niedziela, 10 marca 2013

Strzelając śmiechem

Za nieboszczki komuny satyrycy i kabareciarze stawali na głowie, by zrobić w konia cenzorów, przemycić do swoich skeczy niemiłe władzy ludowej treści. Cenzorskie towarzystwo z ul. Mysiej czasem przymykało oko i machało ręką, dlatego też widz miał okazje zapoznać się z dziełami m.in. Stanisława Barei. Kiedy odeszli czerwoni i nastali czarni, okazało się, że zapędy cenzorskie mają wszyscy ci, spod znaku tzw. prawicy, powtarzający jak nakręceni swe bzdury o Bogu, honorze, ojczyźnie, demokracji i wolności słowa. Kiedy przychodzi co do czego, pokazują, o jaką im demokrację i wolność słowa chodzi.

Grupka posłów PiS zamierza naskarżyć do KRRiTV na program 2 TVP. Śmiem twierdzić, że powiadomili już szefa redakcji katolickiej TVP o możliwej obrazie „uczuć religijnych” i złamaniu zapisu o nadawaniu treści zgodnych z tzw. „wartościami chrześcijańskimi”. W chorych z nienawiści, katonarodowych głowach tkwią definicje tych „uczuć”, jak i „wc”, bo nikt, jak dotąd ich nie sprecyzował. Skąd skarga i na kogo? Otóż posłów uraził kabaret LIMO (znakomici Abelard Giza, Kacper Ruciński oraz Ewa Błachnio), który w swoim skeczu, wyemitowanym na antenie telewizyjnej Dwójki, wziął na tapetę osobę Benedykta XVI :
 „Papież jest tylko zwykłym facetem. Wiemy, że ma swoje wady, zalety, że ma fajną funkcję, ale to jest zwykły człowiek. Na przykład puści bąka. No tak, normalnie. Zjada, przełyka, trawi... To nie zabierają tego anioły? No nie, to jest zwykły facet (…). Jemu się czasami nie chce, czasami wyjdzie, stanie przy oknie, pomacha... Ale tak mu się nie chce, że ma tylko górę założoną. Na dole jakieś slipy w grochy albo w Jezusy na przykład”. 
Tego było dla członków radiomaryjno- pisowsko- smoleńskiej sekty za wiele! Oznajmili, że TVP emituje programy obraźliwe, antykatolickie i poniżające ludzi starszych. Na marginesie: czy posłowie i posłanki PiS dopuszczają do siebie świadomość, że ich ukochany prezes miewał nocne polucje, że śniły mu się nagie dziewczęta, bądź chłopcy? By było zabawniej: donosiciele- Andrzej Jaworski, Małgorzata Sadurska i Bartosz Kownacki są członkami żałosnego tworu o nazwie Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Widać nasłuchali się biadoleń swego guru, o wyglądzie wikarego z wioski zabitej dechami, zakonnika Tadeusza Rydzyka, o mentalności skazanego niedawno biznesmena, Henryka Stokłosy. Rydzyk łkał jakiś czas temu, jakie to świństwa emituje się w TV, jakie filmy! Z gejami, lesbijkami, czym niszczy się Polskę, polskość i dusze widzów, przyzwyczaja się ich do TAKICH obrazów! Słówka Tadziu nie pisnął o tym, że od lat wciska się widzom, również najmłodszym, msze katolickie, transmisje z Watykanu, księży opowiadających swe brednie jako „prawdy ostateczne”, głupkowate programy redakcji katolickich, że próżno szukać treści zdolnych zainteresować gusta różnorodnych widzów. Ma być prawie i sprawiedliwie, po katolicku, by wychować ciemny lud, głosujący tak, jak mu proboszcz nakaże!  Posłowie PiS, wszyscy członkowie tek smoleńskiej sekty panicznie boją się satyry, są wobec niej bezsilni, więc żądają cenzury.

Monolog Abelarda Gizy, który doprowadził do furii kaczystów, zniknął z wielu miejsc w sieci. Cenzorzy kaczyści dbają, by surfującym po sieci nie przyszło do głowy zapoznawać się z „heretyckimi” treściami.

Bycie ateistą nie jest karane, nie ma w Polsce instytucji, które zmuszałyby kogokolwiek do wyrzeczenia się katolicyzmu na rzecz niewiary. Bzdura, jaką jest ów parlamentarny, pisowski twór do walki z ateizacją, pokazuje zapędy i zamysły cenzorów politycznych: żadnych treści niezgodnych z „nauką społeczną” Kościoła katolickiego, wytycznymi Tadeusza Rydzyka, Jarosława Kaczyńskiego i dewot spod znaku Sobeckiej. Żaden inny światopogląd, tylko jedynie słuszny! Jeden wódz, jedna partia, jedna wiara… Treści, serwowane przez TVP, mają zawierać wszystko to, co temu towarzystwo odpowiada, najlepiej retransmisje TV Trwam. Zapomnieli cenzorzy, może nie nauczyli ich proboszczowie, że TVP powinna emitować treści nie pod dyktando posłów PiS, lecz zaspokajać potrzeby wszystkich widzów, również ateistów, niekatolików, gejów, lesbijek jak również tych, dla których kabaret LIMO znaczy stokroć więcej, niż Rodzina Radia Maryja, wyborcy PiS, członkowie klubu Gazety Polskiej i reszta tej religii smoleńskiej razem do kupy wzięta? Widzowi nie podoba się, wyłącza odbiornik tiwi i idzie spać, przełącza kanał na inny.

