czwartek, 20 kwietnia 2017

Wacław Berczyński porzuca komisję Macierewicza

Stało się to o czym skowronki ćwierkały od pewnego czasu: Wacław Berczyński zrezygnował z przewodniczenia komisji ds. katastrofy smoleńskiej, złożył dymisję na ręce szefa MON, Antoniego Macierewicza i dymisja została przyjęta. Nie zamierzam przypominać całego życiorysu pana Berczyńskiego bo to nie jest miejsce na takie historie, przypomnę tylko, że człowiek ten wszędzie był przedstawiany przez Antoniego Macierewicza jako wysokiej klasy specjalista ds. wyjaśniania katastrof lotniczych. Tyle że to taka prawda jak ta, że Krystyna Pawłowicz ma szanse na tytuł Miss World 2016 a Anna Sobecka będzie miała okładkę w amerykańskiej edycji „Playboya”.

Oficjalny życiorys Berczyńskiego podawany do wiadomości przez niego samego i przez MON wnikliwi prześwietlili na wskroś i znaleźli niedomówienia, przeinaczenia, ubarwienia i przemilczenia. Ktoś taki w sam raz nadawał się na szefa podkomisji smoleńskiej przy MON będącej kontynuatorką parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej z 2010 roku. Obie komórki nie zauważyły, że katastrofę w szczegółach wyjaśnił zespół Jerzego Millera, ale kogo to obchodzi pośród wyznawców religii smoleńskiej? Pan Berczyński i jego komisja robili to, co do nich należało: przeinaczali, ubarwiali i przeprowadzali eksperymenty. Jak ten z blaszakiem o namalowanych oknach- coś takiego miało imitować samolot.

Wacław Berczyński i w ostatnim czasie bardzo poczuł się mocny. Na tyle mocny, że w jednym w wywiadów pochwalił się, że kontrakt na dostawę śmigłowców Caracal został zerwany przez stronę polską z jego inicjatywy. I z tą sprawą zainteresowani dymisją do niedawna jednego z ulubieńców Antoniego Macierewicza wiążą jego dymisję. Moim zdaniem profesor wykorzystał doskonałą okazję: za głośno zrobiło się wokół jego osoby, więc postanowił zrzucić z siebie odpowiedzialność i konsekwencje z przewodnictwa komisji Macierewicza. Profesor nie jest głupi, nie jest idiotą jakim przedstawiają go media czy politycy, ale on sam zrozumiał, że nie ma już ochoty i sił robić z siebie idioty przy coraz to nowych teoriach na temat katastrofy smoleńskiej. Antoni Macierewicz narzucił komisji swoją narrację obowiązującą w środowisku PiS: w Smoleńsku był zamach i wszyscy muszą w to uwierzyć. Jeśli komuś wydawało się, że jest to łatwe zadanie musi pozbyć się złudzeń: niecałe 7% Polaków wierzy, że prezydencki Tupolew padł ofiarą zamachu. Siedem procent!

 Kto pokieruje pracami komisji? Kpiarz ze mnie, ale nie pokuszę się o typowanie następcy profesora Berczyńskiego. Niejaki Bartłomiej Misiewicz rzekomo pozostaje bez zajęcia, więc…

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

 

1 komentarz:

  1. Niestety, nie porzuca komisji. A. Macierewicz stwierdził, że będzie dalej w niej. Oczywiście tylko członkiem. Chyba takim jak reszta. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń