagranicznych tajnych służb. Co ten Tomek przykleił się do tego telefonu? Bez przerwy rozmawia z Katarzyną, tą redaktorką. Prezes nie dawał poznać po sobie że niewiele rozumie z ich rozmów. Nie, nie, rozmawiali po polsku tylko w sposób jakiś taki niezrozumiały. O jakichś językach? Czyżby Tomek zapisał się na kurs francuskiego? O, coś i o hiszpańskim mowa. Myszka? Bardzo skomplikowaną mowę mają dziś młodzi, to fakt. Spróbowaliby poruszać te bezbożne tematy pornograficzne to natychmiast wysłałby ich do spowiedzi. Tylko niech ludzie nie wydziwiają bo prestiż wodza i partii podupadłby: rozwódka spotykająca się z najlepszym agentem PiS i Mariusza? Ojciec Rydzyk i moherowe berety nie wybaczyliby tolerowania takiej herezji a wtedy nic tylko pisać testament…


-Jarek, synku!- rozległo się wołanie
-Tak mamusiu?
-Co to za szczotka wala się w łazience do cholery? Sprowadziłeś jakąś babę ?
-To szczotka Tomka mamusiu
-Niech zabiera stąd to paskudztwo, pełno włosów się tu wala!
Jarosław podszedł do Tomka i wyrwał mu telefon:
-Weź się Kaśka do cholery do roboty! W Audiotele pracujesz czy w Gazecie? Co to jest? Tomek ledwo przyjechał a ty już wydzwaniasz do niego godzinami? Chyba porozmawiam z twoim szefem!
Wściekły zwrócił telefon Tomkowi którego maślane oczy były teraz przepełnione strachem. Mimo skromnej postury prezes potrafił wrzasnąć że bali się go wszyscy prawi i sprawiedliwi.
-Panie prezesie przepraszam ale zapomniałem się trochę, proszę mi wybaczyć…
-Zabieraj się na dwór, wyprowadź Alika- warknął prezes.
Tomek go denerwował bo poczuł zew wiosny, Alik hałasował nocami i tylko on, Jarosław, żył zgodnie z wytycznymi ojców Kościoła gardząc uciechami cielesnymi.

A propos testamentu; tuskowi puszczają mimo uszu wystąpienia prezesa, zdają się ich w ogóle nie dostrzegać. Lekceważą go tak jak przez lata lekceważyli słuchaczy ukochanego radia. A testament jaki pozostawił Lech, dlaczego nie chcą go realizować? Zamyślił się szukając w papierzyskach, gdzie to było, znowu mamusia grzebała… jest! Nie wprowadzono jej w życie kiedy był nasz prezydent, wprowadzimy ustawę wtedy kiedy ja będę prezydentem ! Prezes aż zatarł rączki ale nie tracił czasu na błogie oddawanie się fantazjom. Trzymał w ręku dokument na którym budował będzie trwałe państwo którego nikt i nic nie zmiecie. Żaden tam Palikot, Michnik, Tusk, WSI czy komuchy. Putin i ta całą niemoralna i zepsuta zgnilizna z Zachodu przesiąknięta nihilizmem i cywilizacją śmierci będzie się miała na baczności he he he… Prezes czytał swoją konstytucję, konstytucję godną jego państwa, wolnego państwa od wrogów którzy czyhają zewsząd na niego. Treść ociekała demokracją w wydaniu PiS, to projekt płynnego i spokojnego przejścia z III do IV RP. Nie może być tak że w wolnej Polsce obowiązuje Konstytucja uchwalona za Sejmu opanowanego przez komuchy! W jego konstytucji znalazły się takie punkty:

” Zlikwidowana zostanie podwójność władzy wykonawczej. Jej pełnię uzyska premier. Wzmocnienie pozycji szefa rządu nie ma jednak znaczyć, że prezydent zostanie osłabiony. Prezydent nie jest już częścią władzy wykonawczej, jest ponad wszystkimi władzami i dysponuje różnego rodzaju instrumentami, które zapewniają mu rolę strażnika praworządności, niepodległości państwa, strategii. Głowa państwa po objęciu stanowiska będzie mogła rozwiązywać Sejm, o ile ten został wybrany wcześniej niż na rok przed prezydentem. Prezydent będzie mógł też odmówić powołania ministra, a nawet premiera, gdyby miał informacje z wiarygodnych źródeł że dana osoba takiej funkcji pełnić nie powinna. Prezydent będzie też mógł doprowadzić do referendum nad przyjętą przez parlament ustawą, jeśli uzna, że społeczeństwo jej nie popiera oraz otrzyma prawo wydawania rozporządzeń z mocą ustawy, które będą musiały zostać zatwierdzone przez Sejm. Prezydent będzie stał na czele Krajowej Rady Sądownictwa, która ma stanowić fundament polskiego sądownictwa oraz przewodniczył służbie cywilnej. Konstytucja ma mieć zagwarantowaną nadrzędność nad wszelkimi aktami normatywnymi w Polsce, także nad prawodawstwem Unii Europejskiej”.
Nikt nie musi wiedzieć że premier po wprowadzeniu w życie pisowskiej konstytucji może pakować graty i złożyć urząd bo nieograniczoną władzę będzie miał prezydent, chyba nikt się nie przyczepi do tego że prezydent nie ponosiłby odpowiedzialności parlamentarnej ani sądowej za swoje czynności urzędowe?.. Co może być bardziej wiarygodnym źródłem niż oponie ojca dyrektora i redaktora Sakiewicza nie mówiąc o patriotach z IPN?
Prezesowi bardzo podobał się zapis mówiący o tym że wewnątrz kraju Siły Zbrojne mogły by być użyte na mocy decyzji Prezydenta Rzeczypospolitej wydanej na wniosek Rady Ministrów w przypadku podjęcia działań zbrojnych, zmierzających do obalenia ustroju konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej, a także w przypadku poważnych zamieszek wewnętrznych, zagrażających bezpieczeństwu publicznemu, oraz w przypadku ogłoszenia stanu wojennego lub wyjątkowego, jeśli nie wystarcza użycie sił porządkowych. Wtedy nikt by mu nie podskoczył he he he… Spróbowaliby naruszyć ustalony porządek przez prezesa!

Jak to się ładnie czyta:
W imię Boga Wszechmogącego!
My, Naród Polski,
składając Bożej Opatrzności dziękczynienie
za dar odzyskanej niepodległości
wdzięczni poprzednim pokoleniom
za ich wytrwałość i pracę, poświęcenie i ofiary dla Polski,
zrzuciwszy jarzmo obcej przemocy i komunizmu
zobowiązani do zachowania i umocnienia
niepodległości Państwa Polskiego,
pomni ponadtysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem”

Może powinno być poświecenia dla katolickiej Polski? Posłowie z wrogich partii wspominają ze przed chrześcijaństwem i katolicyzmem w Polsce było coś innego ale to kłamstwa. Polska ma swe korzenie w chrześcijaństwie i nie zmienią tego te kłamliwe bestie, pomyślał prezes. Tylko dlaczego ten ciemny lud nie wybrał mnie na prezydenta???

wtorek, 10 maja 2011

Bartłomieju witaj w klubie!

„Z wielką satysfakcją stwierdziłem, że spotykam na swojej politycznej drodze człowieka, z którym wiele razy różniliśmy się w niektórych poglądach, ale którego energia i gotowość do roboty jest naprawdę imponująca. Z posłem Arłukowiczem mamy podobne temperamenty, w niektórych kwestiach przynajmniej”.
Zdziwieni dziennikarze przysłuchiwali się słowom premiera; zaskoczył ich bo nie tego się spodziewali. Ten i ów wspominał wprawdzie nieśmiało że możliwa jest kolacja PO-SLD po wyborach parlamentarnych czy też zacieśnienie współpracy ale żeby aż tak? Premier nie dając czasu na domysły kontynuował:
„ Bartosz Arłukowicz przyjął moją propozycję objęcia funkcji w moim rządzie jako pełnomocnika ds. kontaktów między rządem i administracją państwową a ludźmi którzy czują się wykluczeni. Przed nami ciężka praca a Bartosz będzie służył mi radą, pomocą i pomysłami. Wyniesione doświadczenie z SLD które między innymi dzięki jego pracy zyskiwało w sondażach przyda się Platformie Obywatelskiej. Pro publico bono, by żyło się lepiej”. Premier zadowolony spoglądał na zdumionych, ba!, oszołomionych nawet dziennikarzy! Tego nikt się nie spodziewał bo nieśmiało mówiono o przyszłej kolacji PO-SLD a na całego o innej, PiS- SLD. Młodzi stażem dziennikarze zupełnie się pogubili, że też nie powstał przed laty rząd PO- PIS a premierem Kononowicz? Przynajmniej byłby święty spokój bo niczego by już nie było!

