sobota, 11 czerwca 2011

Warszawska Parada Równości

Przed laty, w 2007 roku chyba Marcin Krzeszowiec pisał :” W pewnym okresie Sławek nie schodził z anteny radiowej i ekranu tv, gdzie odpierał ataki oszołomów. Gdy Polska weszła w okres parad, nazwisko Starosta nie miało już tamtej siły”. Marcina nigdy nie miałem okazji poznać, Sławka Starostę i owszem. Zdziwił się chyba po latach Krzeszowiec że to nie kto inny jak Sławek właśnie, jeden z organizatorów Parady Równości AD 2001 zaprosił mnie na nią. Środowiska LGTB dawno już zrozumiały że hermetyczność środowiska nie pomaga lecz szkodzi. Dlatego na parady zapraszani są osoby również o orientacji heteroseksualnej, dlatego i mnie zaproszono na paradę i nie mogło mnie dziś zabraknąć na Wiejskiej gdzie zgromadził się wielobarwny tłum mniejszości seksualnych oraz wszystkich tych którzy ruch ten popierają bądź tolerują.

Nie zabrakło jak zwykle przy takich okazjach hałaśliwej grupy która z obłędem i nienawiścią w oczach przyszła zakłócić paradę. Liczne siły policyjne nie spuszczały oka z osób które spotkać można na Krakowskim Przedmieściu 10 każdego miesiąca, 11 listopada podczas marszów faszystowskich czy też 13 grudnia pod domem gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Ba, wielu z nich miało na szyjach szaliki stołecznego klubu czy też w biało- czerwonych barwach. Polacy patrioci jak najbardziej… Niestety mizerny jest ten ich patriotyzm bo nie potrafili uszanować odtwarzanego hymnu Polski. Tęczowi potrafili się zachować, narodowcy zaś… Szkoda gadać i tracić na nich czasu. To nie moje zabawki, nie moje podwórko. Miałem kilka okazji uczestniczyć incognito w organizowanych przez narodowców manifestacjach; ich liderzy to nieźli aktorzy potrafiący zmanipulować młodzieńców szukających nauczyciela który wskaże im właściwą drogę. Ale to aktorstwo wespół z naiwnością dążących do „czystości rasy” budzi uśmiech politowania. Z trudem kryłem śmiech słuchając dramatycznych udawanych przemówień liderów choćby 13 grudnia. Ten kto ich słyszał wie o co chodzi.

Zdziwiła mnie nieco dość liczna obecność polityków na dzisiejszej paradzie. Nie zabrakło Kasi Piekarskiej, Genowefy Grabowskiej, Jerzego Wenderlicha, Tomka Kality, Tadeusza Iwińskiego, Janusza Palikota,, Bartosza Dominiaka, Ryszarda Kalisza czy burmistrza Ursynowa Piotra Guziała który nie ugiął się pod presją , wyśmiał pogróżki i wywiesił nad Ratuszem ursynowskim tęczową flagę. Nie mogło zabraknąć starej gwardii: Sławka Starosty, Jacka Adlera, Szymona Niemca, Krystiana Legierskiego ( pierwszy w kraju radny nie kryjący swej homoseksualnej orientacji) czy Łukasza Pałuckiego, działaczy środowisk mniejszości seksualnych. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz- Waltz odmówiła po raz kolejny nie tylko objęcia patronatem parady, w ogóle odmówiła wzięcia w niej udziału. Czy dobrym pomysłem organizatorów jest propozycja skierowana do HGW? Nie kto inny jak ona sprzeciwia się związkom partnerskim tłumacząc że Polski nadzwyczaj w świecie na nie nie stać! Od kiedy pani prezydent kieruje się ekonomią i jest taka oszczędna? Szkoda że zabrakło jej takiego podejścia podczas fundowania krzyża na Placu Piłsudskiego oraz działalności jej dworu w stolicy na rzecz którego co i rusz przeznacza wysokie nagrody. Cóż to byłby za patronat, tylko patrzeć jak episkopat i biskupi zażądaliby jej dymisji…

Co mnie dziś uderzyło? Niezwykła serdeczność, ufność i przyjaźń emanująca z osób zgromadzonych na Wiejskiej. Nikt nie interesował się jakiej jesteś orientacji seksualnej, jakie jest twoje wyznanie, czy jesteś homofobem czy nie. Nie zabrakło mam ze swymi pociechami, prawdziwy piknik. Żadnych awantur, wyzwisk czy przepychanek. Jakże inny to obraz od tego lansowanego przez usłużne klerowi katolickiemu mediach! Tam dominuje homo niewiadomo czający się na dzieci by je wykorzystać, nie tylko seksualnie. Nie muszę być gejem by rozumieć kwestie poruszane przez środowiska LGBT. Nigdy nie stanę przed ołtarzem by zawrzeć związek małżeński ze swoją kobietą, kościelna otoczka nie jest mi do tego potrzebna dlatego jak najbardziej jestem za ustawą o związkach partnerskich. Pary mają do tego pełne prawo tymczasem w Polsce zabrania im się tego tłumacząc że prawo jest dobre takie jakie jest. Oczywiście niemała w tym zasługa Kościoła katolickiego i jego hierarchów a ci, jak wiadomo, są ekspertami- erudytami znającymi się na wszystkim lecz nie na pedofilii w swoich szeregach czy łamaniem celibatu. Cieszy mnie że ludzie spod znaku tęczy by domagać się swoich praw wychodzą na ulice. A że przy okazji chcą ugrać coś i dla mnie swym uporem… nie widzę więc przeciwwskazań bym brał udział w paradach organizowanych przez mniejszości seksualne. Nikt mnie tam nie usiłował poderwać, dobierać się czy coś podobnego. Co mówią na ten temat wrogie tęczowym środowiska? Ciekawi mnie czy wszyscy mający tyle do powiedzenia o złych gejach i lesbijkach kiedykolwiek kogoś z nich mieli okazję poznać i porozmawiać? Mam mocne podejrzenia że nie. Rozbawiła mnie dziś obecność kilku dewotów dzierżących tablicę z napisem „Współczujemy niepełnosprawnym”, wizerunek Jana Pawła II z podpisem „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” i watykańską flagę. Spodziewam się że towarzystwo to pomaszerowało na ulicę Miodową wyrazić swe niezadowolenie z uwagi na obecność w szeregach Kościoła katolickiego księży pedofilów, gejów oraz łamiących celibat, mających na utrzymaniu kochanki i kochanków. Czyżbym jednak za dużo wymagał?

Przed kilkoma dniami w mediach pojawiła się wiadomość iż wzrasta ilość młodocianych gwałcicieli i liczba ich będzie rosnąć. Na nic zdały się nauczania społeczne Kościoła katolickiego, na nic zdały się mowy- trawy o pokoleniu JPII, o wspólnocie itp. brednie dobre dla maluczkich. Ciekawostka: wśród sprawców nie odnotowano gwałcicieli o orientacji homoseksualnej… A akiego są ci młodociani wyznania nie podano a szkoda. A jak to jest z ta orientacją? Więźniowie spędzający za kratami długie lata, jak najbardziej heteroseksualni, nie widzą problemu w uprawianiu przez siebie seksie m-m…

Nie uszła mej uwagi piękna nieznajoma którą podobnie jak ja trafiła dziś na Wiejską. Dziennikarka jak najbardziej, fotografowała i nagrywała imprezę. Spodobała mi się bardzo, jej uroda, strój i całą reszta.
Na bezczela zacząłem pstrykać jej zdjęcia. Zauważyła to przy jakimś osiemdziesiątym:
-Dlaczego pan robi mi zdjęcia?
-Przeszkadza to pani? Nie pracuję dla prasy. Ma pani jakieś przeciwwskazania?
-Tak, proszę usunąć wszystkie zdjęcia które pan mi zrobił!
-Pani jest z jakiejś gazety?
-...
Przyglądała się jak kasuję fotki:
-Proszę więcej tego nie robić ze mną, ostrzegam pana!
-Do następnego spotkania proszę pani:)
Do kogoś zaczęła dzwonić, mam nadzieję że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Te brunetki...:)


Jeśli ktoś posiada konto na portalu Facebook :




http://www.facebook.com/media/set/?set=a.1820455387340.2098434.1118833849

tu_tekst


piątek, 10 czerwca 2011

Zdrów jak ryba!

