piątek, 29 listopada 2013

Polska korupcją stoi?

Korupcja jest jak kryzys: wszyscy o tym mówią, piszą, wiedzą, że gdzieś jest, ale gdzie? Swego czasu wpadł mi w ręce pewien sondaż, z którego wynika, że najmniejszym zaufaniem wyborców cieszą się politycy podejrzani o udział w aferze korupcyjnej oraz ci, którzy mówią publicznie kłamstwa. Z drugą tezą można polemizować, patrząc na sondaże wyborcze PiS, partii, której prezes myli pojęcia, fakty i dane.

Korupcja nie, kłamstwa tak? Nie, taki osąd jest błędny, prawda jest inna, banalnie prosta, smutna i śmieszna zarazem: wyborcy są w stanie przymknąć oko na „wyczyny” partii i polityków, na których głosowali. Każdy ma szansę, powtarzają. I dają ją: jedną, drugą, dziesiątą.

W ubiegłym roku urzędnicy przyjęli od Polaków łapówki w wysokości ok. 16 milionów złotych. Dużo to, czy mało? Dużo, biorąc pod uwagę fakt, że w 2011 łapówek tych było „tylko” 6,4 mln. Na gorącym uczynku przyłapano 10 805 osób, o blisko 1,4 tys. mniej niż w 2011r. I co się dzieje? 83% Polaków uważa, że korupcja w naszym kraju to duży problem. Jesteśmy zdania, że korupcja występuje najczęściej wśród polityków (działaczy partyjnych, radnych, parlamentarzystów - 62 proc. badanych) oraz w ochronie zdrowia (53 proc.).

Za najbardziej rozpowszechnione zachowania korupcyjne w środowisku polityków i wysokich urzędników państwowych badani uważają: nepotyzm (90 proc.) i kumoterstwo (80 proc.), a w dalszej kolejności: uleganie nieuczciwemu lobbingowi (77 proc.), przekupstwo (76 proc.) i wykorzystywanie pieniędzy publicznych na rzecz swojej partii (76 proc.).

61 proc. społeczeństwa krytycznie ocenia walkę rządu z korupcją. Zdecydowana mniejszość, bo zaledwie 26 proc. badanych jest zdania, że rząd radzi sobie z tym problemem. Ta mniejszość to żelazny elektorat PO, podpowiada ktoś z boku. Może.

Winni korupcji wskazani: politycy i urzędnicy państwowi są otwarci na propozycje… Polak- wyborca pomści, ponarzeka, poprzeklina, po czym uda się do urny wyborczej i odda głos na tych właśnie, na których wcześniej wieszał psy. W tej kwestii nic nie ulega zmianie! Wyborcy PiS szybko zapomnieli o próbie politycznego przekupstwa Renaty Beger przez Adama Lipińskiego. Jak zakończyła się ta historia, wiemy wszyscy: Lipiński po dziś dzień jest prominentnym politykiem, po Beger śladu dziś nie ma. Człowiek imający się politycznej korupcji, nie ponoszący za swój czyn konsekwencji otrzymuje czytelny sygnał, że powinien w dalszym ciągu grać nieczysto. Kombinatorzy, cwaniacy, wszelkiej maści szemrani biznesmeni potrafią nie tylko dostrzec korzyści płynące z korupcji, ale i odpowiednio je wykorzystać. Dlaczego kwitnie korupcja, co powoduje, że biznesmeni gotowi są ryzykować, by dać w łapę? Może pora zmienić ustawę o zamówieniach publicznych, zmienić sposoby odbywania się przetargów? Politycy, którzy mają gęby pełne frazesów o walce z korupcją, ciskający oskarżenia pod adresem przeciwników, mają pole do popisu: proszę bardzo, macie okazję się wykazać, zademonstrować rozwiązania, pokazać, że rzeczywiście wam zależy na wyeliminowaniu raka korupcji. Tylko czy takiego Kaczyńskiego to obchodzi? On i jego ferajna chwalą się dokonaniami CBA z czasów, kiedy bałaganił tam Mariusz Kamiński. Żałosne efekty poczynań tego jegomościa widać do dzisiaj. Sposób Kaczyńskiego na korupcję: Tusk i PO musi odejść, a korupcja odejdzie razem z nimi, to populizm do potęgi n-tej! Tymczasem premier konsekwentnie dziękował za współpracę Drzewieckiemu, Chlebowskiemu, czy ostatnio gen. Skrzypczakowi. Wszystkich ich łączy podejrzenie korupcji w tle. Z kolei Janusz Palikot kreśli jakieś wizje nowej służby specjalnej; komu i czemu ma ona służyć, czyje zadania dublować. Za mało mamy tych służb?

"W Polsce nie było porządnej politycznej afery korupcyjnej. Była afera Rywina. Ale nie mamy czegoś takiego jak w Czechach, na Słowenii czy w Chorwacji, gdzie aresztuje się i skazuje polityków z czołówek gazet" – uważa dr Grzegorz Makowski z Fundacji Batorego. 
Oczami wyobraźni widzę, jak służby prowadzą zakutego w kajdany ministra A., w towarzystwie wysokiego urzędnika B. Marzenie ściętej głowy! Rekiny polityki, święte krowy są nietykalne, ale jeśli tłum żąda głów, rzuci się im kilka płotek na pożarcie. Tak jak rzuciło się Rywina.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

środa, 27 listopada 2013

Kto zapłaci za szkody z 11 listopada?

11 tysięcy dolarów. Na taką sumę rosyjska ambasada oszacowała starty wyrządzone przez chuliganów, tzw. „patriotów” , w trakcie obchodów Święta Niepodległości. Dlaczego w dolarach, a nie w euro, lub złotówkach? Rubli dawajcie! 11 tysięcy na 11 listopada. Dwa razy jedenaście; nowe hasło ulicznych chuliganów?

Śladu nie ma po „patriotach” demolujących Warszawę 11 listopada, ale można zapoznać się z ich wyczynami przy okazji meczów piłkarskich, jak to miało miejsce podczas spotkania Zawiszy Bydgoszcz z Widzewem Łódź. Minister Bartłomiej Sienkiewicz i w tym wypadku okazuje niemoc i bezradność: wystarczy symbol falangi, biało- czerwona flaga, klerykalne hasło o Bogu i honorze i ma klapki na oczach. Widać wychodzi z założenia, że polska, „patriotyczna” młodzież musi się gdzieś wyszumieć, wyszaleć i z czasem jej przejdzie. Kto będzie płacił za szkody przez nią wyrządzone- to już słodka tajemnica premiera, rządu, oraz ministra. Widać to przy okazji wystawionego przez Rosjan rachunku za zniszczenia : MSZ odsyła Rosjan do stołecznego Ratusza, prezydent Warszawy wskazuje na organizatorów marszu a ci kpią sobie w żywe oczy z nieudolnej władzy, nie potrafiącej stać na straży prawa. Szefowie demoludów nie zamierzają za nic płacić, bo… zniszczeń dokonano po zdelegalizowaniu marszu! Co innego, gdyby miało to miejsce w jego trakcie, sugeruje między wierszami niejaki Tumanowicz. Tak, tak, syn TEGO Tumanowicza, który podczas stanu wojennego prowadził „Dziennik Telewizyjny” w mundurze żołnierza LWP.Chciałbym przypomnieć, że 12 listopada rosyjski MSZ wezwał na rozmowę ambasadora RP w Moskwie, przekazał mu żądanie oficjalnych przeprosin, naprawienia szkód i lepszego dbania bezpieczeństwo o rosyjskiej placówki dyplomatycznej.

Proste problemy wymagają prostych recept. Tatuś Tumanowicza na pewno nie zapłaci, nie ma co liczyć, że należność zostanie ściągnięta od sprawcy podpalenia buski wartowniczej, bo to wyborca PiS, goły, bosy i bidny, za którego los, biedę odpowiada- a jakże!- jak zawsze premier Tusk. Nie zapłaci ani Adolf…, pardon, Artur Zawisza, nie zapłaci obiekt westchnień gejów, Bosak, nie zapłaci mimoza o wyglądzie onanisty, Winnicki. Nie sądzę, by ich sponsor, Kobylański, sypnął grosiwem. Nie ma sprawy! W przyszłym roku brunatni katoprawicowcy również będą chcieli demolować Warszawę pod płaszczykiem patriotycznych obchodów. Ratusz jak najszybciej powinien dać do zrozumienia, że nie będzie mowy o żadnym marszu, dopóki rachunek wystawiony przez rosyjską ambasadę nie zostanie przez brunatnych uregulowany. Jeśli nie, to brunatni mogą sobie obchodzić: toj toje dookoła.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kogo czaruje Leszek Miller?