Nie interesuje mnie, czy to radiomaryjni posłowie, którzy zawstydziliby komunistycznych cenzorów z Mysiej, czy wyborcy PiS, zarazem fani Tadeusza Rydzyka donieśli na kabaret LIMO, co innego mnie interesuje: dlaczego ów donosiciele/ donosiciele nie słuchał w tym czasie Radia Maryja bądź nie oglądał TV Trwam? Ma już dość bzdur serwowanych przed media toruńskiego biznesmena, w których żałosne popisy odgrywają żenująco słabi Andrzej Rosiewicz, Jan Pietrzak i inni, przed laty ulubieńcy czerwonych sekretarzy?

Jeśli masz ochotę i czas, kliknij i wypromuj. Dzięki!

 

sobota, 9 marca 2013

Standarty Tuska: prawda jest degradacją

Donald Tusk przetrwał cyrk pod tytułem premier techniczny Piotr Gliński, nabrał wiatru w żagle i poucza. Na początek Janusza Palikota, w osobie którego- słusznie zresztą- widzi największe zagrożenie dla siebie, rządu i PO. Premier podzielił się swoim niesłychanym odkryciem, że znał i pamiętał zupełnie innego posła z Biłgoraju. Tusk z sentymentem wspomina, jak to umiejętnie Palikot posługiwał się wysmakowaną metaforą zaczerpniętą z literatury, cytując myśli filozofów. To było fajniejsze, niż obecny repertuar obelg, które spowodowały degradację Palikota. Jakież to obelgi, Donald już nie wyjaśnił. Czyżby zapomniał, że pistolet, wibrator i świński łeb Palikot demonstrował publicznie, będąc posłem tuskowej PO? Tusk nie wziął pod uwagę, że Palikot odwiedził i takie zakamarki kraju, w których do wyborców nie trafiają cytaty z literatury, że ludzie zamieszkujący pewne obszary kraju wolą polityka, który mówi swoim językiem, nie cytując innych. Kiedy premier zacznie analizować myśli Diderota, Woltera czy Rousseau, zamiast bredni polskich hierarchów Kościoła katolickiego?

Degradacja, pyszny żart! Dawno, dawno temu, kiedy Niki Lauda zdobywał tytuł mistrza świata w F-1 (w 1977 roku), po decydującym wyścigu oznajmił wszechmocnemu Enzo Ferrari, że nie ma już wobec zespołu żadnych zobowiązań, wobec czego już nie wystartuje. Tego samego dnia don Enzo wydał oświadczenie, że Scuderia zrywa współpracę z austriackim kierowcą, w trybie natychmiastowym. Bo nie można sobie, ot, tak po prostu, odejść z jego zespołu! Wylatuje się na zbity pysk. Tak, jak nie można odejść z PO Tuska. Z niej, pan i władca, wyrzuca. Wtedy nie ma mowy o degradacji, nie brak za to zachwytów nad przebiegłością premiera. Palikot dosyć miał tuskowego folwarku, odszedł z PO, złożył mandat poselski. Tak, odejście na swoje, spod skrzydeł Tuska to nie lada degradacja... Żal Tuskowi, że nie ma już w swoich szeregach posła, który punktował PiS i Jarosława Kaczyńskiego, fundował, sponsorował, organizował imprezki, oj, żal!

„Nie ma różnicy pomiędzy PO i PiS, możemy zamienić Donalda Tuska na Piotra Glińskiego i nic istotnego się nie zmieni (...). Donald Tusk w swym wystąpieniu w Sejmie próbował po raz kolejny przywołać ten sam lęk przez rządami z 2005 i 2007 roku (...). Szef rządu próbował też utrzymać fikcję konstruktywnego wniosku PiS, którego założeniem jest, że istnieje prawdziwa różnica między PO i PiS. Że PiS rządził inaczej, niż rządzi w tej chwili Platforma Obywatelska, a ona rządzi inaczej, niż rzeczywiście rządził PiS(...).Tak naprawdę, jak się doda Platformę i PiS, to widać wyraźne, podstawowe, wspólne, zasadnicze cechy: prawicowe myślenie o świecie, dla którego alternatywą jest właśnie centrolewica, m.in. Ruch Palikota (...). Wy jesteście za karaniem obywateli - tak samo jak PiS. (...) Co sprawa społeczna, co konflikt, to wy macie rozwiązania prawicowe właśnie - karać, sprawdzać, zaostrzać - a nie rozwiązywać realnie te problemy (...).W sprawach światopoglądowych, już nie mówię o tym, że 7 lat nie możecie uchwalić ustawy o związkach partnerskich, 7 czy 8 lat załatwić sprawy in vitro. Teraz pokątnie to załatwiacie jakimiś innymi sprawami. Likwidacja Funduszu Kościelnego i świadczeń kościelnych - jak żeście zagłosowali? Dokładnie tak jak PiS, a PiS dokładnie tak jak PO (...).Debata nad wnioskiem PiS jest szopką, w której tym razem, powiedzmy w roli osła, występuje kandydat na premiera pan Gliński, w roli Matki Boskiej - Jarosław Kaczyński, Józefa - Donald Tusk, a za dzieciątko Jezus robi poseł Godson” Te, jakże prawdziwe i krytyczne słowa, zabolały Donalda Tuska, stąd jego opinia o degradacji Janusza Palikota. Prawda jest degradacją, nowe hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej! Czy kogoś zaskakuje, że Tusk znalazł sojusznika w postaci dinozaura, jakim jest Leszek Miller, wypominający Palikotowi pędzenie gorzałki z mirabelek? No cóż, widać szef SLD chadza z posłem PO, innym politycznym dinozaurem, entomologiem Niesiołowskim, na szczaw!