Prezes miotał się po domu, tętno skoczyło mu do niebezpiecznego poziomu, krew pulsowała mu w skroniach. Jak te dranie go traktują, jak postrzegają? Chcą zrobić z niego jakiegoś wariata! To wiadome siły, zmowa jak 4 lata temu, to ten front rozciągający się w polskojęzycznych mediach za tym stoi! W jego kierunku z zadartym ogonem maszerował Alik domagając się pieszczot. Prezes parsknął na niego, kot fuknął i pomknął z ogonem w kokardkę.
- Synku co tam się dzieje?
-Nic takiego mamusiu, zdenerwowany jestem- prezes dusił w sobie wściekłość.
- W prasie piszą że sąd żąda od ciebie jakichś badań, chcą zbadać stan twego zdrowia, czy będziesz mógł brać udział w jakimś procesie?..
Prezes biegiem wpadł do pokoju, jego mama wertowała paskudną gazetę. Wyrwał jej z ręki ów ohydny dziennik oznajmiając:
-Co ja mamusi mówiłem??? Zapomniała już mamusia? Siły wywodzące się z Komunistycznej Partii Polski, bo takie reprezentuje pani Łuczywo, Rapaczyńska i Michnik, założyciele tej gazety!.KPP była w moim przekonaniu najgorszym środowiskiem. Nastawienie tej ogromnej gazety wynika z ukształtowania z tego środowiska! Co mówi Michnik mamusia też zapomniała? Że PiS, moje ukochane dziecko, to opozycja antysystemowa i antypaństwowa! Ze my Podobnie jak Komunistyczna Partia Polski, krytykuje i odrzuca cokolwiek by zrobiły jakiekolwiek rządy, choćby to było dobre i pożyteczne. Partia komunistyczna chciała unicestwić państwo polskie, tak jak PiS. I mamusia czyta tego autora? To że jestem gotów przeprosić „Wyborczą” za porównanie ich do „Trybuny Ludu” z 1953 roku nic nie znaczy!
Skąd się tu wzięła ta gazeta? Diabli nadali?- pomyślał
Czuł że zaraz wybuchnie. Musiał coś z tym zrobić, gdzieś pojechać, komuś dowalić, dopiec, wyśmiać. Co temu sędziemu przyszło do głowy by jego, wielkiego Jarosława, pytać o takie rzeczy? Zerknął na gazetę zabraną mamusi: „Sędzia, który prowadzi proces wytoczony Kaczyńskiemu przez byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, zwrócił się do prezesa PiS z pytaniami mającymi ustalić, czy będzie on w stanie brać udział w procesie. Powodem zapytania sądu są wątpliwości co do stanu psychicznego oskarżonego prezesa PiS. Sąd Rejonowy w Warszawie chce dowiedzieć się jak nazywają się leki, które przyjmował Kaczyński po 10 kwietnia 2010 r.; jaki lekarz przepisał mu te lekarstwa; czy Kaczyński również teraz przyjmuje środki, które oddziałują na psychikę oraz, czy lider opozycji wcześniej już korzystał z porady psychologa, neurologa lub psychiatry, a także czy obecnie z takich porad korzysta. Pismo datowane jest na 24 maja, prezes PiS ma siedem dni na odpowiedź, liczone od momentu, w którym otrzymał list z sądu”.
Cisnął gazetę w kąt; kto tego chłystka uczynił sędzią? Czy nie wie on że szkaluje dobre imię prezesa największej partii opozycyjnej, niewykluczone że jesienią już premiera rządu polskiego? Czekaj no panie sędzia, doigrasz ty się wtedy he he he…
Wystukał numer do Mariusza:
-Mariusz, musimy się spotkać. Wpadnij do mnie, pojedziemy do siedziby partii.
- Kiedy ja nie mam prawa jazdy panie prezesie…
-Jak to nie masz? Co z ciebie za prawy i sprawiedliwy? Jaki ty dajesz przykład członkom naszej partii?
-Ale pan prezes też tego prawa jazdy nie posiada a ja się na panu wzoruję, z pana czerpię pełnymi garściami. Zapomniał pan prezes chyba…
-Za dziesięć minut masz być w siedzibie partii. Ja pojadę z Tomkiem.
-Ale panie prezesie nie zdążę w tak krótkim czasie pieszo!- Mariusz nerwowo poprawiał okulary.
-Nie obchodzi mnie to! Nałóż rolki, kup hulajnogę, wsiądź na rower, zamów limuzynę z CBA, co to mnie obchodzi?!
***

Prezes wszedł do siedziby partii, miast uśmiechów ciskał wokół siebie gromy. Zmroził wzrokiem jakąś kobietę ( nic ciekawego, taka sobie moherowa paniusia) która zamieniła się w kupkę nieszczęścia. Z rozmachem otworzył drzwi gabinetu w którym czekał już Mariusz. Prezes wskazał mu krzesło:
-Siadaj!- warknął.
- I czytaj mi to oświadczenie tego sędziego!
Mariusz chrząknął, trzęsącymi się dłońmi trzymał pismo, zaczął czytać:
„ Jarosław Kaczyński w dwóch wywiadach udzielonym dziennikarzom tygodnika Newsweek i Onet.pl (z września 2010 i stycznia 2010 r.) przyznał, że po tragedii smoleńskiej przyjmował silne leki uspokajające. Publikacje te zawierają wypowiedzi oskarżonego odnoszące się do jego stanu psychicznego i skutków jakie spowodowało zażywanie środków farmakologicznych o nieznanej nazwie, których przyjmowanie miało rozpocząć się w niewymienionym z nazwy szpitalu.
Dopiero po uzyskaniu tej informacji sąd może zwrócić się o opinię biegłych, by wypowiedzieli się w jakim stanie psychicznym jest lider PiS-u i czy może odpowiadać za swoje czyny”…

Prezes fuknął gniewnie; on nie odpowiada za swoje czyny??? Jak śmie jeden z drugim poddawać w wątpliwość stan jego doskonałego zdrowia?
- Jak się nazywa ten sędzia Mariusz?- prezes świdrował oczami przybocznego
-Maciej Jabłoński prezesie.
-Co na niego mamy? Czy to nasz człowiek, z nadania Zbyszka czy komuch, liberał? Czy CBA zajmowało się tym sędzią?
- Nie, nie zajmowaliśmy się nim prezesie, nie podskakiwał, nie było z nim kłopotów, nie mieliśmy żadnego sygnału który świadczyłby o podatności sędziego na korupcję. Wydawał się w porządku…
-Za mało jesteście przewidujący, nie potraficie analizować i myśleć, nie planujecie długofalowo! Wszystkiego mam was uczyć???
Prezes włączył radio, do jego uszu dotarły słowa byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego:”… te pytania, które sformułował sąd są kluczowe dla całego postępowania karnego. W szczególności chodzi o to, że jeżeli podejrzany, czy tym bardziej oskarżony, ewentualnie był leczony, to może być sytuacja taka, że on w chwili zdarzenia miał ograniczoną zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem…”.
Po potraktowaniu odbiornika przez prezesa będą raczej trudności w odbiorze audycji…


Zaniepokojony hałasem do gabinetu wpadł Adam. Lico prezesa rozpromieniło się:
- Dobrze że cię widzę. Czy oświadczenie w sprawie badań jest gotowe?
- Tak panie prezesie, zgodnie z pańskimi zaleceniami, pracowałem nad nim długo. Przecież nic w tym złego że pan prezes przyjmował leki uspokajające po katastrofie smoleńskiej, ale teraz już ich pan nie bierze. Przekazałem informację że dla wielu Polaków nie jest niczym dziwnym, że po stracie najbliższych zażywają leki uspokajające. Pan prezesi stracił w katastrofie smoleńskiej brata i bratową oraz wielu przyjaciół i wieloletnich współpracowników. Dodatkowo matka pańska była wówczas w krytycznym stanie medycznym. Po zaleceniach lekarzy przyjmował pan leki uspokajające. Powiadomiłem też sprzyjające nam media że sam przebieg procesu oraz fakt, iż w tej sprawie sąd występuje z takimi pytaniami budzi głębokie wątpliwości i pytania o intencje sądu. Niezrozumiałe jest również dlaczego pytania sądu znalazły się w rękach dziennikarzy. Niektórym obserwatorom życia publicznego takie działania mogą przypominać historię szafy Lesiaka
-Nazw leków mediom nie przekazałeś?
-Nie panie prezesie, zgodnie z pańskimi wytycznymi- Adam nie krył zadowolenia
-Bardzo dobrze! Wszystko przez tego Kaczmarka! Gdyby nie wytoczył mi procesu o pomówienie wszystko byłoby w porządku! On tkwił w układzie, blokował śledztwa i był agentem śpiochem! Co widać po jego zachowaniu zresztą, to oczywista oczywistość! Zrobimy tak: wyślę swoje oświadczenie do sądu- Mariusz sprawdzisz czy nie mamy haków na sędziów i dziennikarzy RMF którzy sprawę rozdmuchali. Pokażemy im po wyborach!
-Co zamieści Pan w oświadczeniu panie prezesie?- Mariusz z ciekawością nadstawił ucha.
-Po pierwsze napiszę że otrzymywałem leki zgodnie z zaświadczeniem lekarskim, nazwę leku pominę. Po drugie dodam że leki zostały zaordynowane 10 kwietnia w Wojskowym Instytucie Medycznym. Po trzecie że nie przyjmuję w tej chwili żadnych leków. Po czwarte wreszcie że nie korzystałem z żadnych porad czy to psychologów czy to psychiatrów. Kontakty z ojcem dyrektorem nic przecież nie znaczyły…
-Znakomicie panie prezesie, wytrąci pan z dłoni przeciwników oręż! Podziwiamy pański geniusz, wodzowską strategię!- Adam gotów był całować dłonie swego szefa.
-Musicie się dużo jeszcze uczyć chłopcy- prezes bez śladu lekceważenia łaskawie machnął dłonią.
Mariusz niepewnie siedział, coś nie dawało mu spokoju:
-A jeśli nie uwierzą, będą poddawać w wątpliwość stan zdrowia pana prezesa? Musimy ich przekonać raz na zawsze by się odczepili i zamknęli! Zastanawiam się nad pewnym pomysłem, nieco ryzykownym ale może się udać…
Prezes i Adam patrzyli wyczekująca na Mariusza który niepewnie, urywanymi słowami podzielił się swoim pomysłem:
- Jutro sprzed Sejmu rusza Parada Równości, jakby pan prezes na nią poszedł…
Gdyby wzrok umiał zabijać Mariusz po tych słowach byłby trupem.

czwartek, 9 czerwca 2011

Lewica, moja miłość...

... nigdy nie spełniona i chyba nigdy nie odwzajemniona. Nigdy nie byłem, nie będę i nie jestem socjalistą, ideologia komunistyczna jest mi obca więc nie tracę czasu na udowadnianie tępogłowym że SLD to „czerwoni”. Odkąd zacząłem interesować się polityką moje sympatie skierowane były na partie lewicowe. SdRP, później SLD. Głosowałem na Aleksandra Kwaśniewskiego kiedy startował w wyborach prezydenckich w 1995 roku, swój głos oddałem na SLD kroczące po zwycięstwo wyborcze w 2001 roku. Ba, Piotr Gadzinowski startujący ( niestety bez powodzenia) w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego był moim kandydatem podobnie jak Grzegorz Napieralski który zdecydował się wystartować w wyborach prezydenckich gdzie uzyskał całkiem niezły wynik. W porównaniu z wynikiem Jarosława Kaczyńskiego czy Bronisława Komorowskiego był on słaby jednakże nie można zapominać że ci dwaj w polityce przez duże „P” obracają się od dawna. A Napieralski jest niemal juniorem w gronie sejmowych dinozaurów. Pamiętam jak dziś kiedy Grzegorz Napieralski wygrał przywództwo w SLD z Wojciechem Olejniczakiem. Na lewicy zapanowała wtedy niemal euforia, wygrał „polski Zapatero” i… popadł w samozadowolenie. Zapanował marazm czego nie mogli zrozumieć wyborcy SLD.

Swego czasu należałem do największych krytyków SLD jak i Napieralskiego
http://kontra.salon24.pl/141274,sojusz-ledwo-dyszy
Może wydawać się to dziwne: podcinać gałąź na której się siedzi? Mimo upływu lat doskonale pamiętam zwycięstwo wyborcze SLD w 2001 roku. Zaledwie po 4 latach spędzonych w opozycyjnych ławach Sojusz triumfalnie powracał do władzy prowadzony do zwycięstwa przez Leszka Millera. Kanclerz mówiono wtedy o nim. I nie bez powodu a Miller miał prawo się nim czuć. W 1993 roku nieco niespodziewane zwycięstwo w wyborach parlamentarnych dało Sojuszowi 171 miejsc w Parlamencie ( głos na partię oddało w wyborach 20,4% głosujących), w 2001 roku było to aż 41% ogółu wyborców co przełożyło się na 216 mandatów w Sejmie. Dodać to tego 42 szable posłów PSL współtworzących koalicję rządzącą, lewicowego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego… Przyszłość zapowiadała się różowo, przed Leszkiem Millerem Polska a może i świat stały otworem. Niestety po latach dopiero wyszło na jaw iż propozycja stworzenia koalicji SLD-UP-PSL budziła sprzeciw w grupie posłów Stronnictwa. Przeciwnikami sojuszu z SLD byli posłowie Zdzisław Podkański, Janusz Dobrosz, Stanisław Kalemba, Waldemar Pawlak, Janusz Piechociński… Mariaż z PSL-em nie był usłany różami m.in. za sprawą Grzegorza Kołodki którego posunięcia wpędziły ludowców w panikę: doszli oni do wniosku że Kołodko chce zlikwidować KRUS, że rząd chce dofinansować gminy miejskie kosztem wiejskich… Winiety na rzecz których lobbował minister Marek Pol przyczyniły się do rozwiązania kolacji z PSL. Niestety rzadko udaje się kompromis w polityce. Dobro społeczeństwa? A kto powiedział że polityka ma coś mu dawać?

Miller zaczął dobrze, priorytetem rządu było załatanie dziury budżetowej i ale zostało to zrobione kosztem oszczędności i podwyżki podatków (zamrożenie progów podatkowych, wprowadzenie podatków od zysków z oszczędności), podjęte zostały decyzje zmieniające reformy wdrażane przez uprzedni rząd (przesunięto wprowadzenie nowej matury w szkole o trzy lata, podjęto działania zmierzające do likwidacji kas chorych, a także bardzo ograniczono prywatyzację przedsiębiorstw państwowych). Zastanawia mnie dlaczego mając społeczne poparcie Miller nie podjął radykalnych reform, nawet nie próbował naprawiać kraju skupiając się na pozorach i kosmetyce? Z baku pomysłów czy nieudolności? Czy już wtedy narastał konflikt między nim a urzędującym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim który czuł że niegdysiejszy przyjaciel staje się najpoważniejszym rywalem na scenie politycznej? Leszek Miller czuł się chyba upojony zwycięstwem w wyborach parlamentarnych, jego samouwielbienie i wielkość umocniło zwycięstwo SLD w wyborach samorządowych w 2002 roku. Zwycięstwo to nie było dziełem przypadku, nie było spowodowane siłą rozpędu. Najwięcej miejsc w radach zdobyło SLD mimo że w wyborach na prezydentów miast wojewódzkich SLD przegrał bo stracił prezydentów w wielu miastach uznawanych za lewicowe. Polacy dość mieli awantur i żałosnych rządów poprzedniej ekipy AWS- UW która przepadła z kretesem. Kto by się spodziewał że w 2005 niemal to samo spotka Sojusz Lewicy Demokratycznej?...

Przed krajem stały wyzwanie związane z wstąpieniem do Unii Europejskiej i wszystko skazywało na to że w annałach historii to Leszek Miller zapisze się w niej jako ten który wprowadzi Polskę w struktury unijne. Tak też się stało. Ówczesny premier Danii, Ander Fogh Rasmussen, podczas unijnego szczytu odbywającego się w Kopenhadze w dniach 12- 13 grudnia 2002 napotkał w osobie premiera Millera twardego gracza politycznego. Leszek Miller uśpił czujność oddając negocjacje w ręce Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej by na szczycie objawić się jako bardzo twardy negocjator. Po latach premier wspomina :” "Brałem pod uwagę każdą ewentualność, bo przecież nie mogłem wrócić do kraju z nieczystym sumieniem. A nieczyste sumienie towarzyszyłoby mi wtedy, gdyby się okazało, że musimy np. więcej dopłacić, nie zyskać, albo że te warunki, które wynegocjowaliśmy, są niedobre i ja miałbym potem trudności w tłumaczeniu (dlaczego są takie niedobre). Po prostu, pomyślałem sobie: co z tego, że się zgodzę w Kopenhadze na pakiet negocjacyjny, skoro potem tego nie będę mógł obronić w referendum i przegramy referendum z tego powodu? Najtrudniejszy był pierwszy okres negocjacji. Kiedy spotkałem się o 8.30 z premierem Rasmussenem i wówczas poproszono mnie o przedstawienie listy naszych postulatów, z każdą minutą mojego wystąpienia widziałem na twarzach moich rozmówców najpierw niedowierzanie, potem irytację, potem histerię. A potem usłyszałem słowa bardzo twarde, sprowadzające się do komunikatu: panie Miller, tu zaszło jakieś nieporozumienie. Pan chce rozpoczynać negocjacje, które de facto już się zakończyły. Uznajemy, że Polska jest nieprzygotowana do wstąpienia do Unii Europejskiej, a my dzisiaj zakończymy negocjacje z tymi, którzy są przygotowani. Jeśli Polska nie jest przygotowana, to będzie miała kilka kolejnych lat na przygotowanie. Rozmowa z premierem Rasmussenem w pewnym momencie wyglądała tak, iż mój partner w ogóle odmówił poinformowania Piętnastki o naszych postulatach. Powiedział mniej więcej tak: panie premierze, jeżeli ja mam pójść na salę do moich piętnastu kolegów i przedstawić listę pana żądań, to zostanę wyśmiany i wyszydzony. W związku z tym w ogóle tego nie przedstawię, bo chcę zachować powagę. Pomyślałem sobie wtedy, że szkoda, że nie znam jakiegoś duńskiego grubego słowa”. Ano szkoda…
16 kwietnia 2003 roku zostaje podpisany w Atenach traktat akcesyjny, w dniach 7-8 czerwca tego samego roku odbywa się w Polsce referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE. 76% biorących w nich udział (frekwencja wyniosła 58%) jest za wstąpieniem.

I chyba przed referendum rozpoczął się koniec Leszka Millera. Tego który powtarzał że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna. Jego postawa jest niezrozumiała nie tylko dla mnie: z antyklerykała z krwi i kości zaczął przekształcać się w posłusznego i uległego Kościołowi katolickiemu podnóżka. Zupełnie jakby rywalizował o to miano z politykami ówczesnej klerykalnej prawicy. Zszokowani wyborcy z żenadą patrzyli na umizgi Millera do biskupów i Episkopatu… Miller tłumaczy że głosu biskupów potrzebował do wsparcia w referendum akcesyjnym. Totalna bzdura! Ilu jest biskupów w Polsce? Jak poczuli się wyborcy, nie tylko lewicy, kiedy premier rządu miast uświadomić Polaków o korzyściach, jak również ewentualnych stratach, płynących z faktu członkostwa w Unii europejskiej, na kolanach sunie ku klerowi błagając o poparcie? Co stało na przeszkodzie by na konferencji prasowej bądź w wystąpieniu telewizyjnym wyznać narodowi że kler go szantażuje i jest przeciwny wstąpieniu Polski do Unii? Z twardego gracza czującego się jak u siebie podczas kopenhaskiego szczytu Miller w rządzonej przez siebie Polsce okazał się uległym, nijakim graczem. Co spowodowało taką przemianę, wizyta papieża Jana Pawła Iii jakieś następstwa po niej ukrywane przed Polakami? Tajne ustalenia z biskupami, Episkopatem? Na ten temat Miller milczy co mnie dziwi bo przez lata jawił się jako polityk wygadany. Przed laty premier proszony o wywiad z tygodnikiem „Fakty i Mity” unikał go jak ognia by po latach będąc już na marginesie polityki przypomnieć sobie o prośbie redaktorów. Zagadnięty o sprawy światopoglądowe które zaniedbał, ba!, których nawet nie ruszał kiedy był premierem!- bredził coś dziennikarzowi o złym samopoczuciu, wysokiej temperaturze twierdząc że będzie miał trudności z przypomnieniem sobie spraw sprzed lat… Premier lewicowy który w 2002 polecił wojewodzie pomorskiemu, by przyznał koncesję na wydobycie bursztynu ks. Henrykowi Jankowskiemu bo uznał że budowany przez prałata ołtarz w kościele św. Brygidy to… dzieło narodowe. Wtedy już wiadomo było że „Delegat” i „Lilijka” na temat którego mnóstwo było kwitów odziedziczonych po nieboszczce SB to nie kto inny tylko Henryk Jankowski właśnie… Czy lizusostwo wobec kleru, niektórych hierarchów Kościoła katolickiego spowodowane było tym że byli to dawni współpracownicy SB?

Leszek Miller nie tknął żadnej ze spraw światopoglądowych czy też określanych jako kontrowersyjne. Złagodzenie ustawy aborcyjnej, likwidacja Komisji Majątkowej, faktyczny rozdział państwa od Kościoła, związki partnerskie, wyprowadzenie religii ze szkół lub zmuszenie Kościoła do finansowania jej nauczania, ubezpieczenia duchownych, likwidacja Funduszu Kościelnego… Listę można by długo ciągnąć. Grzegorz Napieralski odnosi się dziś do tych samych postulatów które podejmował kiedyś i Leszek Miller. Niech zaczną przedstawiać liczby mówiące ile na akcesji do UE rok w rok zyskuje Kościół katolicki i jego pazerni hierarchowie, co im stoi na przeszkodzie? Jeszcze nie tak dawno sugerowałem że stara gwardia z Janikiem, Millerem, Oleksym, Nikolskim, Wagnerem i innymi może pomarzyć o kandydowaniu z list Sojuszu nawet na stołek sołtysa. Jak się okazuje ich rola nie jest wcale tak marginalna. Oleksy zapraszany jest do programów politycznych i debat, Miller ma zamiar kandydować do Sejmu z list SLD… Napieralski albo nie chce albo nie potrafi zerwać z przeszłością. Sprzedaż dawnej siedziby SLD na Rozbrat; co to da, jakie przyniesie korzyści poza finansowymi? No ale jeśli w szeregi PiS możliwy był powrót Żelaznego Ludwika szydzącego z tej partii że jest to dwór eunuchów to chyba i jest prawdopodobny come back dawnych działaczy SLD w szeregi partii… Mnie niesmaczy zachowanie Leszka Millera który nie odpisał na moje pytanie na popularnym portalu społecznościowym ignorując mnie. Jego prawo, ciekaw jestem w jaki sposób przekona wyborców by na niego zagłosowali. Jeśli będą tak dociekliwi jak ja, jeśli będą stawiali niewygodne pytanie co odpowie im Miller? By zostawić przeszłość i patrzeć w przyszłość? Sławomir Kopyciński komentując wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie Komisji Majątkowej stwierdził że widać zmowę rządu, Episkopatu i sędziów TK. Leszek Miller milczy, nie wyjaśnia dlaczego on i jego rząd nie zrobił absolutnie nic w tej kwestii prócz dalszego oddawania Polski w ręce Kościoła. Włodzimierz Czarzasty, kolejny polityk marzący o powrocie do wielkiej polityki uważa że Kościół w życiu społecznym jest potrzebny natomiast należy odmówić temu samemu Kościołowi miejsca w polityce. Rządzenie i politykę od spraw wiary należy rozdzielić. Święta prawda chciałoby się rzec. Wyborcy to nie tylko ateiści i antyklerykałowie, z programem tak ubogim i skierowanym jedynie do tej grupy wyborów się nie wygra. Dlaczego jednak Grzegorz Napieralski powraca do starych, skompromitowanych nazwisk? Odejście Bartosza Arłukowicza spowodowało wiele hałasu w mediach. Ale tylko tam, wyborcy lewicowi przyjęli to wzruszeniem ramion. Na tym polega polityka, nikt nie wytyka takiemu Ryszardowi Czarneckiemu że zwiedził wszystkie niemal partie.

Leszek Miller skończyć nie potrafi, wyświadczył niedźwiedzią przysługę SLD doprowadzając partię na skraj przepaści. Jego rządy zakończyły się dymisją i przekazaniem władzy w ręce Marka Belki. Wtedy też przy Sojuszu został tzw. twardy elektorat, pozostali odeszli zniechęcając się na dobre. W 2005 SLD w wyborach parlamentarnych uzyskał ledwie 11,3 % głosów. Głosujący przed laty na Sojusz znaleźli alternatywę w PO czy nawet i PiS. Ciężko będzie Grzegorzowi Napieralskiemu odbudować zaufanie do partii choć nie poddaje się on i czyni to z mozołem. Premier Donald Tusk to nie Kaczyńskiego się obawia lecz Napieralskiego właśnie. Tusk zaczyna straszyć społeczeństwo wizją powyborczej koalicji SLD- PiS próbując wmawiać jakie to będzie nieszczęście dla Polski i jej mieszkańców. SLD nie wygra wyborów jesienią ale to i dobrze. Zwycięska partia nie będzie miała komfortu nic nie robienia, nie wystarczy już administrowanie krajem i generowanie długu publicznego. Bez radykalnych reform już się nie da, odsuwanie ich w bliżej nieokreśloną przyszłość to zguba dla przyszłego rządu. Niech wygra PO, niech sobie zwycięży PiS. SLD tylko na tym zyska.

wtorek, 7 czerwca 2011

Co się stało, skąd ten krzyk?

Społeczny współpracownik posłanki Kempy zmartwiał, nie spodziewał się takiej wrzawy z powodu błahego jego zdaniem wpisu na popularnym portalu społecznościowym. A tu masz ci los, taka niespodzianka In minus… Co za debile dziś przychodzą; czy to zdanie może uwłaczać czyjejś godności, nie potrafią ludzie rozszyfrować skrótu myślowego? Widać za mało nauki społecznej Kościoła jest w życiu wszystkich tych wyolbrzymiających tych pięć słów? Więcej chrystianizacji przydałoby się w naszych Kielcach a może i egzorcyzmy jakieś?..

Jak można tak się wyrażać o ludziach, którzy przychodzą do biura poselskiego! - bulwersował się pewien czytelnik, który zwrócił nam uwagę mediom na wpis. Niemal natychmiast rzucono się na społecznika:
-To pan jest autorem wpisu którym czują się obrażeni wyborcy?
-To moje dzieło, przyznaję- tłumaczył ocierając pot z czoła
-A kogo miał na myśli, pisząc te słowa?
-Na pewno nie osoby, które przychodzą do biura poselskiego z różnymi sprawami. My mamy szacunek do ludzi.
-Doprawdy???
-Proszę nie wyciągać pochopnie błędnych wniosków. Wpis nie ma związku z moimi obowiązkami w biurze poselskim, ale z życiem prywatnym.
- To takie głąby pana odwiedzają, tacy znajomi?
-…
- A kogo pan konkretnie nazwał debilem? Nazwiska, kontakty, telefony, kryptonimy, może jakieś ksywki?
-Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. To było ponad pół miesiąca temu. Nie jestem w tej chwili w stanie odpowiedzieć. Nie jestem taki błyskotliwy!
- Nie prowadzi pan kalendarza, nie wie co robił nie tak dawno temu, co spowodowało ze tak określił pan swoich znajomych?
-Yyy sprawdzę w notatkach co się wtedy wydarzyło…


Minęło czasu mało- wiele, społecznik z triumfalną miną trzymał w ręku stroniczkę swoich zapisków:
- To określenie wzięło się stąd, że byłem bardzo wzburzony. Przyszło do nas do biura dwóch panów, byli pod wpływem alkoholu. Wyzywali mnie i inne osoby, które tu pracują. Za to, że jesteśmy z PiS-u i że popieramy Jarosława Kaczyńskiego. Stąd moje oburzenie i ten wpis - tłumaczył .
- Wspaniale, dlaczego jednak dlaczego w takiej sytuacji nie wezwał pan Policji? Przecież ci dwaj pijani mężczyźni mogli swoją agresję wyładować nie tylko w słowach.
Społecznik z zakłopotaną miną odparł:
- Nie było przesłanek ku temu, że mogą popełnić jakieś przestępstwo. Pokrzyczeli sobie, powyzywali nas i poszli. Taka wizyta w biurze PiS-u nie była, niestety, pierwsza i pewnie również nie ostatnia.
-Ciekawostką jest że nie pamiętał pan dlaczego dokonał wpisu a tymczasem z taką łatwością kojarzy pan zachowanie ów mężczyzn. Jak pan to wyjaśni?
- …
- Jak pan wyjaśni że ślęczał pan z nosem na portalu społecznościowym miast wypełniać swoje obowiązki?
- Mam nienormowany czas pracy więc o godzinie kiedy pojawił się wpis mogłem być poza biurem. Proszę zaprzestać pytań bo poskarżę się posłance Kempie, ona prezesowi Kaczyńskiemu i będziecie mieli za swoje!
- Nie uważa pan że ci mężczyźni mogli mieć związek z członkami PiS którzy nie chcą by posłanka Kempa trzymała za mordy PiS-owskie towarzystwo w regionie?
- Nie odpowiem już na żaden pytanie. Żegnam!


***

Posłanka Kempa zastanawiała się czy incydent z wyciągniętym przez wrednych pismaków wpisem zaszkodzi czy też pomoże partii. Cieszyła się że społecznik zręcznie wybrnął z sytuacji i nie zginął w krzyżowym ogniu pytań dociekliwych pismaków. Gdyby wydało się że słowa dotyczyły wyborców PiS byłby skandal! Co złego w chwilach szczerości? Halina Nowina- Konopczyna przed laty oznajmiła ze głosuje przypadkowe społeczeństwo, Aleksander Kwaśniewski pokazał wała swoim dawnym wyborcom twierdzeniem że antyklerykalizm jest chorobą psychiczną, posłanka Anna Sikora oznajmiła zatrzymującym ją do kontroli policjantom że mogą ją w dupę pocałować, Jacek Kurski wie że ciemny lud wszystko kupi… Więc o co tyle hałasu?!

sobota, 4 czerwca 2011

Przespane 22 lata

Dziś mijają 22 lata od chwili przeprowadzenia wyborów parlamentarnych w 1989r. Wybory do Sejmu Kontraktowego były pierwszymi ( częściowo wolnymi) wyborami w powojennej historii kraju. W ich wyniku staliśmy się pierwszym krajem który wyrwał się spod strefy wpływów ZSRR ( nieco inne zdanie w tej kwestii ma dziś Jarosław Kaczyński i jego zakon). Jakim interesem jest dziś polityka, PR, marketing polityczny… wystarczy przypomnieć sobie wszystko to co działo się w 1989r. Komitet Obywatelski i jego 161 kandydatów wystawionych do Sejmu, 100 do Senatu. Wszyscy( prócz jednego) sfotografowali się z Lechem Wałęsą. To początki znienawidzonej przez pewne środowiska „Gazety Wyborczej”, tuż po wyborach Tadeusz Mazowiecki reaktywował „Tygodnik Solidarność”. Polacy oczekiwali nowego, strona rządząca bez przekonania udzielała się w kampanii wyborczej. Bo i cóż mogła zaoferować wyborcom? Stanąć naprzeciw i zapytać :”Pomożecie?”. Naród nie chciał pomagać. Nie wszyscy chcieli budować socjalizm, pracować na utopijny dobrobyt i nie dziwię im się. Mi poprzednia epoka nie odpowiadała aczkolwiek miałem udane dzieciństwo. Ludzie mieli pomysły na życie inne niż oferowała im PZPR. Ta zaś tępiła wszelkie inicjatywy będące zagrożeniem dla partii, PRL i ZSRR.



W wyborach do Sejmu wybierano 460 posłów spośród grona 1682 kandydatów, do Senatu startowało 555 chętnych na 100 miejsc. Opozycja spodziewała się wygranej, ale wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania: w pierwszej turze wyborów doszło do zdecydowanego zwycięstwa kandydatów Solidarności, którzy zdobyli 160 spośród 161 mandatów w Sejmie oraz 92 spośród 100 w Senacie. Koalicja rządowa do Sejmu wprowadziła zaledwie 5 reprezentantów. W drugiej turze opozycja uzyskała brakujący mandat w Sejmie oraz 7 w Senacie. 23 czerwca posłowie i senatorowie wybrani z list "Solidarności" utworzyli wspólnie Obywatelski Klub Parlamentarny, na którego czele stanął Bronisław Geremek. Wyborcza klęska odchodzącej władzy uniemożliwiła im powołanie własnego rządu który próbował tworzyć Czesław Kiszczak, w związku z czym w dniu 24 sierpnia Sejm powierzył Tadeuszowi Mazowieckiemu utworzenie koalicyjnego gabinetu, który został zatwierdzony 12 września . Jego, Mazowieckiego, zasłabnięcie na mównicy sejmowej- celowa zagrywka czy rzeczywiście wzruszenie? Do dziś trwają spory i zdania są podzielone. Premier w swoim wystąpieniu wypowiedział pamiętne słowa:” Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. Grubą kreskę za złe mają mu do dzisiaj pewne grupy… Podobnie jak przygotowania do wyborów poprzedzone „Okrągłym Stołem”. Krwi im dziś potrzeba która wtedy nie była przelana?



Społeczeństwo niesione na fali przemian oczekiwało dobrobytu, zmian, hurraoptymizm był olbrzymi. Rzut oka na posłów wybranych w 1989 roku z list opozycji nie pozostawia złudzeń; znikoma ich liczba osiągnęła sukcesy w polityce, jeszcze mniejsza działa w niej do dziś… Leszek Balcerowicz i jego reformy miast naprawić Polskę zepsuły ją co widać po latach. Wtedy, w 1989 uważano że wszystko co jest na opak jest korzystne, że wystarczy psuć, niszczyć i robić odwrotnie niż za w poprzedniej epoce. Dlatego z aprobatą i aplauzem przyjmowano Balcerowicza pomysły i decyzje. A charakteryzowały się one wyprzedażą wszystkiego co możliwe. Balcerowicz, wielki orędownik prywatyzacji, antysocjalista, w prywatyzowaniu widział i widzi rozwiązanie problemów trawiących kraj. Śmieszy mnie dziś uruchomiony z pompą przez niego zegar w centrum Warszawy odliczający zadłużenie Polski; przydałby się drugi pokazujący jaką część długu wypracował Balcerowicz, jego ludzie i pomysły. Zachłyśniecie się wolnością nie przekładało się na podniesienie jakości życia Polaków. Nowa sytuacja zmiotła z ziemi wszelkiej maści cinkciarzy, zniknęły gdzieś panie umilające czas gościom w hotelach, wiele z nich stało się sanowanymi business woman; wolność gospodarcza miała się w najlepsze, ustawa Wilczka- dzieło jeszcze rządu Rakowskiego- bardzo jej sprzyjała. Do czasu wszak, wielu politykom marzyło się ręczne sterowanie…



29 grudnia 1989 dokonano istotnych zmian w Konstytucji czym zakończono żywot PRL. Powstała Rzeczpospolita Polska. Usunięto zapisy o przewodniej roli PZPR, sojuszu z ZSRR oraz o gospodarce planowej. W kraju szalała hiperinflacja ,dobrze miała się monopolizacja gospodarcza , niejasna sytuacja własnościowa przeszkadzała w prowadzeniu biznesu , brak jasnych mechanizmów prawnych i nieprecyzyjny kurs pieniądza nie sprzyjał stabilizacji.. Pozostałe problemy po poprzednikach: ceny, płace, podatki, cła i gigantyczne zadłużenie z lat 70. Ale wtedy właśnie tworzyły się pierwsze fortuny ludzi którzy zaczynali od handlu na Stadionie Dziesięciolecia czy pod Pałacem Kultury. W celu ograniczenia inflacji 1 stycznia 1990 roku wprowadzono tzw. popiwek (podatek progresywny na ponadnormatywny wzrost płac. Podatek ten obciążał te przedsiębiorstwa, które przekraczały ustalony w przepisach dopuszczalny poziom wzrostu płac.

Przykładowo, w styczniu 1990 fundusz płac był indeksowany współczynnikiem inflacji mnożonym przez 0,2, od lutego do kwietnia 1990 przez 0,3, a potem przez 0,6. Oznaczało to, że przedsiębiorstwa państwowe "bezkarnie" (tzn. bez narażenia się na dodatkowe obciążenie tym podatkiem), mogły zwiększyć swój fundusz płac o kwoty wynikające z tego indeksowania. Każda większa podwyżka funduszu płac obciążona była na początku 1990 roku. Za przekroczenie wyznaczonego limitu o 0,1%-3% – "popiwkiem" równym 200% wypłaconej ponad limit kwoty; za przekroczenie limitu o ponad 3% – 500% tej kwoty , ograniczono subsydia i ujednolicono kurs złotego. (9500 zł. za $), zaniechano dotowania nierentownych przedsiębiorstw państwowych. Między innymi dzięki tym działaniom udało się w marcu 1990 roku ograniczyć inflację do ok. 6 %.Rząd Mazowieckiego wprowadził proces prywatyzacji który przynosił dochody dla Skarbu Państwa a jednocześnie podnosił efektywność przedsiębiorstw i ich konkurencyjność na rynku. Niestety kraj poniósł wysokie koszty : bezrobocie i zubożenie dużej części społeczeństwa. Dlaczego postanowiono zniszczyć Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR)? Nie wszystkie były nierentowne; ba, przy dobrym gospodarzu wiele z nich miało się dobrze i przynosiły zyski. Gdyby wtedy powiedziano pracownikom PGR jaki los im się gotuje to rozgoniliby całą tą „Solidarność”, Balcerowicza i jemu podobnych na cztery wiatry! Nie powiedziano im o dopłatach do rolnictwa w krajach ówczesnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej ( najbardziej opłacają się w wielkich areałach ziemskich takich jak …PGR-y), losem pracowników PGR nikt się nie interesował. Mogli pomarzyć o takim traktowaniu jak po latach innych grup zawodowych otrzymujących wielkie odprawy.



Z perspektywy czasu widać że i prezydent Lecha Wałęsa i nowy, solidarnościowy rząd nie miał pomysłu na działania i reformy. Liczenie na niewidzialną rękę rynku która miała załatwić wszystko było i jest błędem. Spraw nie można sobie ot tak zostawić czekając biernie aż same się rozwiążą. Przyzwyczajeni do knucia i spiskowania nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Sielanka nie trwała długo, bo już w 1991 roku rozpisano nowe wybory parlamentarne. 27 października 1991 roku odbyły się pierwsze w pełni wolne wybory do parlamentu w historii powojennej Polski. Premier Tadeusz Mazowiecki podał się do dymisji po porażce w wyborach prezydenckich które wygrał Wałęsa właśnie. Hierarchowie kościelni którym przewodził prymas Józef Glemp wykorzystali konflikt między Wałęsą i Mazowieckim., nieudaną terapię szokową Balcerowicza wykorzystując bogobojność ówczesnych polityków zaczęli narzucać swoje zdanie i wprowadzać swe rządy. Skłóceni Wałęsa i Mazowiecki nie potrafili dojść do porozumienia, dlatego mediacji podjął się Kościół, nie za darmo oczywiście. Ceną miał być powrót religii do szkół, ich klerykalizacja. Do negocjacji warunków powrotu religii skierowano Jacka Kuronia, bo.. cieszył się on największym zaufaniem społeczeństwa. Efekty widzimy do dzisiaj… Mimo nieudanych mediacji Kościół uzyskał swoje, a wybory pozwoliły uzyskać mandaty wyborcze aż 29 komitetom.



Dziwnie potoczyła się historia; na liście premierów po 1989 roku odnajdujemy Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego ( raz nie objął urzędu), Bronisława Geremka (również nie objął), Waldemara Pawlaka, Hannę Suchocką, Józefa Oleksego, Włodzimierza Cimoszewicza, Jerzego Buzka, Leszka Millera, Marka Belkę, Kazimierza Marcinkiewicza, Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska. Żadna z partii współtworzącej rząd nie była w stanie wygrać ponownie wyborów; blisko był SLD który w zwycięskich wyborach w 1993 roku uzyskał 171 mandatów w Sejmie przy 37,2% głosów. 4 lata później Sojusz stracił władzę na rzecz Akcji Wyborczej „Solidarność” minimalnie przegrywając wybory. A propos AWS i Unii Wolności współtworzącej wówczas rząd: pierwszy raz w historii partie rządzące krajem nie dostały się do Sejmu po 4 latach rządów… Stało się tak w 2001 roku po klęsce ówczesnego obozu władzy. Niestety tak częste zmiany po transformacji ustrojowej nie wpływały korzystnie na stabilizację w kraju i jego rozwój. Art.- B, Telegraf, FOZZ, Pewex, Westa, Bezpieczna Kasa Oszczędnościowa; pojawiły się efemerydy nastawione na szybki zysk, najzwyklejsza grabież obywateli i mieszkańców. Bagsik, Gąsiorowski, Gawronik, Grobelny, Gudzowaty i wielu innych zwietrzyło szansę na szybki zarobek. W zasadzie żadna z wielkich afer gospodarczych i finansowych nie została do końca wyjaśniona, procesy wlokły się latami, zamknięto płotki. Rekiny do dziś mają się dobrze… Miast rozwijać kraj wielu za punkt honoru wzięło rozliczenia. Z przeszłością, komunistami których uważano za gorszych którym wolno mniej niż nowej władzy. Efekt wiadomy do przewidzenia. Teczki z archiwum SB stały się orężem politycznym i po dziś dzień usiłuje się nimi grać. Wielu dowodziło- i nadal tak czyni –że jakość życia w Polsce może poprawić się jedynie za pomocą eliminacji z przestrzeni publicznej dawnych funkcjonariuszy SB. Potem że ich dzieci mają mniej praw. Skoro tyle potrzeba do dobrobytu to jestem pełen podziwu dla pomysłodawców. Usiąść i płakać? A może śmiać się? Kolejne rządy nie powstrzymały rosnącego zadłużenia kraju który dziś zbliża się do konstytucyjnego maksimum. Żyć wiecznie na kredyt się nie da, rosną koszta obsługi zadłużenia, kurczy się zaś majątek narodowy. Ten sam który był wytworzony w epoce komunizmu, na który pracowały pokolenia. Program Powszechnej Prywatyzacji okazał się fiaskiem. Doszliśmy do paradoksu: wszyscy ci wyszydzający czasy 1945- 1989 ratują się sprzedażą majątku powstałego w tamtych czasach. Skoro tak się brzydzą nieboszczką komuną winni trzymać się z daleka od nieruchomości, przedsiębiorstw i wszystkiego co wtedy powstało? Może winni zrzec się tytułów, mieszkań i nieruchomości wtedy zdobytych?



Przez lata zabijano wolność gospodarczą mnożąc przepisy, urzędy, agendy rozbudowując administrację do monstrualnych rozmiarów których końca nie widać! Polska jest nieprzyjazna swoim obywatelom; ba, Polacy obeszliby się bez zbędnej biurokracji i administracji, politycy i cały ich kosztowny cyrk jest zupełnie niepotrzebny. Rządowy moloch nie potrafi normalnie funkcjonować w odróżnieniu od przedsiębiorców czy biznesmenów. Coraz większe obciążenia i przeszkody w działalności gospodarczej wielu zniechęciło. Co zostało z ustawy ministra Wilczka? W agendach rządowych i administracji państwowej pod kątem przydatności do pracy ocenia się nie wiedzę i potencjał kandydata lecz jego koneksje i znajomości. Co zostało po dwudziestoleciu? Gdybyśmy dziś mieli odbudowywać Polskę po wojnie tak jak to miało miejsce po 1945 to z tymi ludźmi, w takiej sytuacji jaka ma dziś miejsce w kraju… Strach myśleć ile to by trwało! Polacy mogą poruszać się bez paszportu w krajach Unii, wyjazd za granicę nie stanowi już problemu ( Ameryka nadal odwiedzana w ruchu wizowym). Polityka uległości wobec Wschodu zastąpiona została włazidupstwem wobec USA. Czy warto być poddanym USA za cenę wejścia do NATO? Mimo członkostwa w UE nie mamy w Europie, jako państwo, przyjaciół. Bredzący bez przerwy o jedności i wspólnocie politycy są oderwani od rzeczywistości mówiąc takie słowa. Gdzie ta wspólnota, z kim, kiedy była? Czy oni sami są zdolni do tego by uczynić z siebie, z kraju którym rządzą, krainę o której przyjaźń i współpracę z nią będą zabiegały inne kraje? Polska wewnętrzna polityka zaś charakteryzuje lizusostwem polityków wobec kleru. Z prawa jak i lewa… Oddano pod nadzór Kościoła niemal każdą dziedzinę życia, oddano sposób prowadzenia dyskusji ten zaś skwapliwie realizuje swe cele obarczając państwo coraz większymi kosztami. Klerowi bezrobocie nie grozi, nie jest mu straszna ciężka sytuacja gospodarcza kraju czy kryzys. Mieliśmy okazję bezsilnie- za zgodą polityków ukrywających ją przed światem- obserwować bezczelność w orzekaniu Komisji Majątkowej, niekonstytucyjnego tworu rozdającego majątek Polski Kościołowi katolickiemu. Ten zaś zadowolony ze swego stanu posiadania i statusu nie prawi morałów kolejnym ekipom rządzącym czepiącym budżetowe subwencje, w tej kwestii trwa sojusz tronu i Kościoła. Służby specjalne stały się oczkiem w głowie kolejnych rządów, ich prawicowym koordynatorom nie wystarczała już weryfikacja pod kątem przynależności do SB. A propos SB: kiedy na jaw zaczęły wychodzić ciemne sprawki ludzi Kościoła, to że donosili na potęgę, ze wielu moralistów w koloratkach było TW za wszelką cenę starano się ich wybielać. Doszło do sytuacji ze funkcjonariusz, jawny przecież i pracujący dla państwa polskiego, jest traktowany gorzej od kościelnych konfidentów którym via Fundusz Kościelny funduje się świadczenia…



Tłumaczy się dziś że kraj się rozwija, że się buduje, wystarczy tylko rozejrzeć się wokół. Czyżby? Ile z tych obiektów za oknem należy do nas, Polaków i do Polski? Dlaczego staliśmy się społeczeństwem na którym bez przerwy sie eksperymentuje nie wiedząc jaki będzie efekt końcowy pseudoreform, zaciskania pasa i niegospodarności polityków? Do reform nie była skora lewica, nie jest skłonna i prawica. Politycy z obawy na skutki ewentualnych reform nie wprowadzają ich tłumacząc się wyborami, że lepiej spróbować coś zrobić po nich miast przed… Tyle że w Polsce jeśli nie ma wyborów parlamentarnych to są samorządowe, do Europarlamentu, prezydenckie… Kiedy to ci politycy a nie szary Kowalski ponosić będą konsekwencje nieudolności ? Czy któryś z nich zastanowił się co czeka kraj kiedy już nie będzie już czego sprywatyzować? Dlaczego w ogóle pozbyto się rentownych przedsiębiorstw oddając je w prywatne ręce lub je zamykając zadowalając się jednorazowym zyskiem ze sprzedaży miast dbać o długofalowy, wieloletni zysk z ich działalności i produkcji? Namnożono licencji, koncesji itp. z których nic nie wynika, jeden przepis wyklucza drugi. Zniszczono świadomie lub przez nieudolność wiele tytułów prasowych, kto czytał „Na przełaj”, „Razem”, „Świat Młodych”, „Zarzewie”, „Perspektywy”,, „Panoramę” „Szpilki”… Próbowano w latach dziewięćdziesiątych reaktywować niektóre tytuły ale kogo to obchodziło? Wtedy ważniejsze były wartości chrześcijańskie, pomniki papieża i inne zbędne tematy. Skąd więc tyle „salonów masażu” w samej tylko stolicy kraju, skąd te reklamujące lokale ulotki ze skąpo odzianymi paniami? Polska stała się Eldorado dla pań zza Buga szukających u nas szybkiego i łatwego zarobku.



Polityka stała się wielkim biznesem, ci którzy „umilają” nam życiem czerpią z tego tytułu korzyści finansowe, niemałe zresztą a i tak nie brak głosów że za mało zarabiają! Ci wszyscy którzy gardłowali na komunę zapewnili sobie socjal ( m.in. dopłaty do partii politycznych z budżetu) o którym partyjni towarzysze mogli jedynie pomarzyć.

[i]Najzabawniejsze jest to że do gardeł skaczą sobie ludzie którzy za komuny razem, zjednoczeni przeciwko tej komunie występowali. Dawni przyjaciele są dziś wrogami. Prezydent Lech Wałęsa, którego małżeństwo Gwiazdowie, Anna Walentynowicz gdy żyła, PiS węszący wszędzie spiski i kondominium… Doszło do tego że grupka awanturników plecie bzdury że obecny prezydent został wybrany przez nieporozumienie! Takich „wybitnych” polityków przyniosło nam doświadczyć. Wszyscy oni rozmontowali państwo, z armii uczynili nieliczną zbieraninę ludzi najemnych pracujących od- do… Polskiej bankowości w zasadzie nie ma, przemysłu także, polskie auta? Jesteśmy rynkiem zbytu dla wszelkiego chłamu, całkowicie uzależnieni. A politycy? Zadowoleni z siebie, radzi i szczęśliwi fotografujący się w towarzystwie papieża, biskupów, biznesmenów którzy robią wielkie interesy dzięki uprzejmości polityków. Mimo coraz gorszej sytuacji kraju oni będą trwać i pilnować tego stanu rzeczy, tym razem nie ma mowy o zmianie systemu i Okrągłym Stole. Nie mąci im spokoju myśl że w Polsce prawie dwa miliony dzieci żyje na skraju nędzy, że ponad połowy rodzin nie stać na wysłanie dziecka na wakacje poza miejscem zamieszkania. Izabela Jaruga- Nowacka powtarzała że Polska nie jest aż tak biednym krajem by dzieci były głodne. Nie martwią się tym zbytnio politycy którzy w sprawie walki z ubóstwem wszelkie narzędzia oddali w ręce Kościoła płacąc mu za to krocie. Ci sami politycy lobbujący na rzecz reform emerytalnych sami niekoniecznie będą mieli na starość niskie świadczenia. Czasem zastanawiam się dlaczego w Sejmie nie jest puszczany przez głośniki kawałek Maanamu w którym to Kora śpiewa :”Czuję się świetnie, ach jak wspaniale, ach jak przyjemnie”.

piątek, 3 czerwca 2011

Żelazny Ludwik

W oczach Ludwika pojawiły się łzy. Nie spodziewał się ataku na swoją osobę, a tu masz ci los. Stefan, wielki pyskacz, cynik nie mający szacunku do wodza, partii i jego pretorian ośmielił się nazwać jego, Ludwika, zwanego Żelaznym i trzecim bliźniakiem, człowiekiem marginalnym i groteskowym! Jego, jednego z wielu ateistów w jawiącej się jako konserwatywnej i katolickiej partii! Gdyby nie wielki wpływ Kościoła na politykę, PiS i prezesa raz dwa oskarżyłby tego paskudnego Stefana o obrazę swoich uczuć. Nie religijnych ale zawsze jakieś tam się posiada. Jak ten Stefan mógł nazwać chamem jego, wielkiego działacza Prawa i Sprawiedliwości który jako jeden z nielicznych wyrwał się spod kurateli prezesa, napyskował na niego a i tak wrócił w szeregi partii. Wybory za pasem a business is business… poza Sejmem nikt go nie będzie szanował, pamiętał i prosił o wywiady. O, jak tego Palikota! Bezsilnie słuchał audycji radiowej w której marszałek prawił:

-„To chamstwo jest, mało mnie obchodzi Ludwik Dorn. Nie mamy lepszych tematów, niż ten zupełnie marginalny i groteskowy człowiek. Wolność słowa? No generalnie dobrze. Dlaczego Dorn nie broni takiej wolności, żeby mówić do Jarosława Kaczyńskiego "ty matole"? Ludwik Dorn w swoich działaniach jest całkowicie niewiarygodny. Przy tym co on wcześniej mówił o stosunkach w PiS, a teraz sprzedaje się za marne miejsce na liście. Obrzydliwe .
To jest Polak patriota? To nieuk który zacytował zamiast Boya-Żeleńskiego trzecią część "Dziadów" Adama Mickiewicza. Tego nie wiedzieć? To jest szkolna książka”.

Ludwik westchnął ciężko, nikt prócz prezesa i jego ludzi zdawał się go nie rozumieć. A przecież program jest słuszny lecz nikt prócz słuchaczy Radia Maryja go nie rozumie! Pikieta pod kancelarią szefa rządu ma być reakcją na ukaranie kibiców Jagiellonii Białystok, którzy z trybun wznosili niepochlebne okrzyki pod adresem premiera Donalda Tuska, nazywając go m.in. "matołem". Z Białegostoku pochodzi Krzysio Jurgiel, ukochany minister ojca dyrektora gotów w każdej chwili podesłać mu służbową limuzynę . To cenzura i zabicie wolności słowa!
Czekaj no, już ja cię urządzę!
Wystukał znajomy numer, prezes odebrał po trzecim dzwonku. Ludwik nie zdążył otworzyć ust kiedy usłyszał:
- Ludwik, natychmiast meldujesz się u mnie. Jeszcze cię tu nie ma???
Popędził na złamanie karku do prezesa. Chwila niesubordynacji i prezes gotów go nie umieścić na listach wyborczych prawych i sprawiedliwych i co wtedy? Z czego będzie żył? Platforma go nie weźmie, w SLD go nie zechcą, zieloni rolnicy też nie dla niego. Nic innego jak obsypywać pochlebstwami prezesa, wychodzić z nowymi inicjatywami i nadskakiwać jego mamusi i siostrzenicy…

Zastukał do gabinetu prezesa, w pełnej pokory i szacunku postawie skłonił się szefowi. Ten zmierzył go wzrokiem , łaskawie zezwolił by usiadł po czym zaczął:
- Mam nadzieję że emocje już opadły po wywiadzie Stefana a ty Ludwiku będziesz kierował się wiernością ideom. Chcę byś w moim przyszłym rządzie piastował stanowisko wicepremiera bo jesteś mi bardzo potrzebny. Kiedyś nazywano cię trzecim bliźniakiem. Zasługi twe spowodować mogą że możesz zostać drugim. Przekonasz kiboli których nazywamy patriotami by poszli za nami wtedy moje słowo ciałem się stanie. Co zamierzasz z pikietą przed kancelarią Rudego?
Ludwik chrząknął, przetarł okulary które zaszły mgiełką.
-Napisałem bardzo ważny list prezesie, wierzę że adresaci dadzą się nabrać na jego treści:
Powstał i zaczął czytać:
-Zwracam się do Państwa, sprawdzonych i wiarygodnych bojowników o tę jedną z najwyższych ludzkich i konstytucyjnych wartości. Dowiedliście swojej determinacji, odwagi, moralnej integralności, kiedy broniliście wolności przed policyjnym państwem PiS, także i przede mną, wówczas ministrem właściwym ds. wewnętrznych....
-Cooo? Przed państwem policyjnym PiS?- prezesa aż poderwało. Gdyby był większy skoczyłby do gardła Ludwikowi który pozbawiony ochrony psa nie wydawał się groźny mimo swego wzrostu. Prezes zacisnął pięści. Ludwik struchlał:
- Prezesie, proszę o wyrozumiałość i opanowanie. Musiałem tak napisać by być nieco wiarygodny!
- Jeśli w twoim przypadku to w ogóle możliwe- burknął prezes. Wszystko się w nim gotowało. Jak on śmie, jakie państwo policyjne?
Ludwik niepewnie wycierał okulary. Teraz nie mgiełka ale ślina prezesa który parskał utrudniała mu swobodne patrzenie. Kontynuował czytanie:
-Gdy na jednej szali wagi jest wolność zagrożona przez agentów CBA, a na drugiej reklamówka z łapówką, Wasz moralny, nieomylny instynkt podpowiedział Wam, jak się zachować. Przecież ta nasza III Rzeczpospolita też wzięła się po trosze z reklamówki z dolarami przekazanej przez sowieckich towarzyszy przechodzącej trudną, bolesną drogę do wolności PZPR. Zawsze szliście z wolnością pod rękę, gdy trzeba ją wykręcając. Ale wiedzieliście, że to konieczne, że obrona wolności boli – także niekiedy ją samą.
Prezes słuchał zadowolony. O właśnie, tego mu było potrzeba! Towarzysze za moskiewskie srebrniki, jak mógł o tym zapomnieć! Jak znalazł przyda się na zbliżająca się rocznicę wyborów 4 czerwca!
- Przeczytaj mi to jeszcze raz Ludwik!- zażądał
-Służę panie prezesie:
-Gdy na jednej szali wagi jest wolność zagrożona przez agentów CBA, a na drugiej reklamówka z łapówką, Wasz moralny, nieomylny instynkt podpowiedział Wam, jak się zachować. Przecież ta nasza III Rzeczpospolita też wzięła się po trosze z reklamówki z dolarami przekazanej przez sowieckich towarzyszy przechodzącej trudną, bolesną drogę do wolności PZPR. Zawsze szliście z wolnością pod rękę, gdy trzeba ją wykręcając. Ale wiedzieliście, że to konieczne, że obrona wolności boli – także niekiedy ją samą.
Taaak, Ludwik znał się na rzeczy. Hmm… czyżby aż tak pomógł mu w politycznych gierkach rozbrat z partią?.. Nieee, to niemożliwe, ta przebiegła błyskotliwość narosła w nim dopiero po powrocie do PiS, pod kuratelę jego, prezesa, i ojca dyrektora! Słuchał dalszych wywodów Ludwika:
-„Dziś kibice, a może kibole, określili Prezesa Rady Ministrów, jako matoła, a Policja wymierzyła im mandaty karne uzasadniając to „lekceważeniem konstytucyjnych organów RP, poprzez wykrzykiwanie haseł z użyciem słów nieprzyzwoitych". I Wy, i ja musimy zatem postawić sobie pytanie: czy kibice ( a może kibole) Jagiellonii Białystok są Agentami Wolności. I wierzę, że nasza wspólna odpowiedź może być tylko jedna – SĄ, BOWIEM NIE BYŁO WŚRÓD NICH AGENTA TOMKA.