Projekt SLD o zakazie agitacji wyborczej w kościołach wywołał oburzenie klerykałów. Nawet wśród biskupów niepokój wzbudziło głosowanie, w którym Sejm nie poparł wniosku o odrzucenie projektu SLD. Za odrzuceniem projektu głosowało 203 posłów (z PiS, PSL, Solidarnej Polski, posłowie niezrzeszeni, oraz Twojego Ruchu (jedynie poseł Roman Kotliński z TR był przeciw), 236 było przeciw odrzuceniu (głównie z PO i SLD), a 4 (z PO, PSL i SLD) wstrzymało się od głosu. W związku z odrzuceniem wniosku, projekt został skierowany do komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach.

Biskupi poczuli się zaniepokojeni, toteż pouczyli, że Kościół ma prawo wypowiadać się na tematy społeczne. Kościół, jego funkcjonariusze, może i powinni mieć prawo, ale co znaczą politycy katoprawicy czytający z kartki w katolickich kościołach podczas mszy, robią tam za ministrantów? Mleko się wylało, gdy okazało się, że podczas ostatniego spotkania Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, niekonstytucyjnego tworu, strona kościelna otrzymała do zaopiniowania projekt posłów SLD. Strona rządowa była na tyle miła, że uprzejmie zagadnęła, co z tym fantem zrobić? Odrzucić!- zdanie biskupów było jednoznaczne, których aż skręcało ze złości, że posłowie lewicy ośmielili się napisać, że Kościół katolicki zbyt dominuje w Polsce. Szef KEP, biskup Polak, nagle przypomniał sobie, że istnieje coś takiego, jak Konstytucja RP! Duchowny stwierdził, że skoro w Konstytucji jest mowa o bezstronności państwa w stosunku do Kościoła, to powinno się szanować autonomię Kościoła. O autonomii państwa polskiego już biskup nie mówi... Autonomia oznacza przede wszystkim niezależność finansową i własne prawo. Kościół jest od państwa polskiego finansowo zależny i podlega polskiemu prawu! Skoro o tym mowa ,o autonomii i niezależności, wypadałoby, by biskupi zapoznali się z treścią Konstytucji od a do zet i wyciągnęli wnioski, jak otaczająca nas rzeczywistość ma się do martwych zapisów Ustawy Zasadniczej? O łamaniu Konstytucji przez instytucję Kościoła, hierarchów już nie będę wspominał, bo to temat rzeka. Druga sprawa: skoro państwo jest neutralne światopoglądowo, to należy zlikwidować ustawę z czasów PRL o stosunku państwa do Kościoła, bo na pewno nie sprzyja ona neutralności światopoglądowej państwa polskiego.

Zakazać agitacji w kościołach? Lepiej późno, niż później. Ciśnie mi się jednak na suta pytanie, dlaczego projekt SLD ujrzał światło dzienne dopiero teraz, kiedy partia jest mało znaczącą siłą w Sejmie, dlaczego nie postulował zmian Leszek Miller, kiedy był premierem? Projekt SLD jest zwykłym populizmem, puszczeniem oka do elektoratu Twojego Ruchu, antyklerykalnych wyborców. Populizmem światopoglądowym, o który jest oskarżany Janusz Palikot. To nie Palikot, to Leszek Miller stwierdził, że Unia Europejska warta jest mszy. Zdania nie zmienił do dzisiaj.
 

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 


piątek, 22 listopada 2013

Bydgoszcz ukrzyżować!

Mieszkańcy Bydgoszczy ochłonęli już po niedawnym kabaretowym, katoprawicoym zjeździe ministrantów z PiS i polityków w sutannach, a już szykuje im się kolejną zabawę, z krzyżem w tle. Otóż jeden z radnych PiS, niejaki Pastuszewski, nie potrafiący pogodzić się z faktem, że rektor UKW w Bydgoszczy kazał zdjąć krzyże ze ścian w sali senatu i swojego gabinetu, powrócił do idiotycznego pomysłu, by herb miasta Bydgoszcz „ubogacić” krzyżem. Katolickim oczywiście. Poza tym wszyscy zdrowi. Bydgoski radny wsławił się tym, że w 2009 roku usiłował wysłać list do papieża Benedykta XVI ze skargą na biskupa Jana Tyrawę, jakoby ten kontynuował niechlubne tradycje komunistyczne, bo nie chciał odbudować kościoła na działce należącej do kurii biskupiej, lecz opylić ją miastu.