Premier śmiał się w duchu delektując się swoim zwycięstwem, za jednym zamachem upiekł na jednym ogniu dwie pieczenie: przechytrzył Jarosława Kaczyńskiego i zabił klina Grzegorzowi Napieralskiemu. Obaj czują się z pyszna jak mniemał. A dobrze im tak, jeden pseudosocjalista drugi pseudoZapatero. Zanim jeden z drugim zechcą wiązać jakiekolwiek koalicje najlepsi i najmłodsi ludzie których skaperuje Arłukowicz zasilą moją Platformę. A Bartłomiej, naiwny, nie spostrzegł szefem jakiej komórki został . Przyjął posadę z taką radością, bez najmniejszego wahania a kto stanowi ów grupę ludzi którzy czują się wykluczeni? To przecież słuchacze Radia Maryja ojca Rydzyka ha ha ha ! Arłukowicz jest załatwiony już nie podskoczy tak jak próbował fikać Napieralskiemu. Nie ma powrotu do SLD a w PiS go nikt nie zechce. Kaczyński szybciej przyjąłby Urbana który z PO nie miał nic wspólnego. Bartłomiej będzie miał pole do popisu gdyż młodzieńczej werwy mu nie brakuje. Nie ma wyjścia i musi dogadać się ze słuchaczami Rydzyka.
„Jak wspominałem Bartosz Arłukowicz będzie pełnomocnikiem rządu do spraw osób wykluczonych i jednocześnie sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera. Wiążą się z tym poważne koszta ale nie będziemy żałować sum na tą komórkę. Gotowość do naszego współdziałania powinna być znakiem dla innych ludzi w Polsce, że jest możliwe budowanie szerokiego traktu. W środę rano zbiera się prezydium klubu PO na które zaproszony będzie poseł Arłukowicz. Panie pośle, proszę o zabranie głosu”
„Dziękuję panie premierze. Szanowni państwo od siebie chcę dodać niewiele: Od wielu tygodni wymagano ode mnie głosowania ramię w ramię z Jarosławem Kaczyńskim w bardzo wielu różnych, ważnych dla państwa sprawach. Myślę, że czas przejść do pracy pozytywnej, pracy energicznej i skupić się na działaniu. Podjąłem bardzo trudną decyzję. To decyzja , która otwiera nową przestrzeń polityczną” . Tej przestrzeni nie otworzyłby mi Grzegorz i SLD nie posiadający dojścia do rządowych posad, pomyślał.
Zadowolony premier udał się w kuluary z Bartłomiejem. No, zapomnij Napieralski o tym że wespół z Arłukowiczem będziesz lokomotywą szczecińskiej listy Sojuszu! Będziesz miał konkurenta o głosy szczecinian!

-Panie premierze chcę podziękować za zaoferowaną mi pomoc. Nigdy nie należałem do SLD i cieszę się z tego że mogę pomóc Platformie Obywatelskiej i rządowi RP
-Daj spokój Bartek, obaj dobrze wiemy że powodem twego odejścia z SLD był głód stanowiska w administracji rządowej. Tacy ludzie jak ty nie powinni się marnować w opozycji a ty pasujesz mi na następcę Palikota. Zdradzę ci w tajemnicy że oglądałem wszystkie odcinki „Agenta” w którym przed laty zwyciężyłeś. Wykazałeś się nie lada sprytem, chytrością i przebiegłością. Zmartwiłem się kiedy zdecydowałeś się iść do polityki z listy lewicy. Ja jednak jestem cierpliwy a ta jak wiesz popłaca
- Chcę kontynuować karierę parlamentarną panie premierze jako poseł bezpartyjny. Będzie to możliwe czy muszę wstąpić do PO?
-Jesteś jeszcze młody Bartek więc nie wiesz że tak naprawdę w Polsce podział to nie jest podział między kilka partii politycznych, tylko między ludzi pozytywnych i negatywnych. Jeżeli pozytywni ludzie, tacy jak ty będą chcieli kandydować z listy Platformy będę do końca pilnował, żeby te listy były otwarte dla takich jak ty. Kontynuować karierę posła w tym Sejmie będziesz, ale w następnych wyborach wystartujesz z listy PO w Szczecinie.
- Z wielką chęcią się zgodzę panie premierze! Czego oczekuje pan ode mnie w zamian?
Premier uśmiechnął się, był to uśmiech jakim obdarzał bramkarza na boisku tuz przed strzałem z „jedenastki” na bramkę. Był przygotowany na pytanie posła.
-Przede wszystkim podpiszesz pewną deklarację która zamknie usta Napieralskiemu który uważa że twoje odejście do mego rządu spowoduje uchwalenie In vitro. Druga sprawa to obowiązkowe mecze na w których będziesz brał udział możesz grać na lewym skrzydle…, ze Szczecina do Gdańska nie jest aż tak daleko, z chęcią podeślę po ciebie swój samolot. Raptem 175 razy nim latałem podczas pełnienia urzędu. Trzecia to odkupienie winy za negatywne komentarze polityki mojej i rządu, za słowa które bardzo bolały. W milczeniu podał kartkę maszynopisu na której podkreślone były zdania: ”Marszałek Bronisław Komorowski jest zbrojnym ramieniem Platformy Obywatelskiej i robi dosłownie wszystko, aby Polki nie miały dostępu do nowoczesnych technik medyczny „
„ Jeżeli ktoś pokazuje, że chce za wszelką cenę walczyć z jakąś branżą i to w sposób nadmierny i za szybki, to musi to wzbudzać podejrzenia. Jeżeli chcemy ustanowić dobre prawo i wreszcie rozsądnie uregulować tę branżę, to tego nie da się zrobić w tydzień i to tylko z tego powodu, że premier nagle ją dostrzegł. Dobrze by było, gdyby twórcy ustawy oparli się na solidnych ekspertyzach. Nie powinniśmy ulegać histerii Donalda Tuska.”
„Platforma boi się przede wszystkim narazić hierarchom Kościoła katolickiego”

-Wybaczam ci młodzieńcze wygłupy, w niedzielę udasz się po pokutę do kardynała Stanisława, to załatwi sprawę i złagodzi twoje grzechy Bartłomieju
- A deklaracja? Co z tą deklaracją?
Premier bez słowa podał kolejną zapisaną kartkę papieru. W dłoń Bartłomieja wsunął długopis zachęcając go słowami:
-Jesteś lekarzem więc rozumiesz…
Kartka zawierała następującą treść :
„We wrześniu w Sejmie RP rozpoczęły się prace nad regulacjami prawnymi dotyczącymi procedury "in vitro". Jako naukowcy i nauczyciele akademiccy pragniemy zabrać głos w tej ważnej kwestii społecznej. Życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia - to fakt biologiczny, naukowo stwierdzony. Procedura "in vitro", mająca służyć przekazywaniu życia ludzkiego, jest nieodłącznie związana z niszczeniem życia człowieka w fazie prenatalnego rozwoju, jest więc głęboko nieetyczna i jej stosowanie winno być prawnie zakazane. Z publikowanych danych - z różnych ośrodków medycznych stosujących "in vitro" - wynika, że w trakcie tej procedury ginie 60-80% poczętych istot ludzkich (z brytyjskich informacji wynika, że nawet 95%).


Procedura "in vitro", na różnych etapach jej stosowania, narusza trzy artykuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: art. 30, art. 38, art. 40 oraz art. 157 kodeksu karnego. Procedura ta jest rażąco sprzeczna z ekologią prokreacji, zastępując naturalne środowisko poczęcia i początkowego rozwoju człowieka, jakim jest łono matki, przez "szkło", a w skrajnym przypadku przez system głębokiego zamrażania (do temperatury -195°C). To naruszenie ekologii prokreacji skutkuje prawie dwukrotnym wzrostem śmiertelności niemowląt, 2-3-krotnym wzrostem występowania różnych wad wrodzonych a także opóźnieniem rozwoju psychofizycznego dzieci poczętych metodą "in vitro" w porównaniu do dzieci poczętych w sposób naturalny.