Skąd mógł być wśród nich Tomek, zastanowił się prezes, przecież on w piłkę grać nie potrafi, woli spędzać czas z tą redaktorką…
Ludwik ciągnął dalej :
-Zwracam się do Was o udział w Komitecie Honorowym PIKIETY W OBRONIE „MATOŁA", którą zamierzam zorganizować 3 czerwca br. pod Kancelarią Prezesa Ministrów. W tej sprawie do końca tego tygodnia złożę zawiadomienie do Pani Prezydent Warszawy. Zgodnie z ustawą o zgromadzeniach. Ja tę pikietę zorganizuję. Liczę na Wasz akces i Waszą obecność 3 czerwca. Obrońmy razem matoła!
-Brawo Ludwik, tak trzymaj! Widzę cię na czele listy wyborczej, miejsce w rządzie masz zapewnione. Wiążą się z tym apanaże, nagrody, szacunek wyborców, pielgrzymki do Torunia by na kolanach okazywać zrozumienie ojcowi dyrektorowi i moja przyjaźń. Kogo zaprosiłeś na demonstrację?
- Adama Michnika, Daniela Passenta, Grzegorza Miecugowa, Andrzeja Wajdę, Ireneusza Krzemińskiego, Tomasza Lisa, Monikę Olejnik, Magdalenę Środę i Daniela Olbrychskiego …
-Ludzie układu- prezes zacisnął szczęki.
… i kiboli których na potrzeby kampanii wyborczej nazywamy patriotami panie prezesie.
Zamówiłem tez trochę szyldów na pikietę. Oczywiście gdy dojdziemy już do władzy takie demonstracje nie będą miały miejsca. W prawym i sprawiedliwym państwie premiera można kochać i uwielbiać!
Prezes popatrzył na Ludwika; wiązał z nim wielkie plany. Kiedy odejdzie na zasłużony odpoczynek po dwóch kadencjach prezydenta Polski namaści Ludwika na swego następcę.

czwartek, 2 czerwca 2011

Woronicza tonie

Może być zabawnie: Komisja Europejska kwestionuje obowiązujący w Polsce abonament RTV. System finansowania Telewizji Polskiej jest niezgodny z obowiązującym unijnym prawem. Opinia KE trafiły już do władz polskich i do KRRiTV. Do sierpnia strona polska musi złożyć stosowne wyjaśnienia co łatwe nie będzie: zbliża się sezon urlopowy a taki czas nie sprzyja szybkości w rozpatrywaniu monitów, polscy urzędnicy są niezwykle „zapracowani”.

Funkcjonowanie mediów publicznych w Polsce narażone jest na wiele zmian uzależnionych od sytuacji politycznej. Przyjęta pospiesznie Ustawa o przekształceniach i zmianach w podziale zadań i kompetencji organów państwowych właściwych w sprawach łączności, radiofonii i telewizji (Dz.U. z 2005 r., nr 267 poz. 2258), podpisana w dniu 29 grudnia 2005 roku przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – zmieniła dotychczasowy system. Media publiczne, poprzez realizacje zapisów tej ustawy, zaczęły stopniowo realizować politykę zwycięskiej siły politycznej . Blady strach padł na polityków, zadowolonych z siebie dyrektorów, szefów komórek w gmachu na Woronicza i wszystkich tych którzy mieli- i nadal mają- „znakomite” pomysły na uzdrowienie sytuacji w TVP. Od wymiany doświadczonej kadry, dziennikarzy z pasją, po próby doliczania abonamentu do rachunków za prąd, po zapraszanie do dyskusji w mediach bądź zatrudnianie dziennikarzy o poglądach radiomaryjnych i skrajnie prawicowych. To grono mędrców zapomina o jednym, jedynym i podstawowym argumencie który przekonuje widza od oglądania TV: o ofercie programowej. Ta z roku na rok jest coraz bardziej mizerna i kogo zadowala? Kilka tygodni temu Cezary Krysztopa z rozrzewnieniem wspominał dawne programy, ich autorów. Lata temu zniknęły z ekranów TV. Widzowie płacą abonament nie za oglądania określonych programów ale za samo posiadanie odbiornika…. Polskie prawodawstwo zbyt ogólnie definiuje pojęcie tej daniny publicznej, co staje się przyczyną wielu napięć. Nie znowelizowano prawa w zakresie dokładnego określenia w jaki sposób nadawcy wykorzystują środki publiczne. I to nie podoba się KE która żąda od Polski wyjaśnienia i dostosowania prawa obowiązującego w Unii. To efekt skargi m.in. TVN która trafiła do KE na początku 2008 roku. Czytamy w niej m.in. :” Mamy do czynienia z naruszeniem - wbrew interesowi publicznemu - zasad konkurencji na rynku telewizyjnym, skutkującym nieuzasadnionym osłabieniem pozycji rynkowej nadawców prywatnych względem TVP. Definicja "misji publicznej" w polskich przepisach jest nieprecyzyjna, a brak należytej precyzji prowadzi też do sytuacji, w której TVP może zaliczać do misji publicznej i finansować z abonamentu także działalność o stricte komercyjnym charakterze . Realizacja misji publicznej przez TVP nie jest właściwie monitorowana, ponieważ Rady Programowe TVP mają wyłącznie charakter doradczy, a ich uchwały nie mają mocy wiążącej . Oceny realizacji misji nie dokonuje też KRRiT, której doroczne sprawozdania ograniczają się do przytoczenia danych statystycznych pokazujących liczby godzin emisji audycji określonego rodzaju. Telewizja publiczna finansowana jest z abonamentu w sposób nieproporcjonalny do realizowanej misji, a winne są temu stosowane w TVP zasady rachunkowości. Po pierwsze, pozwalają na bezprawne przenoszenie na kolejne lata nadmiernych środków przekazanych TVP, które powinny podlegać zwrotowi do Skarbu Państwa. Po drugie, z uwagi na wadliwość tych zasad mogą prowadzić do finansowania z abonamentu strat wynikających z działalności komercyjnej. Według wyliczeń ekspertów, w latach 2000-2006 TVP otrzymała w ten sposób ponad 600 milionów złotych, które w świetle przepisów unijnych należy uznać za niedozwoloną pomoc publiczną .
Komisja Europejska nie została powiadomiona o wprowadzeniu nowych zasad pomocy publicznej dla telewizji, pomimo że od wejścia w życie Umowy Stowarzyszeniowej - co nastąpiło 10 grudnia 1994 r. - zasady korzystania przez TVP z funduszy abonamentowych były zmieniane w istotny sposób.
Przez to Komisja Europejska została pozbawiona możliwości analizy wpływu tych zmian na konkurencję na polskim i europejskim rynku telewizyjnym. Niedozwolona jest też możliwość nieodpłatnego korzystania przez TVP z Archiwum Programowego i dyskryminowanie w dostępie do tego archiwum nadawców prywatnych". Prócz mediów ojca dyrektora oczywiście…
I tu jest pies pogrzebany. Chodzi o pieniądze jak zwykle, dlaczego jednak te mają trafić jedynie do TVP?

Jeśli Polska nie zmieni przepisów, Bruksela może nakazać TVP zwrot pieniędzy z abonamentu! Komisja Europejska może bowiem uznać, że jest to niedozwolona pomoc publiczna.

A czym ma się charakteryzować misja mediów publicznych? Otóż ma ona obowiązek oferowania programów dla wszystkich według zainteresowań i gustów odbiorców, troski o mniejszości, troski o tożsamość i wspólnotę narodową, utrzymywania radiofonii niezależnej od rządu i interesów grupowych, uzyskiwania części środków z funduszy publicznych (nie tylko z reklam), popierania wolności nadawania. Ile jest realizowanych z tych punktów? Od dawna nie oglądam TV, nie ma tym nic ciekawego. No, poza ostatnim finałem Ligi Mistrzów… Misja TVP zawarta została w 1994 roku uchwale Zarządu TVP S.A. pt. „Misja Telewizji Polskiej S.A. jako nadawcy publicznego” (uchwała nr 118 z dnia 27 października 1994). Obowiązuje też coś takiego jak „Zasady realizowania przez Telewizję Polską S.A. misji publicznej” (uchwała nr 108 z dnia 29 marca 2005). W dokumencie w dokumencie znajdujemy odwołania do systemu publicznej radiofonii i telewizji, znaczeniu realizacji misji w demokratycznym państwie prawa. Autorzy dużo piszą o obowiązkach kształtowania wzorców osobowych, postaw społecznych i obywatelskich, roli mediów publicznych w kreowaniu kultury „w obszarze języka polskiego”. Następuje odwołanie do traktowania tego nadawcy jako dobra publicznego.

Oferta programowa nie trafia do mnie, nie jestem fanem wenezuelskich telenowel, amerykańskich tasiemców. Rzut oka na niedzielny program TVP:
Godzina 7:00 : Transmisja mszy z sanktuarium w Łagiewnikach. Przed laty katolicki ksiądz powtarzał dziatwie na tzw. „nauczkach” że msza oglądana w TV bądź słuchana w radio nie liczy się…
Godzina 11:50 : Miedzy ziemią a niebem. Brak rozrywki dla ateistów czy antyklerykałów nie dziwi. Dlaczego? Wystarczy przejrzeć ustawę o Radiofonii i Telewizji. Audycje nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. Co to jest ów moralność i dobro społeczne, ukrywanie przed widzem twierdzy ks. Natanka który obłożył klątwą TVN24 ośmieszając się do cna? Ha, audycje powinny szanować uczucia religijne odbiorców, a zwłaszcza respektować chrześcijański system wartości… Tak więc media mogą głosić jedynie to, co nie godzi w chrześcijaństwo - a dokładnie w to, co głosi Kościół, bo tutaj on decyduje o "chrześcijańskich wartościach". Widzieliście kiedyś np. w TVP program przedstawiający złe strony JP2., promujący lub choćby neutralnie opisujący poglądy antyklerykalne? Nie musicie oglądać TRWAM - oglądając również "neutralne" i "niekatolickie" stacje, będziecie oglądać stację chrześcijańską czy to się wam podoba czy nie! Telewizja publiczna jest odgórnie nastawiona na "jedyną słuszną" doktrynę, to jeszcze ma obowiązkowo za swoje pieniądze produkować programy tylko dla katolików… No i dlaczego wszystkim członków KRRiTV utrzymuje budżet, wszelkie koszty działalności Krajowej Rady i Biura Krajowej Rady są pokrywane z budżetu państwa. Może niech utrzymuje ich TVP? Może w końcu podejmujący decyzje na Woronicza zrozumieją ze pora wziąć się do roboty? Jedna decyzja już zapadła: rozmodlony Wojciech Cejrowski spakował manatki i czmychnął z tonącego okrętu na Woronicza do bezpiecznego na Wiertniczej…