Pomysł radnego nie jest nowy, politycy nieboszczki AWS przed laty usiłowali poza plecami mieszkańców Bydgoszczy wpleść krzyż w miejski herb, ale zabrakło im czasu. Polacy pokazali klerykałom, podnóżkom kleru figę z makiem w wyborach i temat upadł w zarodku. Katoprawica nie byłaby jednak sobą, gdyby nie kontynuowała głupich pomysłów poprzedników. Nowym- starym pomysłem zachwycił się radiomaryjny polityk, poseł PiS, Bartosz Kownacki, który oznajmił, że jest wielkim zwolennikiem krzyża w przestrzeni publicznej, zatem w herbie miasta Bydgoszczy MUSI znaleźć się takie miejsce! Politycy PiS usiłują już manipulować faktami, jakoby krzyż w herbie byłby powrotem do tradycji. W ich ocenie krzyża w herbie nie było, ale… taki herb widnieje w dawnych, niemieckich dokumentach! Zabawne: przeszkadza tym klerykałom niemiecki dziadek premiera Tuska, a fascynują niemieckie dokumenty, opatrzone krzyżem?

Bez fetysza, jakim jest katolicki krzyż, parapolitycy z partii Jarosława Kaczyńskiego żyć chyba nie potrafią. Mam dla tych osób nich sugestię, by zamiast na siłę wciskać krzyż katolicki w świecki herb, upstrzyli krzyżami swoje domy, mieszkania, samochody, wszystko! Dlaczego na ubraniach klerykałowie nie noszą krzyży, dlaczego swoich listów, interpelacji, zapytań nie parafują katolickim krzyżem, dlaczego symbolu religii katolickiej nie umieszczają na swoich wizytówkach i pieczątkach? Wstydzą się go ci „prześladowani” obłudnicy? Bo watykańska korporacja wystawi za duży rachunek do zapłaty za używanie swego symbolu? W polskim Sejmie od 1997 roku wisi krzyż, kolejne rządy płacą Kościołowi miliardy za nic. A może nie za nic, lecz za prawo do eksponowania watykańskiego symbolu na Wiejskiej?

Deficyt miejskich, bydgoskich finansów wynosi ponad 100 mln. złotych, dług miasta w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrósł o 8%. Szacuje się, zadłużenie miasta na koniec roku wyniesie ponad miliard złotych. Nieważne, biednie, czy bogato- ważne, by było po katolicku!

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

środa, 20 listopada 2013

Poseł-Polak-katolik

Poseł PiS, Łukasz Zbonikowski, wywołał wesołość, kiedy oznajmił na radiomaryjnym spędzie, że posłowie Twojego Ruchu usiłują sprowadzić debatę publiczną do rynsztoka. Zbonikowski jednocześnie szybciutko dodał, że nie można zamiatać tego, co posłowie Janusza Palikota mówią, pod dywan.

Zastanawiam się, czy brednie posła są efektem tzw. pomroczności jasnej? Kilka lat temu politycy PiS, Zbonikowski i Karski, bawiąc na Cyprze urządzili sobie pijacki rajd wózkami golfowymi. Jeden zakończył jazdę na ścianie hotelu, drugi na falochronie. Skutki wypadku widać gołym okiem do dzisiaj… Jeszcze wcześniej, w 1999 roku Zbonikowski, wówczas radny Włocławka z ramienia AWS, został zatrzymany do rutynowej kontroli przez policję: badanie alkomatem wykazało, że trzeźwy nie był. Utrata prawa jazdy na siedem miesięcy i grzywna w wysokości ok. 500 złotych niczego radiomaryjnego nie nauczyły. By było śmieszniej: w tym roku dewota z PiS usiłował wyłudzić odszkodowanie od państwa za kontuzję, jaką odniósł tuż przed piłkarskim turniejem z udziałem zagranicznych parlamentarzystów. Twierdził, że 7 tys. złotych odszkodowania mu się należy, bo… wykonywał obowiązki poselskie!  Poseł wszystkiego się wyparł, łkał, że prasa wszystko przekręciła, przeinaczyła i zmyśliła.

Zbonikowski doskonale wie, że prawdy, którą wyciągają na forum publiczne posłowie TR pod dywan zamieść się już nie da: za dużo tam się kryje katolickich, kościelnych, katoprawicowych świństw, draństw i tajemnic, który wychodzą na światło dzienne. Rynsztok? Tak. Rynsztok się już przelewa! I z tego powodu  histeria dopada prawicę: polityków, kler i tzw. „niepokornych” dziennikarzy, którzy dostają szału, kiedy posłowie TR mówią odważnie o ciemnych sprawach Kościoła, piętnując biskupów i pomniejszy kler, wytykając ich pazerność, chciwość, niesłuszne przywileje, ingerencję w wewnętrzne spawy kraju. Tak, panie Zbonikowski! Rynsztoku nie ma w słownictwie posłów TR. Rynsztok jest pod dywanem, chowany przed oczami Polaków, skrywany przed nimi, by żyli w błogiej nieświadomości, poddawani katolickiemu praniu mózgu, by klerowi żyło się lepiej, a Polakom gorzej. Tego rynsztoku broni katoprawica, tej starannie skrywanej , niemiłej dla Kościoła wiedzy, gromadzonej przez długie lata, a którą na światło dzienne zaczęli wydobywać posłowie od Palikota. Cieszy mnie, że takiej paniki, histerii graniczącej ze strachem dostaje katooszołomskie towarzystwo, bredząc o „ataku na Kościół” kiedy rzeczowe, logiczne, mądre argumenty antyklerykałów powodują w Polsce światopoglądowe zmiany. Ile potrzeba było czasu na takie zmiany? Raptem dwa lata!

Rynsztok? Tak. Rynsztok miał miejsce w Bydgoszczy, podczas kabaretowego kongresu, na którym uczestniczył m.in. poseł Zbornikowski. Stek bzdur, bredni, manipulacji i kłamstw, jakie tam publicznie wygłoszono, chyba przebił wszystko. Mnie to nie dziwi, w końcu to politycy PiS i ich zwolennicy specjalizują się w rozmowach o pokazywaniu ptaszka, prezydencie Komoruskim, cieszą się ze spalenia „pedalskiej” tęczy, a swoim przeciwnikom mówią won, jak zrobił to ostatnio Ekwadorczyk Cejrowski. Ot, Polacy katolicy. Katoprawica. Katooszołomstwo.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Zrób kabaret, czyli "Stop ateizacji" w Bydgoszczy

Nie lada rozrywki doświadczyli bydgoszczanie. Wesołość trwa do dzisiaj, mieszkańcy miasta mieli niezły ubaw, kiedy w sobotę rozpoczął się pierwszy Kujawsko-Pomorski Kongres Katolików. Hasło przewodnie pseudoreligijnego kabaretu, jakże by inaczej, to „Stop ateizacji”. Precz z komuną, Balcerowicz musi odejść, raz sierpem, raz młotem już się przejadły. Dziś na topie jest hasło nawołujące do walki z ateizacją.

Kto ateizuje, jakie instytucje, urzędy, szkoły, politycy zrzeszenia czy organizacje, wie z pewnością organizator, poseł PiS, Bartosz Kownacki. To taki pan, który pomylił służbę społeczeństwu z wysługiwaniem się klerowi katolickiemu. Absolwent krakowskiego uniwersytetu noszącego imię błogosławionego Karola, były członek ROP, komisji weryfikacyjnej WSI, kancelarii prezydenta Kaczyńskiego został wybrany do Sejmu przez nieco ponad 7 tys. wyborców. Poseł zasiada w sejmowej Komisji Obrony Narodowej (sic!), oczkiem w głowie jest dla niego inna komisja, ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Bo pan poseł uważa, że katolicy w Polsce są strasznie dyskryminowani! Tak tak, to nie żart! Tylko w dyskryminowanej Polsce katolicki poseł cieszy się publicznie, że płonie pedalska tęcza podpalona przez „patriotów”. Tym posłem był właśnie Bartosz Kownacki.