Pozytywną metodą pomocy małżonkom pragnących poczęcia i urodzenia dziecka jest naprotechnologia. Naprotechnologia to nowoczesna metoda diagnozowania i leczenia niepłodności na podstawie tzw. Modelu Creightona, służącego precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu. Na żadnym etapie stosowania naprotechnologii nie dochodzi do niszczenia poczętych istot ludzkich, naruszenia godności małżonków i poczętej istoty ludzkiej oraz zachowane są ekologiczne zasady prokreacji. Należy też podkreślić, że naprotechnologia w porównaniu do procedury "in vitro" jest bardziej skuteczna i kilkakrotnie mniej kosztowna.


Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury "in vitro" jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ”
-Podpiszesz i witaj w klubie Bartłomiej! W myślach zaś dodał :"Ciesz się że nie wymagam deklaracji że plemnik też człowiek..."

poniedziałek, 9 maja 2011

Come back Adama

Adam gapił się w telewizor słuchając swej wypowiedzi którą dziennikarze będą żyli przez najbliższe tygodnie. Nie musi już dłużej dusić w sobie prawdy skrywanej przed światem, czuł ogromną ulgę że pozbył się tego ciężaru. „Moje odejście z PiS było błędem”; tak, wypowiedziałem te słowa, jestem z nich dumny. Nie ma mnie już w PJN Joaśki, tylko patrzeć jak prezes Jarosław z honorami przyjmie mnie z powrotem w szeregi swej partii. Ba, wybory za pasem, PR na Nowogrodzkiej więcej niż mizerny więc tylko patrzeć jak mnie uczyni na powrót spin doktorem, pomyślał. A wtedy zwycięstwo pewne, przekona się kilka procent niezdecydowanych by oddali głos ma PiS, wmówi się lewicowym wyborcom że ich głos pójdzie na marne jeśli zagłosują na Napieralskiego. Joaśka z Elką zostaną na lodzie bo nie wejdą o Sejmu i na co im to było? Nie chciały mi dać stanowiska w PJN, stanowiska przez duże „S” to niech się wypchają i męczą dalej same. Bez kodów do strony internetowej swej partyjki nie poszumiały dużo, ha ha ha!
Zerwał się i stanął na baczność widząc przemawiającego w telewizji prezesa Kaczyńskiego. Kochany wódz! Oczy Adama wypełniły się łzami wzruszenia. Były to łzy radości bo prezes mówił o nim! Tak, Jarosław nie zapomniał o wiernym druhu który pod wpływem emocji, w chwili słabości dał się omotać babom odchodząc z partii do platformerskiej przystawki czyli PJN. Kto wie czy i jemu jak prezesowi nie podawały prochów że go tak omotały?..


-Panie prezesie, czy podejmie pan decyzję o powrocie do PiS europosła Adama Bielana który od pewnego czasu jest poza PJN?
-Będziemy z zainteresowaniem przyglądać się ewolucji postawy Adama Bielana . Cieszę się że zmądrzał i zrozumiał swój błąd. Błędy są rzeczą ludzką. Ja ich nie popełniam i proszę się temu nie dziwić gdyż mój statut w partii czyni ze mnie bożka. Poseł Bielan udowodnił że jest tylko człowiekiem i mi nie zagraża
-Poseł Bielan z zachwytem komentował ostatni kongres pańskiej partii mówiąc że to jest rzeczywiście taki PiS, który on chciałby współtworzyć. Skąd w nim taka przemiana panie prezesie?
-Adam na szczęście szybko spostrzegł że PJN miało być opozycją, miało być zupełnie innym projektem politycznym niż jest w tej chwili a w tej chwili jest przystawką części Platformy. Cieszę się że przejrzał na oczy i jego zdanie pokrywa się z moim: PJN realizuje taktyczne założenia frakcji marszałkowskiej Grzegorza Schetyny w Platformie. A Platforma to Donald Tusk, Czerska, Michnik, niewykluczone że i komuchy.
Adam spoglądał w ekran mając w głowie wiele myśli. Biegły one wieloma torami które kończyły się na tej samej stacji: Nowogrodzka 85/86. Co prawda piastuje jeszcze mandat posła do Parlamentu Europejskiego ale w następnych wyborach bez poparcia prezesa Kaczyńskiego nie ma co marzyć o reelekcji a żyć z czegoś trzeba. Na razie nie myślał o powrocie do polskiego Sejmu, zresztą kto za takie grosze by wyżył? Marcin Dubieniecki wyliczył czarno na białym że rodziny z posłowania się nie utrzyma. Cieszył się że pracował w Brukseli bo głupio by trochę mu było wpaść na Wiejskiej na Pawła, Joaśkę czy Elkę. Niech się pieklą baby! Aśka okazał się większą cwaniarą niż przypuszczał kiedy zażądała oświadczenia że on, Adam, nie podejmuje działań mających na celu osłabienie czy rozbicie PJN. On miałby spełniać zachcianki? Niedoczekanie!


A miało być tak pięknie dziewczyny. Jak to szło? „ Jest to związane z coraz większą różnicą między naszymi poglądami, a poglądami kierownictwa partii. Razem z Michałem Kamińskim decyzję o odejściu z PiS podjęliśmy wcześniej jednak nie chcieliśmy ogłaszać tego przed wyborami samorządowymi. Nie zgadzamy się na niemożność podjęcia dyskusji w sprawach w których mamy inne zdanie niż kierownictwo partii”. Podrapał się po głowie; da się z tego wybrnąć: prezes gniewałby się bardzo gdybym przed wyborami ogłosił tą i inne decyzje a tak da się go udobruchać. Kota się prezesowi wyprowadzi, kupi się Whiksky…, to znaczy Whiskas i będzie dobrze. No i mało kto pamięta co mówił Michał że opuszczenie PiS nie ma związku z powstaniem PJN, kto to dziś pamięta. Jacek miał rację, tępy PiS-owski lud wszystko kupi. Kupi i ten wyborca który opublikował swój komentarz w necie :”
POLSKA CZEKA NA NOWOCZESNĄ, EUROPEJSKĄ PARTIĘ CHADECKĄ POZBAWIONĄ DOMINACJI RADIOMARYJNEGO BETONU I ANTYKOMUNISTYCZNEGO OSZOŁOMSTWA OD SAKIEWICZA !”. Oby ojciec Dyrektor mu wybaczył…
Trochę niepokoił go pypeć który wyskoczył mu na języku, pewnie Elka z Aśką go obgadują. Oby Ailk je ofukał! Nagle zadzwonił telefon; dziwne, nie spodziewał się dziś żadnych rozmów czy gości. Zastrzeżony… Pewnie akwizytorzy z banku lub telefonii komórkowej. Już ja im… Odebrał i warknął:
-Czego!?
W słuchawce po drugiej stronie panowała cisza, nagle odezwał się znajomy aczkolwiek dawno nie słyszany głos:
-Adam? Tu prezes Kaczyński
Adama zatkało! Szukał czegoś na usprawiedliwienie, gorączkowo w myślach przeprosin by rzucić je do słuchawki. Prezes się obrazi i będzie klops!
- Pepszaszam panie prezesie ale nie fpodziewałem się telefonu ot pana!
-Hmm… Piłeś coś Adam, dlaczego tak bełkoczesz?
-Nie nie, to te baby z PJN, obgadują mie i na dzedzyku mi cos wyhoslo. Łoj boli!
-Przejdzie, do wesela się zagoi, mam nadzieję że nie mojego wesela bo będziesz cierpiał długo he he he! Co ty Adam będziesz robił jutro?
-Powunenem ysc do lekarza panie prezesie no i zamiehałem wpaść pod Pałac Phezydencki
-Szczęście w nieszczęściu, dobrze się składa że jesteś chory. Czynię krok w kierunku twego powrotu do partii i ufam że to docenisz. Twoje niemoc spada mi z nieba, to chyba ojciec Rydzyk wymodlił he he he… To odejście z PJN. Potrzebuję pomocy a że nikogo nie mam pod ręką bo wszyscy muszą stawić się na Krakowskim Przedmieściu ty mi pomożesz. Oczywiście mogę liczyć na twoją pomoc?
- Panie phezesie jestem do panskey tysposycjy, pomoc panu to zascyt i moje marzene
- Jak wiesz nie mogłem wziąć udziału w ostatnich kościelnych uroczystościach nie tylko z tego powodu że są nudne jak flaki z olejem i muszę z trudem panować nad ziewaniem i czuwać by nie zasnąć. Jutro nie może mnie zabraknąć na Krakowskim Przedmieściu a ty mi w tym pomożesz. Nie mogę zostać w domu i opiekować się mamusią więc ty mnie zastąpisz. Gdybym ją zostawił w domu głosom krytyki pod moim adresem nie byłoby końca a muszę dbać o prestiż. Tomek jest bardzo zajęty u Katarzyny więc domu nie popilnuje i mamusią się nie zajmie. Aha, a propos: Alik poczuł zew natury i hałasuje wniebogłosy więc i nim też się zajmiesz. A mówili że koty w marcu…

niedziela, 8 maja 2011

Soldarność, patriotyzm, nowoczesność?