Tusk bawi się w trybuna, nie rozumiejąc, że nie jest wyrocznią. Za pieniądze podatnika bawi się w politykę, śmiejąc się z Polaków, co i rusz mamiąc ich wizją zielonej wyspy, bądź strasząc PiS i Jarosławem Kaczyńskim. Tymczasem m.in. z powodu polityki uprawianej przez premiera 34% Polaków twierdzi, że nie ma na kogo głosować, niezadowolenie z rządu wykazuje 40% ankietowanych przez Centrum Badania Opinii Społecznej, przy poparciu zadeklarowanym przez 1/4 badanych. Jeśli to nie jest degradacja, to jak nazwać te spadki? Awansem? Tusk, mający pretensje do Palikota, zapomniał, że w polityce nie ma dogmatów, narzuconych schematów, a jeśli kogoś one obowiązują, to wyłącznie klerykalną prawicę, w tym PO. Po dziś dzień krzyczą pewne środowiska, jaką to voltę wykonał Palikot, od wydawcy „Ozonu” do antyklerykała. Co w tym dziwnego? Ilu jest polityków, którzy poszli w odwrotnym kierunku, od normalności do dewocji i klerykalizmu? Nad nimi nie załamywano rąk... Fanom Donalda Tuska chciałbym przypomnieć pewien fakt: urzędujący premier był politykiem Kongresu Liberalno- Demokratycznego. Kongresu opowiadającego się nie tylko za państwem światopoglądowo neutralnym ale i za rozdziałem państwa od Kościoła! Przez lata Tusk przeszedł niebywałą metamorfozę... Liberał? Pouczany przez biskupów, spełniający ich zachcianki, z ministrantami Bonim, Rostowskim i Gowinem tworzą klerykalną skamielinę, Kto wie, może i oni, jak prezydent Lech Wałęsa, nocami słuchają Radia Maryja?

piątek, 8 marca 2013

Sejm zatrudnia cenzora z PiS!

Marek Kuchciński, wicemarszałek Sejmu z ramienia PiS, żałuje chyba, że Polska Rzeczpospolita Ludowa oficjalnie zakończyła żywot ponad 20 lat temu. Dziś szefowałby pewnej instytucji, która posiadała siedzibę na ul. Mysiej. Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk został, w wyniku transformacji ustrojowej, zgrabnie zastąpiony przez funkcjonariuszy Kościoła katolickiego. A Kościół katolicki ma sprzymierzeńca w partii, do której należy pan Kuchciński. Sejmowy, prawy i sprawiedliwy cenzor, któremu nie jest miła prawda, która uderza w IV RP, niespełnione do końca państwo marzeń Jarosława Kaczyńskiego.

Przedwczoraj odbyło się posiedzenie plenarne Sejmu RP. Podczas debaty nad ustawą o środkach przymusu bezpośredniego i użyciu broni palnej, marszałek Kuchciński ograniczył swobodę wypowiedzi posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, odbierając głos posłowi Ruchu Palikota, Wojciechowi Penkalskiemu. Co ciekawe, było to wystąpienie klubowe. Poseł Ruchu przypomniał patologie, które trawiły CBA, za czasów Mariusza Kamińskiego, dziś grubej ryby w PiS, kolegi Kuchcińskiego. Polityka PiS tak to oburzyło, że zażądał opuszczenia mównicy sejmowej przez posła Ruchu Palikota. A prawda miała ich wyzwolić! Panie pośle, tymi słowami należało rozpocząć swoje wystąpienie!

Marek Kuchciński, absolwent policealnego studium ogrodniczego, zamienił sekator ogrodniczy na nożyce cenzorskie, jak ocenił jego postawę poseł Ruchu, Sławomir Kopyciński. Kopyciński oznajmił, że żądał będzie przeprosin dla posła Penkalskiego, oraz pociągnięcia Kuchcińskiego do odpowiedzialności. Poza tym wręczony będzie marszałkowi egzemplarz regulaminu Sejmu, by się z nim zapoznał, bo nie radzi sobie z prowadzeniem obrad, oraz narusza powagę tej instytucji. Jeśli ona coś takiego jeszcze posiada, za sprawą takich wicemarszałków…

Wojciech Penkalski oznajmił, że Marek Kuchciński i politycy PiS nie zamkną mu ust, nie zabronią mówić prawdy o IV RP. Bezprawie i niesprawiedliwość, tak powinna nazywać się partia Jarosława Kaczyńskiego. Wojtek, którego miałem okazję poznać podczas otwarcia ełckiego biura posła Ruchu, Tomasza Makowskiego, chyba zbytnio wydoroślał i zmądrzał; po wyborach parlamentarnych w 2011 roku prasa brukowa histeryzowała, że poseł Penkalski to chuligan, łobuz i rzezimieszek, który ma na koncie wyrok za pobicie kijem bejsbolowym, grożenie bronią i wymuszenie. Gdyby Wojtek był taką osobą, jakiej obraz wciskały wyborcom media, przedwczorajszy incydent w Sejmie zakończyłby się zupełnie inaczej: Marek Kuchciński , o aparycji wójta gminy z Podkarpacia, nakryłby się nogami po interwencji posła Ruchu Palikota. Zastanawiam się, czy Wojtek uderzałby nogami po całym ciele, zaproponowałby z plaskacza, czy z półobrotu w fizjonomię, czy tylko zwykły lewy sierpowy?

Jeśli masz ochotę i czas, kliknij i wypromuj. Dzięki!

czwartek, 7 marca 2013

Chudy Rysiek w zawiasach

Zarząd SLD miażdżącą większością głosów zawiesił w prawach członka posła Ryszarda Kalisza. Znany i lubiany, w pewnych kręgach złośliwie nazywany Chudym Ryśkiem, poseł otrzymał od Leszka Millera wyraźne ostrzeżenie: żadnych kontaktów z Januszem Palikotem! Kalisz miał być łącznikiem między środowiskami kryjącymi się pod projektem Europa plus, jednak poległ w starciu z demokracją made In Leszek Miller: rozmawiać możesz, Rysiu, z biskupami, z PiS, PO, ale broń cię, panie, z kapitalistą Palikotem! Milerowi jest przykro po zawieszeniu w prawach członka Ryszarda Kalisza, chyba  siłą woli powstrzymał się przed ronieniem krokodylich łez. Zuch chłop, zachował się jak prawdziwy mężczyzna!

Chudy Rysio uczestniczył w kongresie założycielskim Ruchu Poparcia Palikota, wydawał się naturalnym kandydatem na listę wyborczą do Sejmu. Różne zawiłości, wydarzenia i sytuacja na scenie politycznej sprawiły, że Kalisz pozostał w SLD. Bardziej pasowałbym do kapitalisty, jak pogardliwie określają Palikota sympatycy PPS i innych, skrajnie egzotycznych, kanapowych lewicowych partyjek. Kalisz przyjechał na warszawski protest Oburzonych swoim Jaguarem, co wypominała mu brukowa prasa. Na rower pan poseł mógł mieć  trochę za obfite kształty, jakby ktoś nie zauważył… Również koledzy klubowi Kalisza krzywo patrzyli na obnoszenie się luksusem. Toć poseł lewicy majętny być nie może, wyborca ma wierzyć, że jest gołodupcem, który nie dorobił się na polityce!

Co się stanie z Ryszardem Kaliszem? Ano… nic się nie stanie! Ma chłop trzy miesiące do namysłu, jaką drogę wybrać, czy iść w lewo (zostać w SLD), w prawo (dać się skusić PO), czy może do przodu (założyć własne ugrupowanie). Zastrzegł, by nie łączyć go z Ruchem Palikota, więc nie łączymy… Roman Kotliński członkiem RP nie jest, ale wszedł do Sejmu z listy ugrupowania, więc różne są możliwości i kombinacje. Nie sądzę, by Kalisz został przyjęty z otwartymi ramionami w RP: po dziś dzień spotykam się z głosami, że ludzie SLD, wspólnie z paniami z Kongresu Kobiet, mieli zamiar kontrolować partię Palikota. Może to tylko plotki zawistnych… Już raz wykiwał Kalisz Palikota, o jeden raz za dużo.

Kalisz poległ, nie wchodził w tyłek Leszkowi Millerowi tak, jak ten biskupom, kiedy był premierem. Rysiu za mało smarowidła przy sobie nosi, poza tym jego zachwyty pod adresem szefa partii brzmiałyby fałszywie. Kalisz jest jednym z nielicznych posłów SLD, zdolnych do krytycznego myślenia, mających własne zdanie. Nie dał się wmanewrować w wojenkę Leszka Millera, nie mającego do zaoferowania wyborcom nic, poza powtarzaniem, jak kukułka wyskakująca z zegara, że tylko jego partia jest prawdziwie lewicowa. Wzbudza to aplauz pewnej grupy wyborców, głosujących jeszcze za czasów nieboszczki komuny, oraz tzw. młodych socjalistów. Niezwykle to wyczerpujący program eselowskiej lewicy!

Kto zastąpi Chudego Rysia w audycjach, do których tak chętnie zapraszali go dziennikarze? Czy kanclerz wyrazi zgodę, by w świętą niedzielę, w studiu radiowym u Moniki Olejnik, brylował Ryszard Kalisz, czy też wyśle obfitej tuszy posła w worze pokutnym do kościoła, by ten wyrażał skruchę, jeśli nie przed Bogiem, to chociaż przed proboszczem? Podobno jest już kandydat na nowego rzecznika SLD, który ma zastąpić na tym stanowisku Dariusza Jońskiego. Posuwam więc pomysł p. Millerowi, by do mediów wysłał pana  Jońskiego właśnie. Niedorzecznika, jak kpią sobie z niego na pewnym popularnym portalu społecznościowym.

Jeśli masz ochotę i czas, kliknij i wypromuj. Dzięki!

wtorek, 5 marca 2013

Kogo kocha Wielki Elektryk?

Słowa byłego prezydenta, by geje- posłowie zasiadali w Sejmie w ostatnich miejscach, wywołały falę komentarzy, przede wszystkim krytycznych. Lech Wałęsa poczuł się wywołany do tablicy, wyjaśnił więc, że nie życzy on sobie, by mniejszość, z którą się nie zgadza, wychodziła na ulice i jego dzieci i wnuki bałamuciła jakimiś tam mniejszościami. Mowa o mniejszościach seksualnych, które w ocenie Wałęsy powinny siedzieć cicho, nie afiszować się, by pobożny, katolicki, polski lud nie wiedział, że geje i lesbijki istnieją. Rzeczywiście, taki pomysł nie jest wcale głupi: toć księża pedofile się nie afiszują, instytucja Kościoła katolickiego wypracowała mechanizmy, które doskonale chronią seksualnych przestępców w sutannach, więc geje mają z kogo czerpać wzory!

Wałęsą szczyci się, że obalił komunizm. Po dziś dzień wydaje się Lechowi, że jest nieomylną alfą i omegą, ze zdaniem którego liczą się wszyscy, a tak wcale nie jest. Za bardzo przyzwyczaił się prezydent do słodkiego życia, coraz bardziej odbiega od rzeczywistości. Był taki moment, kiedy darzyłem Wałęsę umiarkowaną sympatią, z powodu ataków na jego osobę sympatyków PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Czasy jednak takie, że i dla takich ludzi Lechu chce się zasłużyć...

Mniejszość nie może wchodzić na głowę większości, mniejszości nie powinny się afiszować i narzucać większości swoich poglądów itd., itp. Nie chcem, ale muszem , prawie krzyczy Wałęsa. Nie bardzo wiem, w jaki sposób mniejszość wchodzi na głowę Wałęsie? Czyżby ktoś zmuszał go do homoseksualnego pożycia, usiłował zdjąć lewą ręką krzyż z jego domu, namawia do związku partnerskiego, lub rozwodu? Wałęsa grozi, że jako katolik i wierny syn Kościoła będzie bronił prawa tradycyjnej rodziny oraz wyłączności jej prawa do bycia nazywaną rodziną. Cieszę się, że wyszło szydło z katolickiego wora: ex prezydent przyznał, że nie jest synem Polski, lecz Kościoła katolickiego, którego interesy uderzają w wolność i niezależność kraju. Broń sobie, panie Wałęsa, tradycyjnej rodziny, na wzór swojej, wielodzietnej i nazywaj ją, jak się panu podoba. Jak w tej rodzinie się działo, opisała w książce Danuta Wałęsowa.

Co Lech Wałęsa powie mniejszościom takim, jak opozycja na Białorusi, co powie wyborcom małych partii, co powie ateistom, co ma do powiedzenia parom żyjącym w związkach partnerskich? To łatwe do przewidzenia: macie siedzieć, szanowne mniejszości, cicho i cieszyć się, że żyjecie w katolickiej Polsce! Polsce, w której, wg słów Wałęsy, większość społeczeństwa go popiera. Doprawdy? W ostatnich wyborach, w jakich Lechu brał udział (prezydenckie w 2000 roku), uzyskał żenujące poparcie 1,01%! Do dziś nie zrozumiał, że chełpliwe opowieści o obaleniu komunizmu nie robią już wrażenia. Świat, Polska, poszła naprzód, zostawiając daleko w tyle tego katolickiego syna. Jeśli o synach mowa: jaki posiada scenariusz pan Wałęsa na wypadek, gdyby jego wnuk okazał się gejem? Leczenie, egzorcyzmy czy seminarium duchowne?

Lech Wałęsa marzy o sadzaniu gejów- posłów do ostatnich sejmowych ław. Tych jawnych oczywiście, a co z ukrytymi, w jaki sposób Wielki Elektryk zamierza weryfikować orientację panów posłów, poprzez emitowanie filmów porno o treści m+m, obserwując przy tym rozporki widzów? Wałęsa nie zauważa, że w świeckiej Polsce od lat panoszy się mniejszość, która nazywa się kler katolicki. A tam geje, pedofile, łamiący celibat amatorzy damskich wdzięków. Ta mniejszość Wałęsie nie przeszkadza, widać kocha on takich kościelnych braci. Nie rozumiem, jak w takim razie mógł przyjaźnić się Wałęsa z prałatem Henrykiem Jankowskim, któremu towarzyszył „asystent”, niejaki Olchowik? Nie czuł wstrętu pan elektryk, kiedy podawał dłoń księdzu, bądź cmokał w łapkę biskupa, nie podejrzewając nawet, co ta dłoń- i komu- mogła przed chwilą robić?

W moich rodzinnych stronach po dziś dzień miejscowi lubią rzucić humor:
-Dlaczego Wałęsa nosi w klapie marynarki Matkę Boską?
-Bo ona lubi jeździć na osiołku!

 Jeśli masz ochotę i czas, kliknij i wypromuj. Dzięki!

 

poniedziałek, 4 marca 2013

Polska paralewica

Kiedy w 2001 roku SLD wygrał wybory, zdobywając ponad 40% głosów, wydawało się, że silna lewica na długie lata zagości na polskiej scenie politycznej. Przyszłość pokazała, jak płonne były to nadzieje. Wystarczyły 4 lata, by lewica roztrwoniła swój dorobek. W wyniku afer odszedł skompromitowany premier, Leszek Miller, na wyrost nazywany kanclerzem. Jego i partii układy z rekinami biznesu, kumanie się z biskupami zakończyły się klęską. Dziś, po latach niebytu w politycznej ekstraklasie, ten sam Miller zarzuca innym układy towarzysko- biznesowe. Zaiste, obłudne to zachowanie, kiedy przypomni się, kto i w jaki sposób decydował o obsadzie rad nadzorczych, m.in. Orlenu, kiedy premierem był obecny szef SLD: panowie Kulczyk, Kwaśniewski. i Miller właśnie.