Poseł chełpił się, że Bydgoszcz został wybrany na miejsce kongresu nieprzypadkowo. Rzeczywiście,  w tym mieście biuro poselskie posiada katoprawicowy polityk, taki mały zbieg okoliczności. W ubiegłym roku bezskutecznie poszukiwały posła lokalne media, po przejściu do Solidarnej Polski Kownacki jakby zapadł się pod ziemię. Krążą słuchy, że już wtedy negocjował powrót do PiS, kiedy poznał tajemnicy partii Ziobry… No i… raptem 40 kilometrów drogi do Torunia! Mam mocne podejrzenie graniczące z pewnością, że po imprezie poseł pośpieszył na audiencję do ojczulka Rydzyka, pochwalić się swoim dziełem. Jeśli nie oleje go toruński biznesmen, jak zrobił to bydgoski biskup, Tyrawa, który miał ważniejsze sprawy, niż jakiś tam operetkowy kongres. Pan biskup odpoczywał po trudach spotkania Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, na którym jak zwykle omawiano, skąd wyrwać gruby szmal dla Kościoła. Wstyd, że katooszołomski poseł tego nie wiedział i ośmielił się zakłócać mir bydgoskiego pana i władcy!

Dla kogo był ten pesudokongres? Kownacki oznajmił, że wszyscy normalni ludzie, którzy nie będą obawiali się bronić swoich praw, przychodzą na takie spotkania. Katooszołom sugeruje, że bydgoszczanie, którzy nie odwiedzili tego cyrku, nie są normalnymi ludźmi! Ufam, że nie zapomną słów posła i dadzą tego dowód przy urnach wyborczych. Dotarł ks. Oko, racząc zgromadzonych tak idiotyczną paplaniną, że pozazdrościliby mu chyba i lokatorzy wariatkowa. Stawiać znak równości między tolerancją i totalitaryzmem niewielu jest w stanie, łgać, że za marksizm, stalinizm, maoizm, nazizm odpowiadają ateiści już tylko ksiądz katolicki potrafi… Parafianka Anna Sobecka, nakręcona podczas mszy przez biskupa Meringa, brylowała na kongresie, plotąc farmazony, jakich próżno szukać nawet w Nonsenspedii. Wypatrzono też Małgorzatę Sadurską, Andrzeja Jaworskiego i Łukasza Zbonikowskiego, samozwańczych sejmowych inkwizytorów, którzy miewają bezsenne noce, kiedy tak strasznie prześladuje się w Polsce katolików.

Śpieszę z garścią pomysłów, w jaki sposób zakończono by prześladowanie katolików w Polsce:

-poczęcie dziecka przez katolickich, przyszłych rodziców, powinno odbywać się w obecności księdza, który dbałby, czy akt miłosny odbywa się w zgodzie z prawem naturalnym 
 będąca w połogu katoliczka w obecności kapelana szpitalnego odmawia różaniec, słucha tylko Radia Maryja i ogląda TV Trwam
-nowo narodzonego katolika w pierwszej kolejności ogląda kapelan, by ocenić, czy nie narodziło się dziecię mające predyspozycje do uwodzenia księży, niesłusznie nazywanych pedofilami
-chrzczone dziecko płci męskiej może przyjąć imię: Karol, Stanisław, Franciszek, Józef, Kazimierz, Henryk, Sławoj Leszek
-rodzice powinni z życzliwością i zrozumieniem posyłać swe pociechy na plebanię, również na wieczory i noclegi
-tzw. pierwszy raz, czyli seksualny debiut, nastoletni katolik powinien odbyć w obecności katolickiego księdza, a najlepiej z nim właśnie
-katolicy muszą mieć prawo do sprzątania plebanii, pałaców biskupich, kościołów, porządkowania terenów przykościelnych oraz proboszczowskich parkingów
-w katolickich domach jedynymi dostępnymi mediami powinny być Radio Maryja i TV Tram
-katolicy muszą mieć ustawowy nakaz przekazywania połowy dochodów na katolicki Kościół
-godłem katolickiej Polski musi zostać orzeł w białej sutannie i piusce na ptasiej głowie
-hymn Polski powinien zostać zastąpiony katolicką pieśnią, rozpoczynająca się słowami „Jezu, ufam tobie, prowadź mnie za rękę”
-nowy gmach Sejmu musi być repliką Pałacu Apostolskiego
-małżeństwa, na mocy ustawy, zobowiązane są do poczęcia minimum szóstki dzieci
-całkowity zakaz emitowania innych treści w mediach i w polskim Internecie, niż katolickie
-rodziny zobligowane są spędzać czas na parafii, centra handlowe trzeba pozamykać od piątkowego popołudnia do poniedziałku rano
-pięć lat pozbawienia wolności dla osób publicznie nadużywających słów ksiądz pedofil