„Wśród kwestii gospodarczych z jakimi przyszło zmierzyć się już na początku należało ustalenie i utrzymanie zrównoważonego budżetu, co stanowiło nie lada problem. Młody organizm państwowy siłą rzeczy ponosił kilkukrotnie większe wydatki, niż mógł sobie na to pozwolić zgodnie z wpływami do budżetu. Sytuacja ta przyczyniła się do powstania zwiększającego się każdego roku deficytu budżetowego, z którym walczono przy pomocy dodrukowywania pieniądza (marka polska), co jednak pociągało za sobą zjawisko inflacji (spadku wartości pieniądza). Rok 1922 przyniósł więc deficyt rzędu 470 miliardów(…) Początkowy okres wzrostu gospodarczego nie trwał zbyt długo. Do załamania gospodarki doszło już w 1923 r., kiedy stan finansów państwa był na tyle zły, że nie był w stanie poradzić sobie ze zjawiskiem tzw. hiperinflacji, które stwarzało zagrożenie wybuchu niepokojów społecznych na szeroką skalę. Na przestrzeni sześciu miesięcy doszło do sytuacji, kiedy za 1 dolara należało zapłacić 6 375 tys. zamiast początkowych 104 tys.! Automatyczny wzrost cen, uderzał we wszystkich, może z wyjątkiem spekulantów. Płace ludności pozostawały daleko w tyle za gwałtownym wzrostem cen, a stad nie było daleko do protestów społecznych(…)Początkowe lata, tuż po odzyskaniu niepodległości, naznaczone były z jednej strony kłopotami natury gospodarczej o podłożu walutowym (inflacja), z drugiej zaś strony miały wymiar międzynarodowy w postaci wojny celnej z Niemcami. Sytuację wewnętrzną pogarszała paląca potrzeba przeprowadzenia gruntownej reformy rolnej. Eksport węgla przynoszący do tej pory duże korzyści, obłożony niemieckim cłem, stawał się coraz mniej opłacalny, co zagrażało planom sprawnego przeprowadzenia przez Grabskiego reformy walutowej. Wśród skutków stanu "wojny gospodarczej" wymienia się: znaczny spadek produkcji, zmniejszenie wydobycia węgla, ograniczenie eksportu oraz wzrost bezrobocia (który osiągnął w grudniu 1925 r. poziom ponad 210 000 osób(…)Świadomość nadmiernego obciążenia (poprzez parcelację ziemi) czy wręcz likwidacji majątków ziemskich, których dochody w znacznym stopniu zasilały budżet państwa, odsuwała ten kosztowny zabieg w czasie. Jednak wraz z uchwaleniem przez sejm odpowiedniej ustawy (w grudniu 1925 r.), podjęto stosowne kroki w celu jej realizacji. Majątki ziemskie o powierzchni przekraczającej odpowiednio obszar: 180 ha (rejony podmiejskie), 60 ha (okręgi przemysłowe), 300 ha (ziemie wschodnie) i 700 ha (majątki uprzemysłowione) przeznaczono do parcelacji na zasadzie wypłacanego wysokości odszkodowania, przyjmując ceny obowiązujące na rynku.(…) Po 1929 r., kiedy światową gospodarkę kapitalistyczną trawiła głęboka recesja, państwo dawało przyzwolenie na pewne zjawiska o charakterze ochronnym występujące z udziałem kapitału prywatnego. Dochodziło zatem do tworzenia się karteli monopolizujących produkcję w niektórych branżach, utrzymujących bardzo wysokie ceny niektórych towarów, przeznaczanych głównie na rynek krajowy. W celu utrzymania dotychczasowej pozycji eksportowej, posługiwano się dumpingiem, czyli sprzedażą po zaniżonej cenie. Prawo zajęło się tym procederem dopiero w 1933 r. wprowadzając tzw. ustawę kartelową mającą na celu prowadzenie kontroli nad cenami(…)Polska w dwudziestoleciu międzywojennym należała do najbardziej katolickich krajów Europy. Kościół katolicki w znacznej mierze oddziaływał na kulturę i światopogląd polskiego społeczeństwa.. Podkreślanie wyjątkowego znaczenia religii katolickiej stało się jednym z zasadniczych elementów wielu partii i stronnictw politycznych. Co więcej, wielu duchownych działało w organizacjach politycznych, należąc nawet do grona przywódców. Niemniej jednak kościół nie identyfikował się oficjalnie z żadną partią polityczną. Katolicyzm w obrządku rzymskim był najbardziej polskim wyznaniem. Wyjątkową pozycję Kościoła rzymskokatolickiego podkreślała konstytucja marcowa, przyznając mu naczelne stanowisko wśród innych równoprawnych wyznań. Konkordat zawarty w 1925 r. ze Stolicą Apostolską przyznawał polskiemu Kościołowi katolickiemu liczne przywileje.


Powyższe fragmenty dotyczą stanu II Rzeczpospolitej w którą to wpatrzony jest Jarosław Kaczyński. Doskonale wiemy że panowało wtedy Eldorado, sielanka, byliśmy potęgą w każdej niemal dziedzinie życia i gospodarki, a jakże. Kraj odzyskał niepodległość po długich latach niebytu. Jarosław Kaczyński nie potrafi planować, patrzeć w przyszłość z jakąkolwiek koncepcją. On ogląda się za siebie usiłując narzucać rządowi i Polakom wzorce z lamusa z sentymentem odwołując się do czasów za którymi prócz niego, jego partii, potomków właścicieli ziemskich, kleru i wyborców PiS nikt uznaje za najlepsze w historii Polski. Kaczyński odwołując się do II RP usiłuje wmówić Polakom jakoby Polska znajdowała się dziś w niewoli z której jedynie on może wywieść.