Lewica polska; jaka jest, czym jest i czy w ogóle jest? Czy SLD jest lewicową partią, czy lewicą jest Ruch Palikota? W jaki sposób zdefiniować można pojęcie lewicowości, by i wilk był syty i owcy pół? Z założenie lewica powinna dążyć do wolności, równości i sprawiedliwości społecznej. Ładnie top brzmi, ale w jaki sposób dokonać wprowadzenia w życie tych postulatów? Inaczej wolność wyobraża sobie kasjerka w Biedronce, inaczej szef partii rządzącej, inaczej biskup katolicki, a jeszcze inaczej stadionowy ultras. Inaczej równość postrzega Leszek Miller, jeszcze inaczej Janusz Palikot. Niestety, nie ma szans na jakiekolwiek porozumienie szefów SLD i RP, bo okazuje się, że dla dwóch partii, kojarzonych z lewicą, nie ma miejsca w Sejmie. To opinia Leszka Millera, który z braku programu, mogącego zainteresować Polaków i który byłby nadzieją dla Polski, skupia się na opowiadaniu bajek, że Ruch Palikota nie jest lewicą. To samo mogę powiedzieć o SLD, ale samopoczucia mi to nie poprawi. Gdzież tej partii do lewicy skandynawskiej! Swoją drogą to dziwne i zastanawiające, że eurodeputowani SLD nie próbowali przenieść na polski grunt wzorców, jakie mogli czerpać od swoich kolegów z europarlamentu... Zabrakło wiary, odwagi, siły, czy może politycy tej partii skupiają się jedynie na utrzymywaniu mandatów poselskich po wyborach i nie chodzi im na wprowadzaniu zmian na lepsze, nie interesuje ich los kraju? To jest bardzo prawdopodobne, kiedy przyjrzeć się nerwowym poczynaniom Leszka Millera, trwoniącego czas na osobę Janusza Palikota i jego partii. Nie wiedzieć czemu pan Miller uważa, że na lewej stronie sceny politycznej jest miejsce tylko dla SLD. Wypisz- wymaluj Kaczyński lewicy! Prezes PiS jest niechętny jakimkolwiek nowym inicjatywom na prawicy, od lat bezskutecznie przekonuje, że rządząca Platforma jest liberalnym centrum. Duet Kaczyński- Miller jest zgodny, kiedy idzie o konkurencję: i jeden i drugi jej mieć nie chce. Tylko ich partie mogą tkwić w Sejmie, nikt inny. Stąd ta wrogość kierowana w stronę RP. Kaczyńskiemu jest na rękę, by niemrawi aparatczycy, rodem z PZPR udawali „prawdziwą” lewicę, bo i jego PiS udaje, że jest prawicą. Czterdziestu posłów Ruchu znalazło się w Sejmie w wyniku wyborów w 2011 roku, a to oznacza, że lewicowy elektorat odebrał te miejsca SLD. Mniej posłów w Sejmie to dla SLD mniejszy klub, mniej posłów, mniej dotacji z budżetu i, przede wszystkim, powiew świeżego, nieklerykalnego powietrza! Dobry wynik wyborczy SLD w 2001 roku był możliwy m.in. dzięki zagospodarowaniu elektoratu antyklerykalnego. Niby nie jest on wysoki, niby się go bagatelizuje, ale...

Marginalne, lewicowe i skrajnie lewicowe partyjki tkwią poza Sejmem i tam pozostaną. Dba o to kolejny lider SLD, nie podejmujący jakiejkolwiek współpracy ze skrajną lewicą. Czytam żale szefa jednej z takich partyjek, mającego pretensje o to, że Janusz Palikot nie podzielił się z nim budżetową subwencją, przeznaczoną dla partii politycznych i uśmiech gości na mej twarzy: wyszło szydło z wora, polityka to pieniądz, ale o tym „lewicowcy” nie mówią! Wiedzą o tym wszyscy, ale tylko strojący się w piórka lewicowe o tym nie wspominają. Kto wie, może ich wyborcy naiwnie liczą, że do polityki idą sami wartościowi ludzie, że nie ma tam miejsca dla karierowiczów żądnych pieniędzy? Smutna prawda, znaczna większość posłów stanowią interesowni, żądni władzy i pieniędzy, nieskorzy do odpowiedzialności politycy.

Zgadzam się z Włodzimierzem Cimoszewiczem, niezależnym senatorem, w przeszłości politykiem SLD, że znaczna cześć społeczeństwa z ulgą i radością powitałaby poparłaby proeuropejską, liberalną i przede wszystkim kompetentną centrolewicę. To nie Miller, lecz Cimoszewicz powinien stać na czele SLD, mam prawo podejrzewać, że zupełnie inaczej wyglądałyby relacje na linii SLD- RP. Współpraca, bez wzajemnej eliminacji, to jest przyszłość lewicy. Jak to wygląda z postulatami o równości i sprawiedliwości, gdy Leszek Miller marzy o sytuacji, gdy na placu boju, w Sejmie, zasiadać będą posłowie jednej lewicowej partii? Szef SLD twierdzi, że kierowana przez niego partia nie będzie umierać za Janusza Palikota, dla którego RP jest kolejnym biznesem. A dla pana Lesia lewicowość jest jakoby sensem życia... Wypadałoby być szczerym wobec wyborców i wyjaśnić, że nikt za Palikota nie zamierza umierać, tymczasem między wierszami wypowiedzi Millera coś takiego można wyczytać. A kto miałby za Palikota umierać, skąd takie mylne wnioski? Wyborca nie umiera, szuka towaru, partii, która najbardziej mu odpowiada! Wyborcy odwrócili się w 2005 od SLD, to samo spotkało Samoobronę w roku 2007. Zabawne, jak dali zmanipulować się wyborcy, by uwierzyć, że lewicą jest partia Andrzeja Leppera… Jeśli przyjrzeć się polskiej scenie politycznej, to można wyciągnąć wnioski, że typowej lewicy, zdefiniowanej przez politologów, po prostu nie ma. Dla równowagi: prawdziwej prawicy również próżno szukać. Lech Wałęsa oznajmił swego czasu, że lewicą są ci, którzy nie wierzą w boga i są zwolennikami własności państwowej. Bez komentarza.