PiS na swej stronie internetowej mami wyborców m.in. hasłami „Solidarność, patriotyzm, nowoczesność”. Nazwa partii, Prawo i Sprawiedliwość, wzbudza zaufanie u maluczkich bezkrytycznie chłonących słowa pana i plebana ( Kaczyńskiego i Rydzyka)nie zastanawiając się nad sensem ich słów, co się za nimi kryje i jakie konsekwencje może ponieść Polska gdy to towarzystwo prawicowo- kościelne dorwałoby się do koryta. Próbkę możliwości PiS i jej prezesa mieliśmy okazję widzieć i słyszeć na kongresie „Polska- wielki projekt”. Nie spodziewałem się że w PiS są tacy jajcarze z poczuciem humoru zdolni powołać szopkę po której ja i wielu innych mają ubaw po pachy. Propagandowa impreza pełna ochów i achów na cześć Kaczyńskiego nie wniosła nic nowego do polityki w wykonaniu coraz bardziej skrajnego PiS. „Zdarta płyta gra” jak śpiewał niegdyś zespół „Bolter” w kawałku „Daj mi tę noc”. Jarosław Kaczyński nie wypowiada publicznie słów które tkwią w jego głowie. „Dajcie mi tą Polskę” . Oznaczałoby to powrót do zaściankowości rodem z II RP którą Kaczyński z zachwytem wspomina i której wzorce usiłuje narzucić nie jako premier ale jako poseł opozycji. Co on sobie wyobraża?- zapytała mnie znajoma. Ano nic, jedynie osoby w jego otoczeniu mówią coraz częściej o przewrocie. Najprawdopodobniej mają na myśli jakiś przewrót w głowie prezesa PiS… Mało mnie interesują koncepcje Kaczyńskiego, zawsze powtórzę ze wolę posłuchać miksera miast jego monologów z którymi nikt nie ma prawa polemizować. Demokracja pełną gębą, a jakże. „Polska musi stać się państwem politycznym. Polacy muszą chcieć być Polakami" - mówił na propagandowym kongresie Zdzisław Krasnodębski, zrzucając winę za obecny zły - według niego - stan rzeczy w kraju na ekipę rządzących. Wtórująca mu profesor Jadwiga Staniszkis również nie zostawiła na obecnych władzach suchej nitki. W referacie "O sposobach nieistnienia władzy w Polsce" udowadniała, że rząd Donalda Tuska opiera się na "dyktacie mocy". Nie wiem jakich filmów fantastyczno- naukowych naoglądali się wielbiciele PiS ale najwyraźniej one im szkodzą. Jak to się dzieje że w wodzowskiej partii, zhierarchizowanej, na cele której stoi wódz otoczony gromadką pochlebców i wazeliniarzy padają słowa pod adresem praworządnie wybranej władzy że nie nadaje się ona do demokracji bo jest to władza prawa nieprzestrzegająca, prawa nierozumiejąca, do demokracji się nienadająca. Ciekaw jestem ile zanotowano omdleń z ekstazy po słowach Kaczyńskiego krytykujących rząd Polski? Wiadomo że prawa przestrzega jedynie PiS, Rydzyk, kościelni hierarchowie i stadionowi chuligani gorąco wspierani w ostatnim czasie przez Kaczyńskiego. Kaczyński rozbawił mnie oświadczeniem , że nowoczesną Polskę można zbudować tylko dzięki powrotowi do etosu inteligencji II RP. Tą nowoczesność przez lata budowali m.in. Kaczyński i jemu podobni otoczeni przez kler, nieraz wykonujący jego polecenia i tworzący prawo zgodnie z jego wytycznymi. Ciekawi mnie dlaczego pod adresem Kościoła nie padają słowa krytyki i nie powie nikt w PiS głośno że mieszanie się kleru do polityki i realizowanie przez lata polityki Kościoła nie wychodzi Polsce na dobre? Może ktoś zaproponuje tam odrzucenie tzw. nauki społecznej Kościoła które Polskę kosztuje krocie? To że Kaczyński i kojarzeni z prawicą publicyści których nie zabrakło na propagandowym kongresie mają za nic obecne władze Polski i a okres PRL w którym się wychowali i kształcili za darmo mnie nie dziwi. Ja za nic mam ich IV RP i tą która im się marzy. A marzy im się Polska nie solidarna, prawa, sprawiedliwa i nowoczesna, im się marzy Polska z „yntelygentami” na jej czele. Nie trzeba dodawać że „elyty” stanowiliby oni sami- Błaszczaki, Brudzińskie, Hofmany, Górskie i cała ta plejada asów wskazując miejsce w szeregu wszystkim tym którzy nie urodzili się w wielkich rodach, nie mają herbu, szlacheckiego pochodzenia a do pozycji społecznej doszli dzięki swej pracy czy możliwości darmowego kształcenia się w czasach PRL. Kształcili się wtedy i profesorowie którzy dziś trąbią na chwałę PiS i Kaczyńskiego. Mizerny był ten reżim skoro nie potrafił wtłoczyć do głów profesorskich miłości do socjalizmu i ZSRR. Chyba że zdobywali oni swe wykształcenie na tajnych kompletach? „Polacy muszą chcieć był Polakami”; jaki jest wzór Polaka wedle polityków PiS wiadomo nie od dziś, ja się z takim wzorem nie zgadzam i nie jestem w swej opinii samotny. Niezłomni profesorowie bohatersko nawołują że aby odzyskać(!) suwerenność Polacy muszą chcieć być Polakami bo Polska w końcu może przestać istnieć. Zgadza się, moherowe berety opuszczają ten świat, wiek robi swoje… Jak to jest: nie przeszkadza im żyć w kraju rzekomo podległym, tu zarabiać, pobierać diety poselskie i subwencje budżetowe?


Jarosław Kaczyński podczas wygłaszania swoich monologów co i rusz podkreśla że zależy mu na nowoczesnej Polsce. W jaki sposób chce tego dokonać skoro dla niego nowoczesność oznacza powrót do dawnych czasów które były dla Polski fatalne. O jakiej więc tu nowoczesności mowa? Nowoczesności Kaczyński się boi, kryje się przed nią, ucieka przed nią na Żoliborz. Tam czuje się znakomicie ze swoimi fobiami i lękiem przed światem. Co powoduje takie a nie inne zachowanie? Brak obecności kobiety, seksu z nią, wstrzemięźliwość płciowa? Oderwany od rzeczywistości nie rozumie potrzeb kraju i jego mieszkańców. Nie Polaków katolików, moherowych beretów i elektoratu dla którego słowa proboszcza jest święte lecz wszystkich. Jak wygląda solidarność w pojęciu Kaczyńskiego który krytykuje paradę Schumana twierdząc że jest ona bezrefleksyjna w przeciwieństwie do kongresu jego partii? Ano rzeczywiście nie ma się po niej takich refleksji jak po PiS-owskim teatrzyku: to szopka w wykonaniu Kaczyńskich zmusza do refleksji. Czy przypadkiem lekarz ich nie oszukuje… Manuela Gretkowska wspomniała kiedyś o Polce w której egzotyką cieszyłaby się pewna część społeczeństwa ze swoimi fobiami, przywiązaniem do kadzidła i zapatrzeni w przeszłość. Jak nic byliby to fani Kaczyńskiego, jego partia i on sam. Z Alikiem na kolanach.

sobota, 7 maja 2011

Ekspert o reformie emerytalnej

O tym, jak reformował znany w świecie system emerytalny w Chile, i jakie z tego płyną nauki dla Polski - mówi Mario Marcel.





Jak to się stało, że właśnie pan ma naprawiać słynny chilijski system emerytalny?


Mario Marcel: – Kilka dni po wygraniu wyborów prezydenckich w 2006 r. Michelle Bachelet zaproponowała mi kierowanie prezydencką Komisją Reformy Emerytalnej.

Dlaczego akurat panu?
Od 20 lat zajmowałem się systemami emerytalnymi. A kiedy poprzednik Michelle Bachelet, prezydent Ricardo Lagos, mianował mnie dyrektorem Biura Budżetowego zarządzającego finansami Chile, przygotowałem raport o zobowiązaniach państwa wynikających z systemu emerytalnego. Bo ponad 20 lat po wprowadzeniu reformy nikt jeszcze nie wiedział, jakie będą jej skutki.

Nikt tego wcześniej nie liczył?
Liczono, ile będą kosztowały budżet emerytury poprzedniego systemu, w całości płacone z bieżących podatków. Ale nikt nie policzył, ile państwo będzie musiało w przyszłości dopłacać do emerytur płaconych w systemie kapitałowym. Nawet stawianie takiego pytania było właściwie nie do pomyślenia. O reformie mówiło się wyłącznie jako o naszym wielkim narodowym sukcesie i fundamencie chilijskiego modelu gospodarczego. Wszyscy wiedzieli, że nowy system emerytalny przyczynił się do stworzenia rynku kapitałowego. Wszyscy byli dumni, że każdy sam oszczędza na swoją emeryturę. Ale nie wypadało pytać o szczegóły. Bo obawiano się, że jeśli zaczniemy roztrząsać lub, co gorsza, kwestionować elementy systemu, pojawią się wątpliwości co do ekonomicznej stabilności i przyszłości kraju. Dużo się więc mówiło o płynących z reformy korzyściach. A koszty były tabu.

Jak to tabu pękło?
Moje biuro przeprowadziło narodowy Sondaż Zabezpieczenia Społecznego. Porównaliśmy wyniki sondażu z danymi dostarczanymi przez kapitałowe fundusze emerytalne i po raz pierwszy zobaczyliśmy, jakie emerytury ludzie w rzeczywistości z tego nowego systemu dostaną.

Jak to porównanie wypadło?
Okazało się, że pierwsze roczniki emerytów, którzy przez cały okres pracy płacili na nowy system, przechodząc na emeryturę dostaną mniej niż połowę swojej ostatniej płacy.

Da się z tego wyżyć w Chile?
Oczywiście nie! Zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę, że te 50 proc. to średnia. Przecież wiele osób żyje bardzo skromnie z pensji, jaką dostają. Za jej połowę przeżyć by już nie mogły. A duża część tej grupy dostałaby znacznie mniej niż połowę.

Bo system był nieefektywny?
Bo duża część ludzi nie całe życie pracuje. Bo sporo osób pracuje na czarno. Bo samozatrudnieni płacą za niskie składki. Bo wielu ludzi pracuje sezonowo. Bardzo wielu nie miało nawet szansy odłożyć na minimalną emeryturę gwarantowaną przez państwo.

Jak wielu?
45 proc. Około 20 proc. mężczyzn i 60 proc. kobiet. Wszystkim im trzeba było dopłacić wyrównanie do poziomu minimalnej emerytury gwarantowanej przez państwo.

Czyli katastrofa.
Szczególnie dla kobiet. To nam uświadomiło, że system kapitałowy dużo mniej, niż sądziliśmy, różni się od starego, w którym emerytury płacono z budżetu. Bo dobrze działa tylko w przypadku osób mających stałe legalne, tradycyjne, dobrze płatne prace. Ciężar utrzymania reszty i tak pozostaje praktycznie nierozwiązany. Problem w tym, że tradycyjnie zatrudnianych osób systematycznie ubywa. Ludzie dłużej się uczą i studiują, pracują na własną rękę albo na kontraktach. Im takich osób jest więcej, tym mniej skuteczny jest system oparty na indywidualnych kontach.

Odkrył pan to jeszcze kierując chilijskim Biurem Budżetowym. Co się potem stało?
Najpierw był szok. Nikt się nie spodziewał, że będzie aż tak źle. Potem zaczęła się gorąca dyskusja, która nie była możliwa, dopóki nie mieliśmy odpowiednich danych. Bo o emeryturach nie da się z sensem rozmawiać, posługując się tylko choćby najlepszą teorią. Trzeba wielkiej liczby danych empirycznych. Dysponując uśrednionymi danymi niewiele się zrozumie. Co z tego, że przeciętny człowiek dostanie połowę płacy, jeśli połowa społeczeństwa dostanie tylko jedną czwartą albo jedną piątą i jeśli, na dodatek, będą to w dużej części ci, którzy zarabiali najmniej. A taka była nasza sytuacja.

Teraz pan mnie zdenerwował, bo w Polsce przewidywana średnia emerytura ma wynieść mniej niż 30 proc. ostatnich zarobków. Czyli duża część polskich emerytów dostanie kilkanaście procent tego, co zarabiali. A uświadamiamy to sobie dopiero ponad 10 lat po wprowadzeniu reformy, która u nas też miała być narodowym cudem.
To i tak nieźle. My poznaliśmy prawdę ponad 20 lat po wprowadzeniu systemu kapitałowego. Ale kiedy już ją poznaliśmy, okazała się ona jednym z głównych tematów kampanii prezydenckiej Michelle Bachelet. I po zwycięstwie naprawa reformy emerytalnej stała się jednym z głównych celów jej prezydentury. Komisję mającą zmienić system pani prezydent powołała tydzień po zaprzysiężeniu.

Dlaczego na jej czele postawiła pana, związanego z poprzednią władzą?
Przygotowując budżety musiałem mieć dobre kontakty ze wszystkim partiami. A bardzo ważne było, żeby propozycje komisji były wiarygodne dla całego społeczeństwa.

Bo mieliście odebrać Chilijczykom ich narodowy mit?
Raczej dlatego, że system emerytalny, jeśli ma sprawnie działać, musi być społecznie wiarygodny. Inaczej ludzie będą za wszelką cenę unikali płacenia składek.

Wielu miał pan wrogów?
Niewielu. Dane były tak poruszające, że wszyscy widzieli konieczność naprawy. Nawet właściciele funduszy emerytalnych. A społeczeństwo nigdy nie wierzyło w system kapitałowy, bo wprowadzono go w połowie rządów Pinocheta. Został narzucony bez pytania Chilijczyków o zdanie, więc nie cieszył się specjalną popularnością.

U nas reformatorzy mają dużo trudniej, bo system kapitałowy jest postrzegany jako wyzwolenie od starego, kojarzonego z komunizmem systemu tzw. solidarności pokoleń. Ludzie bardziej ufają rynkowi niż państwu, więc emocje społeczne są przeciwko zmianie.
W Chile emocje były raczej przeciwko reformie Pinocheta. Kiedy komisja ruszyła, ludzie zaczęli publicznie opowiadać, jak ich przymuszano, żeby przystąpili do teoretycznie dobrowolnego systemu kapitałowego. Dopiero po blisko pół wieku zdaliśmy sobie sprawę, że wiele osób przystąpiło do systemu kapitałowego ze strachu.

W Polsce rolę motywacyjną odgrywały miraże bajońskich emerytur, w które część społeczeństwa wciąż wierzy. To ułatwia kwestionowanie konieczności zmiany.
W Chile nikt poważny nie twierdził, że nic nie wolno zmienić. Natomiast były gorące kontrowersje co do tego, jakie zmiany wprowadzić.

Jak sobie pan z nimi radził?
Najpierw przez miesiąc toczyły się przesłuchania przedstawicieli wszystkich środowisk. Związków zawodowych, banków, pracodawców, organizacji społecznych i międzynarodowych. Pytaliśmy, co im przeszkadza w obecnym systemie i jak by go zmienili. Odbyliśmy 72 przesłuchania. Któregoś dnia słuchaliśmy kolejno opinii taksówkarzy i związku banków chilijskich.

A José Piñera, twórca pinochetowskiej reformy, zeznawał przed komisją?
Napisał, że jest bardzo zajęty doradzaniem w innych krajach budujących systemy kapitałowe i chwilowo nie ma czasu przyjechać na przesłuchanie. A my nie mogliśmy czekać. Po miesiącu skończyliśmy przesłuchania i zaczęliśmy formułować diagnozę.

Jak to wyglądało?
Decyzje podejmowaliśmy z zasady jednogłośnie. To było ważne, bo członkami komisji byli nie tylko ekonomiści, ale też prawnicy i socjologowie. Chodziło o to, żeby na system emerytalny patrzeć z różnych punktów widzenia. Nie tylko oczami urzędników odpowiedzialnych za budżet, bankierów, pracodawców, związkowców, ale też na przykład gospodyń domowych, bezrobotnych, samozatrudnionych. Ekonomiści mają skłonność do uśredniania. Liczą, jaką emeryturę dostanie przeciętny pracownik, pracujący przeciętnie długo, przeciętnie zarabiający…

Czyli przyszły statystyczny emeryt.
Sęk w tym, że nic takiego, jak statystyczny emeryt czy człowiek, nie istnieje. Ludzie istniejący realnie i ich realne biografie nie mają wiele wspólnego ze średnią. Dlatego średnia jest mało istotna. Ważne jest, jaką emeryturę dostanie z tego systemu na przykład kobieta, która sześć lat wychowywała dzieci, trzy lata była bezrobotna, ileś lat się uczyła, ileś chorowała. Tak wyglądają realne życiorysy. Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, jak realnym ludziom zapewnić możliwie sensowne emerytury. Chcieliśmy systemu pasującego do świata realnego – nie tylko statystycznego.

I jak ta diagnoza brzmiała?
System okazał się niezrównoważony, bo niemal w całości oparty był na filarze kapitałowym, oraz niedofinansowany, zważywszy na różnorodność biografii i rozpiętości społeczne.

Gdybym w tym systemie zarabiał tysiąc peso, ile bym płacił na emeryturę?
130 peso. Z tego mniej więcej 100 byłoby inwestowane w ramach pańskiego indywidualnego konta, a 30 pokrywałoby obowiązkowe ubezpieczenie na życie oraz wynagrodzenia funduszy emerytalnych.

Czyli od początku opłaty były niższe niż 3 proc. My zaczynaliśmy od 10, a teraz płacimy 4. I nie ma w tym ubezpieczenia na życie. A kto płacił emerytury tym, którzy już nie pracowali?
Budżet. To jest problem każdego kraju przechodzącego z systemu repartycyjnego na kapitałowy. Pracujący inwestują w swoje przyszłe emerytury, a obecne emerytury rząd musi płacić z budżetu. Do tego wysiłku trzeba było dostosować system podatkowy.

Co jeszcze ujawniła diagnoza?
Na przykład nieprawdziwość jednego z mitów założycielskich pinochetowskiej reformy, której twórcy twierdzili, że ludzie wpłacający pieniądze na indywidualne konta będą uważnie sprawdzali, ile się uzbierało, jak ich kapitał rośnie, czy ich fundusz zarządza nimi tak skutecznie jak inne i czy przypadkiem nie bierze zbyt wysokich opłat. To okazało się fikcją.

Dlaczego?
Bo ludzie się tym nie interesowali. Zdecydowana większość nie widziała specjalnej zależności między płaconymi składkami a późniejszymi emeryturami.