Lista zaniechań i zaniedbań lewicy, głównie SLD, jest spora. Zawsze będę miał za złe, że Sojusz bał się odważnych inicjatyw, nie stał na straży Konstytucji, wybiórczo traktując jej zapisy. Co mam do zarzucenia lewicy? Przede wszystkim:

-całkowity brak własnych środków przekazu. Prawa strona sceny politycznej zdominowała rynek wydawniczy, w sieci www aż roi się od elektronicznych periodyków, stron i portali. Również tradycyjna prasa opanowana jest przez sympatyków prawicy. Kiedy upadała „Trybuna” , politycy SLD nie zmartwili się zbytnio. Dziś działacze Sojuszu z lubością cytują zdania z portali „wPolityce”, czy z „Frondy”, by dowalić Ruchowi Palikota. Co ma czytać lewicowy elektorat, skąd chłonąć pomysły, koncepcje, program oraz wnioski publicystów lewicowych? Za pomocą e- maili? Media zostały opanowane przez prawicowych, klerykalnych dziennikarzy, nie ma żadnej alternatywy dla lewicowego widza. Dlatego też nie oglądam TV, nie ma tam nic ciekawego. Nie stać lewicy na własną, internetową telewizję?! Szczytem szczytów był wybór Piotra Gadzinowskiego, głosami PiS- LPR do władz Rady Programowej TVP… Jacy ludzie i program, taka i telewizja!

-opieranie się na tzw. żelaznym elektoracie. A ten jest coraz mniejszy! Lewica nie ma pomysłu, by powtórzyć sukces wyborczy z 2001 roku, nie jest w stanie przyciągnąć nowych wyborców. Życie stawia przed politykami nowe wyzwania, wygra ten, kto zagospodaruje jak największy elektorat, buszujący dziś w sieci www. Jak zagospodarować rzesze ludzi, dla których Internet jest wirtualnym domem, na lewicy nikt się nie zastanawia. Jeśli szef SLD ma pretensje do przedsiębiorców, to dlaczego ci mają głosować na SLD, bądź na lewicę, skoro oskarża się ich o wszelkie zło? Majętny poseł Roman Kotliński lewicowcem nie jest, ale czy jest nim żyjący od zawsze na koszt państwa, Leszek Miller? Lewica skapitulowała na wiejskich terenach. Mazury, tereny, skąd pochodzę, nigdy zresztą nie wybaczą lewicy sposobu, w jaki potraktowano tam ludność w dobie transformacji ustrojowej. Pozostawieni sami sobie, nie potrafiący się odnaleźć poza pracą w PGR robotnicy do dziś nie rozumieją, dlaczego pozbawiono ich miejsc pracy, rzekomo nierentownych. Nikt nie ujął się za nimi, nie wyjaśnił, dlaczego nierentowne ponoć PGR zostały zamknięte, majątek za bezcen wyprzedany, a nie ma sprzeciwu, kiedy państwo łozy wielkie sumy na niedochodowy LOT, czy PKP. Tamtejszy elektorat zaufał SLD, kiedy się sparzył, skierował się ku Samoobronie, a kiedy i ci zawiedli, zwrócili się ku PiS. W wyborach samorządowych dużą popularnością cieszą się lokalne komitety wyborcze. SLD nie stawiło czoła problemom ludności wiejskiej: nikt nigdy nie chciał ich rozwiązać, chciano jak najdłużej posiadać naiwny elektorat, łudzący się, że lewica pomoże. Jakże się mylili!

-brak jedności. Weźmy z brzegu 4 partie lewicowe i porównajmy ich programy i postulaty i co się okazuje? SLD nie będzie współpracował z RP. RACJA i RP skłócone. PPS szczątkowa, z RP im nie po drodze. Unia Pracy? A czym się ona dziś zajmuje? Zieloni, Polska partia pracy… Niby partie lewicowe, ale bez wspólnych celów. Może poza jednym: wmówić jak największej liczbie ludzi, że ich partia jest naprawdę lewicowa!

-liderzy SLD zadowoleni są ze status quo. Nie zrobili nic, kiedy byli przy władzy, by odsunąć od środków publicznych Kościół katolicki, nie wprowadzili w życie ustawy o związkach partnerskich, nie złagodzili ustawy restrykcyjnej aborcyjnej. Rzekomo nie było na to przyzwolenia społecznego, jak tłumaczyli naiwnym. Również konkordat nie został rozwiązany, świetnie miała się Komisja Majątkowa. Panowie z SLD szli do wyborów jedynie po to, by wybory wygrać, kiedy partia była silna, jednak nie po to, by po zwycięstwie ulżyć losowi Polaków. Wszystko zostawało po staremu, zmienił się szyld rządu, a karawana jechała dalej. To samo kolesiostwo, tabuny urzędasów, słowem- ciągłość poprzedniego rządu. 
Bazowanie na balcerowiczowskich dogmatach gospodarczych po dziś dzień wychodzi lewicy czkawką, nie wprowadzono w życie żadnej alternatywy mogącej konkurować z neoliberalną, zbójecką gospodarką, której model lewicowy na pewno nie jest, za to mocno niesprawiedliwy, nierówny i tworzący wielkie rozwarstwienia społeczne. Gdzie byli politycy lewicowi, kiedy Leszek Balcerowicz uruchamiał u zbiegu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich licznik długu publicznego? To była doskonała okazja, by dowieść, za jak ogromną cześć tej sumy odpowiada m. In. Balcerowicz! Wiele takich rzeczy zaniedbano i nie wykorzystano.

Piotr Gadzinowski odsyła mnie do przeczytania niezliczonej ilości numerów tygodnika „NIE”, w którym przez lata publikował. Co mam znaleźć w jego tekstach? Ano przyczyny porażek SLD w wyborach. Tego SLD, za który pan Gadzinowski da się posiekać, bez umiaru czepiając się do Janusza Palikota, jego partii i wyborców. Śmiem twierdzić, że pan Piotr nie przyjął do wiadomości, że przyczyny przegranych Sojuszu zna i ten, kto „NIE” i tekstów z-cy redaktora naczelnego nie czytał.