W Polsce też mało kto sprawdza rentowność swojego funduszu.
To jest problem występujący powszechnie w krajach wdrażających system kapitałowy. Ludzie płacą, bo państwo im każe. I od państwa oczekują sensownej emerytury, a nie od funduszu. System jest tak skomplikowany, przyszła emerytura zależy od tylu nieprzewidywalnych czynników – takich jak wahania koniunktury, kryzysy, zmiany demograficzne – że nawet eksperci nie potrafią powiedzieć, jaka, przy zdefiniowanej składce, będzie czyjaś emerytura za 40 czy 50 lat. Pracownicy traktują więc składkę jak każdy inny podatek. Debaty, jakie my, ekonomiści, toczyliśmy przez lata na temat tworzonych przez ten system rozmaitych bodźców – na przykład do legalizacji zatrudnienia albo wydłużenia lat pracy – okazały się spekulacjami czysto teoretycznymi. Nawet w krajach najwyżej rozwiniętych ludzie słabo rozumieją takie podstawowe pojęcia, jak stopa zwrotu z kapitału. To częściowo tłumaczy nasze kolejne odkrycie, że stopa zwrotu z inwestycji emerytalnych była dużo niższa, niż zapisano w projekcie reformy i niż się powszechnie zdawało. Sądzono, że jest to około 10 proc. rocznie.

W Polsce za ostatnie trzy lata to jest trochę ponad 3 proc.
W Chile było to około 4 proc. Między innymi dlatego groziły nam tak niskie emerytury. I dlatego musieliśmy inaczej wyważyć relacje między filarem solidarnościowym a kapitałowym, objąć składką płace, których nie obejmowała, i zmusić system kapitałowy do efektywniejszego działania.

Czyli?
Zmniejszyć koszty administracyjne, zwiększyć zyskowność funduszy, zaostrzyć konkurencję. W Chile była spora konkurencja między funduszami. Ale po 20 latach zorientowaliśmy się, że to nie była taka konkurencja, jakiej potrzeba w systemie emerytalnym. Ludzie zmieniali jeden fundusz na drugi, bo w zamian dostawali prezenty albo kredyty. To nie służyło ich przyszłym emeryturom. Żeby wzmocnić konkurencję, wprowadziliśmy aukcje, na których fundusze inwestycyjne ubiegały się o nowych klientów. Kto proponuje najlepsze warunki – czyli głównie najniższe opłaty – do tego przez półtora roku trafiają wszystkie osoby wchodzące na rynek pracy. Każda instytucja finansowa może w tym przetargu startować. Dzięki temu mogły powstawać nowe fundusze emerytalne i stworzyła się realna konkurencja, bo bardzo dużo podmiotów mogło się ubiegać o pieniądze przyszłych emerytów. A z drugiej strony, żeby ułatwić samozatrudnionym wejście do systemu emerytalnego, znieśliśmy obowiązek comiesięcznej składki. Kto woli, może płacić na przykład raz w roku. Zwłaszcza w maju, kiedy urzędy skarbowe zwracają nadpłacone podatki. Znieśliśmy też obowiązek określania w ustawie, jaka część pieniędzy może być przez fundusze inwestowana w zagraniczne i krajowe akcje czy obligacje. Teraz to jest decyzja administracyjna, nadzorowana przez specjalną komisję.

Jakie były reakcje na wasze rekomendacje?
Większość została przyjęta bez specjalnego oporu. Tylko na podniesienie wieku emerytalnego dla kobiet politycy się nie zdecydowali. Natomiast dość łatwo przyjęto wzmocnienie filara solidarnościowego, dopłacającego do emerytur tych, którzy z filara kapitałowego dostają mniej niż ustawowa emerytura minimalna. Wcześniej zakładano, że kiedy wygaśnie stary system emerytalny, w całości finansowany z budżetu, Chile będzie wydawało na emerytury jakieś 5 proc. PKB. 4 z filara kapitałowego i 1 proc. z budżetu. Doszliśmy do wniosku, że koszt systemu musi być o 1 proc. PKB większy. Podwoiliśmy wydatki budżetu na emerytury.

Zanim pańska komisja powstała, gruntowną reformę systemu kapitałowego przeprowadzono w Meksyku. Czy to jest reguła, że po kilkunastu czy 20 latach taki system wymaga zasadniczej korekty?
Nie wiem, czy akurat po kilkunastu albo 20 latach. Ale każdy system emerytalny trzeba od czasu do czasu przebudować. Bo każdy opiera się na jakimś rozumieniu relacji i mechanizmów społecznych. A one się zmieniają i zmienia się ich rozumienie.

Czyli?
Sto lat temu było naturalne, że mężowie pracowali, a żony opiekowały się dziećmi i dziadkami. Dziś w krajach rozwiniętych taki model jest nie do wyobrażenia. W Chile też od 1981 r. zaszły zasadnicze zmiany. Samozatrudnienie, telepraca, praca na doraźne zlecenia, zmiana pozycji kobiet, nowe modele rodziny sprawiły, że – jak w każdym innym kraju – trzeba było dostosować system do nowej sytuacji. A poza tym, mając za sobą 20 lat praktyki, zrozumieliśmy, jakie błędy popełniono, konstruując reformę emerytalną, i mogliśmy je naprawić. Jak w wielu innych krajach.



Rozmowa przeprowadzona w Paryżu 7 marca br.



Mario Marcel (ur. 1962) był m.in. wieloletnim dyrektorem chilijskiego Biura Budżetowego, dyrektorem wykonawczym Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju, sekretarzem chilijskich międzyresortowych komisji modernizujących administrację i system edukacyjny. W 2006 r. stał na czele prezydenckiej Komisji Reformy Emerytalnej, która przygotowała naprawę pinochetowskiej reformy. Obecnie jest dyrektorem w Zarządzie Władz Publicznych i Rozwoju Lokalnego OECD.



Reforma Piñery

Chilijska reforma emerytalna z 1981 r., przeprowadzona w latach dyktatury gen. Augusto Pinocheta, jest matką i wzorem dla wdrożonych w kilkunastu krajach (m.in. w Polsce) transformacji publicznych systemów emerytalnych, polegających na zastąpieniu mechanizmu solidarnościowego systemem indywidualnych emerytalnych rachunków inwestycyjnych (powstał tylko jeden obowiązkowy, prywatny filar). Jej twórcą był związany z neoliberalną szkołą chicagowską pinochetowski minister pracy José Piñera. Dla finansowania systemu wykorzystano dochody z eksportu surowców, zwłaszcza miedzi.

piątek, 6 maja 2011

Bóg, honor, Ameryka

Siedzę tak sobie i czytam informacje z kraju i ze świata zastanawiając się czy dożyję Polski normalnej, która będzie przyjazna dla swych obywateli, z politykami przez duże „P” o których bić się będą unijne i światowe instytucje. Niestety obserwując poczynania na scenie politycznej widzę że to marzenie ściętej głowy . Nie tak dawno otumaniony ( helem?) Jarosław Kaczyński oznajmiał swoim wyznawcom że nie ma Polski, wolnej Polski, a jest kondominium rosyjsko- niemieckie. Kaczyński raczył orzec, nie pytając zainteresowanych o zdanie ze „Wszyscy jesteśmy republikanami”. Zaiste ciekawe to określenie kryjące podtekst- republikanami, nie liberałami, socjalistami czy kimś innym. Kiedyś wszyscy Polacy kochali wodza, partię i socjalizm… Kaczyński nie wdawał się przy tym w zawiłości swego sformułowania bo wie że to jak stąpanie po kruchym lodzie: a nuż wyborcy PiS mamieni obietnicami socjalu rodem z PRL zaczną dociekać co prezes miał na myśli? Od tego jest jednak niezastąpiona „Gazeta Polska”, „Nasz dziennik” i ambona. Oni tłumaczą Kaczyńskiego na polski. Twierdzę jednak że Kaczyński mówiąc o republikanach miał na myśli członków amerykańskiego Kongresu. Republikanie i Demokracie. PiS i PO; o takim kształcie Parlamentu marzy Jarosław Kaczyński. Wiadomo, Ameryka nasz ukochany przyjaciel, wielki brat zza Oceanu, wzór do naśladowania którego wyznaje się na kolanach. Do którego nadal obowiązują wizy.