 Jeśli masz ochotę i czas, kliknij i wypromuj. Dzięki!

 

piątek, 1 marca 2013

Ruskie w Gdańsku!

Ruskie w Gdańsku! I to nie „biali”, ale najgorsza ich odmiana, „czerwoni”! Skąd te hiobowe wieści? Sławoj Leszek Głódź, ksywa „Flaszka”, emerytowany pierwszy wojak RP którejś tam numeru, nazwał polityczną, wrogą grą przeciwko Kościołowi katolickiemu poczynania rajców Platformy Obywatelskiej. Bolszewizm, głupoty radnych mnie nie interesują, raczył oznajmić Głódź. Jaką zbrodnię przeciwko Kościołowi popełnili politycy? Ano taką, że chcą przeprowadzić konsultacje społeczne, może nawet i referendum, by zapytać gdańszczan o to, czy zgadzają się na budowę obiektu wyższego niż zapisano to w planie zagospodarowania przestrzennego. Obiektu sakralnego, by nie było nieporozumień. Plan dopuszcza budowlę w wysokości 14 metrów, tymczasem Głódź zamierza ubogacić owieczki kolubryną wielkości metrów czterdziestu! W jakiej to ja żyłem nieświadomości, jakimi kłamstwami raczono mnie w szkole: dowiaduję się po latach, że bolszewicy to ci, którzy rozdają ziemię Kościołowi, „sprzedając” ją z bonifikatą 99% wartości pod budowę świątyni, towarzyszą, wcielając się w rolę ministrantów, podczas mszy, są na każde skinienie grubego, biskupiego palucha! To dopiero „prześladowanie” przez bolszewików! Innego sensu nabierają słowa, skandowane przez gawiedź w 1989 roku:"Bolszewicy do kostnicy!".

Głódziowi postawili się młodzi radni PO, którzy nie są z klęcznikowego pokolenia prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Adamowicz i jego świta pędzą na każde skinienie Sławoja Leszka, kiedy ten potrzebuje załatwić coś ze świętobliwą władzą. Nie, biskup nie fatyguje się do świeckich. To świeccy mają się stawić na audiencji i wysłuchać poleceń hierarchy! Radni widzą jednak, co się w PO dzieje, dotarło do nich, że klerykalizm i konserwatyzm coraz mniej się opłaca, od uległości wobec Kościoła nie napełni nim się miejska kasa, lecz wręcz przeciwnie, więc żądają, by w demokratyczny sposób wypowiedział się lud. A lud wcale nie chce wielgachnego kościoła, który zakłócałby im spokój! Sąsiedztwo kościoła nie podnosi ceny nieruchomości, lecz ją zaniża. To żadna atrakcja dla normalnych, neutralnych światopoglądowo, ale i religijnych osób wsłuchiwać się w bębnienie dzwonów. Polscy księża nie mają umiaru w takim umilaniu życia owieczkom: dzwony musza być największe i najgłośniejsze, trwa jakiś wyścig, jaki pleban będzie dłużej w nie napier…alał. Nieraz o 6 rano. Głodź wie lepiej. On twierdzi, że budowie jego kościoła marzeń towarzyszy folklor, ataki wojujących ateistów, ale wszystko to spłynie do rynsztoka. W jego ocenie dzwony przeszkadzają grzesznikom, bo… budzą wyrzuty sumienia! Może tak gdańszczanie zorganizują amatorski koncert muzyki heavy metalowej, występ Nergala, pod oknami hierarchy, głośne hard rock, odczyty dzieł filozofów nieklerykalnych? Flaszka protestowałby. Nie on, jego sumienie!

Konkurs na budowę Głódziowej kolubryny zorganizowała gdańska archidiecezja z miastem, którego prezydent ma chyba niejawny etat w kurii i ma bardzo niskie poczucie własnej wartości, skoro pomiata nim byle chłystek z Bobrówki, po dziś dzień doradzający tamtejszemu sołtysowi. Widać takie są świeckie odpowiedniki kościelnych kwalifikacji hierarchy... Sławojek na zawsze zostanie Sławojkiem z wioski zabitej dechami, nie zmienią tego biskupie sukienki, pomieszkiwanie w biskupich pałacach czy układy z klerykalną władzą. A ta odejdzie w końcu w niebyt, ich następcy do stołu z klerem nie będą zasiadali.

Zamiłowanie do kiczowatego przepychu, budowli XXL, brak gustu, gardzenie świeckimi, pycha, to cechy charakteryzujące wychowanego w biedzie Sławoja. Sam wielki jak beka, wszystko wokół siebie musi mieć duże. Kto wie, może ma jakiś kompleks, może nie wszystko mu urosło odpowiednich gabarytów, stąd taka miłość do wielkiego? Głodź swoja karierę zawdzięcza nie Kościołowi, nie hierarchom, lecz Lechowi Wałęsie. Prezydent- kapral w swej naiwności mianował przed laty Flaszkę generałem, bo jak by to wyglądało, by Ordynariatem Polowym kierował ktoś niski stopniem? Bzdury i pogróżki Głódzia pod adresem polityków PO nie mogą pozostać bez odpowiedzi: prezydent Polski jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Nic nie stoi na przeszkodzie, by radiomaryjnego biskupa zdegradować do stopnia szeregowca, zabierając nieadekwatną do umiejętności wojskowych, nienależną emeryturę.

 Jeśli masz ochotę i czas, kliknij i wypromuj. Dzięki!