Politycy Platformy Obywatelskiej zachęceni przez Donalda Tuska panicznie obawiającego się utraty władzy chętnie powielają uwagę premiera że SLD i PiS grają do jednej bramki. Oczywiście strzeżonej przez PO. Co chwila przypomina się wyborcom że lewicowy Sojusz i katolicko- narodowy PiS zajmują to samo stanowisko w wielu sprawach. Kiedy jednak polityka PiS jest kropka w kropkę z platformerską wtedy panuje dziwna cisza. Najwyraźniej parlamentarzyści uważają że obserwator sceny politycznej nie jest skory do własnych przemyśleń, osądów i wyciągania wniosków lecz zdaje się na słowa posłów i mediów pozwalając narzucić sobie zdanie. Sojusz Lewicy Demokratycznej zamierza w najbliższym czasie złożyć projekt uchwały dotyczącej wycofania polskich wojsk z Afganistanu. Posłowie SLD słusznie dowodzą że po śmierci przywódcy Al- Kaidy Osamy bel Ladena zmieniła się sytuacja w walce z terroryzmem. Afganistan nie cierpi na bezkrólewie, posiada władze, należy więc wspierać rozwój kraju, dbać o rozwój demokracji i edukacji dowodzą politycy SLD. Niby racja, jest tylko jedno ale: kto ma się zając wprowadzaniem demokracji skoro władze Afganistanu wprowadziły prawo szariatu czyli najzwyklejsze w świecie niewolnictwo kobiet? Jak to się stało ze wspieramy taką władzę? Dodać trzeba że nawet w czasie interwencji ZSRR w Afganistanie dziewczęta i kobiety kształciły się. Dziś tamtejszym kobietom zabrania się korzystania z praw człowieka! A Polska nie ma w Afganistanie dobrego wizerunku, stała się synonimem okupanta. Ale te nasze polskie mocarstwowe ambicje wygrywają ze zdrowym rozsądkiem. Politycy PO przestrzegają przed „nerwowymi ruchami”. Jakież to ruchy i kiedy decyzje dotyczące Afganistanu nie byłyby nerwowe? Wtedy kiedy Ameryka pozwoli zabrać polskie wojsko? „Kalendarz polskiej misji w Afganistanie jest ustalony, nic takiego się nie wydarzyło, co powinno go zmieniać. To jest pomieszanie z poplątaniem, bardzo niezręczne i wręcz niestosowne. Takie wnioski trącą kampanijną retoryką”. Tyle szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej. Pytania do proamerykańskiego posła wydają się zbędne. Mnie rozśmieszył poseł PiS Mariusz Błaszczak( pan wielbiony przez fanów filmów Barei) stwierdzeniem że „Tego rodzaju inicjatywa SLD to zagrywka polityczna, która po prostu obniża bezpieczeństwo naszego kraju”. Jak to się dzieje że wszelkie inicjatywy sojuszu w tym kraju dla pewnej grupy posłów są zawsze zagrywką polityczną? I jakim to sposobem wycofanie wojsk z Afganistanu miałoby obniżyć bezpieczeństwo Polski? Posłowie PiS za dużo mieli do czynienia ze środkami uspokajającymi, helem i kadzidłem… Prócz SLD żadna z partii w polskim Sejmie nie określiła czy po ewentualnej wygranej w wyborach wycofa polskie wojska z Afganistanu. Najwidoczniej mają oni taki wpływ na decyzje jak przy wyborze biskupa, najwidoczniej ktoś za nich decyduje i nie mają oni nic do powiedzenia.


Przed kilkoma dniami z pompą świętowano obchody podpisania Konstytucji 3 maja. Zastanawia mnie jak to się dzieje że o dokumencie już nieaktualnym trąbi się co roku a zapomina o obowiązującej Ustawie Zasadniczej? „W imię Boga, w Trójcy Świętej jedynego…”, „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami”. Tych zdań które znalazły się w Konstytucji 3 maja próżno szukać w obowiązującej Konstytucji toteż nie obchodzi się jej uchwalenia. W tej samej Konstytucji artykuł 26 pkt 1 mówi iż „ Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”. Mam mocne podejrzenia że poseł Błaszczak z Konstytucją RP jest na bakier lub w dowolny sposób ja interpretuje. Pkt 2 tego samego, 26 artykułu stanowi zaś że „ Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli”. Niestety wygląda na to że owa neutralność istnieje na papierze, że polskie wojsko służą do realizacji celów politycznych jak i militarnych USA. Polska od 1999 roku jest członkiem NATO, 4 stycznia 2000 roku rząd Polski przyjął „Strategię Bezpieczeństwa Rzeczpospolitej Polskiej”. Rząd Jerzego Buzka uznał , że NATO stanowi podstawę bezpieczeństwa i obrony Polski, jest także głównym czynnikiem stabilności polityczno-wojskowej w Europie. Po wejściu Polski do NATO miały na nasz kraj spaść łaski i przywileje że ho ho ho! Decyzje rządu Buzka zmarginalizowały rolę polskiej armii oddając spawy bezpieczeństwa w ręce Amerykanów. Polska przyjęła na siebie konkretne zobowiązania. Oprócz politycznych (m.in. dotyczących nieprzystępowania do układów międzynarodowych sprzecznych z traktatem) także określone obowiązki wojskowe. Po pierwsze - gotowi jesteśmy oddać pod wspólne dowództwo ustaloną część sił zbrojnych i będziemy finansować działania służące utrzymaniu gotowości bojowej na wymaganym przez NATO poziomie. Po drugie - powinniśmy uwzględnić zalecenia paktu przy kształtowaniu budżetu obronnego. Po trzecie - należy dostosować funkcjonowania Wojska Polskiego do norm obowiązujących w Sojuszu. Jak wygląda dziś polska armia i jak ją dostosowano- każdy widzi. Czy nie została złamana Konstytucja RP?.. Minęło 12 lat od chwili wstąpienia do NATO i okazuje się ze nie stać nas na armię zawodową, nie stać nas na nowoczesne uzbrojenie ( Amerykanie wcisnęli nam F-16 i nie wywiązują się z offsetu). Stać nas na morze kapelanów i Ordynariat Polowy… Politycy spodziewali się chyba że tak jak ZSRR wyposażał polską armię tak czynić to będzie Sojusz Północnoatlantycki. Natknąłem się na ocenę naszego członkostwa a opinia ta pochodzi 2003 roku :” Nasze wysiłki na rzecz obrony narodowej i bezpieczeństwa przynoszą (w układzie pożytków i kosztów) efekty lepsze aniżeli przedsięwzięcia podejmowane wyłącznie własnymi siłami. W sumie więc członkostwo NATO umacnia bezpieczeństwo państwa, jego pozycję zewnętrzną, a także poszerza swobodę działania w polityce międzynarodowej. Jako kraj bezpieczny i stabilny, chroniony wiarygodnym systemem sojuszniczym Polska staje się również atrakcyjniejszym partnerem gospodarczym dla potencjalnych inwestorów” . Po latach widać jak politycy polscy pojmują naszą rolę w NATO: ubodzy krewni będący na byle skinienie USA, na każde zawołanie gotowi z aplauzem wysyłać wojsko polskie w najodleglejsze i najbardziej zagrożone rejony świata. Po co? By bronić amerykańskich interesów i amerykańskiej racji stanu. Z Iraku mamy miast ropy na którą liczyli politycy figę z makiem( a nawet i bez niego, za friko udostępniliśmy Amerykanom obiekty w których przesłuchiwano torturując „terrorystów” nie żądają symbolicznej nawet zapłaty), znienawidzono tam Polaków na równi z Amerykanami. To nie „misja stabilizacyjna” jak wmawiało się w kraju lecz najzwyklejsza okupacja. Uczepieni rękawa USA ufnie patrzą nasze „elyty” w przyszłość nie widząc że są traktowani już nawet nie jak ubodzy krewni. W stronach z których pochodzę za nic się ma lizusów, pochlebców itp. Lekceważy się takich, wpuszcza w maliny, ignoruje i ciągnie z nich ile się tylko da. Tacy ludkowie czują się zaszczyceni że silniejszy i bogatszy utrzymuje z nimi kontakty, gotowi są poświęcić wszystko na utrzymywanie relacji nie mając z nich korzyści lecz nawet i straty, zupełnie jak polscy włodarze. Na co liczą? Od czasu do czasu w instytucjach NATO są prowadzone rekrutacje na woźnych, portierów itp., jednakże są potrzebne do tego pewne kwalifikacje których nie musi posiadać- i zazwyczaj nie posiada- mizdrzący się do Amerykanów polski polityk.