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

piątek, 15 listopada 2013

Nie ma narodowców, są faszyści

Czytam i oczom nie wierzę! Kpi sobie ktoś, czy stroi żarty, pisząc, że Kościół w Polsce przyczynił się w sposób istotny i nadal nad tym pracuje, do budowania podstaw pojednania, również międzynarodowego, i to na najtrudniejszych odcinkach. 11 listopada Stanisław Dziwisz oznajmił, że wolność i niezależność, jaką Polska może się dziś cieszyć, jest darem, o który trzeba nieustannie walczyć. Narodowcy, katolicy oczywiście, nazywający siebie patriotami, w rzeczywistości najzwyklejsi faszyści, poważnie potraktowali słowa Dziwisza i innych hierarchów: niszczyli, bili, dewastowali, palili. Słyszałem, że to nowa krucjata, na wzór krucjat krzyżowych.

Kto jest winien zajść na ulicach polskich miast w Święto Niepodległości? Premier spycha odpowiedzialność na partie, z których wykluły się narodowe ugrupowania, między wierszami wskazując na PiS. Sobie Donald Tusk nie ma nic do zarzucenia. Nie ma pretensji do ministra Bartłomieja Sienkiewicza, którego jak lew broni rzecznik rządu, Paweł Graś. Burdy na ulicach to nie jest powód, by zdymisjonować szefa MSWiA, tłumaczy Graś. Mnie to nie dziwi: polityk, który współpracował z Januszem Korwinem- Bzikke( pan ten bredzi, że tęcza należy do miasta, czyli do nikogo, skoro nie jest własnością prywatną, to można ją zniszczyć) w Unii Polityki (Nie)Realnej będzie chronił ludzi dających zielone światło do burd, zadym, niszczenia mienia i przemocy fizycznej. Śmierci im trzeba, ofiar? Śmieszą mnie słowa ministra Sienkiewicza, który łka przed kamerami, że on w zasadzie nie może powstrzymać zdeterminowanych bandytów, może jedynie ograniczać ich czyny. Zastanawiam się, czy pan minister wrócił już z Białegostoku, czy pojmał już faszystów dających się mieszkańcom we znaki? Poszedł po nich, a oni są tutaj, na miejscu, w Warszawie, pod nosem zadowolonych z siebie polityków prawicy. I co się dzieje, w jaki sposób MSWiA będzie ograniczało działania bandytów, jak ładnie określił ludzi spod znaku falangi minister?Ano... nic się nie dzieje!

Jeśli premier i szef MSWiA coś chcą rzeczywiście zrobić, by powstrzymać falę faszystowskiej przemocy, powinni działać. Od dzisiaj! Czyny, nie słowa, bo tych Polacy mają już powyżej uszu. Ale co może MSWiA, które przez lata zajmowała się ochroną interesów złodziejskiej Komisji Majątkowej, działającej przy ministerstwie? Co może MSWiA, której ludzie zajmują się, na polecenie Kościoła, inwigilacją „sekt”, a de facto legalnie działających w Polsce kościołów innych wyznań? Na prawdziwe zagrożenia, prawdziwą robotę operacyjną brak już czasu, ludzi i pieniędzy! Ktoś inwigiluje środowisko narodowców, faszyzujące organizacje, liderów tych ugrupowań? Włos im z głowy nie spadnie, póki rządzi prawica. Skąd mój osąd? Ano stąd, że agresja brunatnych skierowana jest przeciwko tzw. lewactwu, Rosjanom, Żydom, mniejszościom seksualnym, swobodom obywatelskim i prawom człowieka. No i jest coś, o czym media udają, że nie wiedzą: ruch narodowy finansuje sponsor mediów Rydzyka, niejaki Kobylański. Taki Polak katolik, że na stałe mieszka w Urugwaju, najbardziej zlaicyzowanym kraju Ameryki Południowej. Kto ruszy te brunatne ścieki, kiedy stoi za nimi przyjaciel Tadzia? Tusk, Sienkiewicz, Gowin, Kaczyński, Ziobro? Wolne żarty!

Zdelegalizować faszyzujące i faszystowskie ugrupowania, partyjki i organizacje. Od polityków lewicy oczekuję jasnego stanowiska, że w przypadku wygrania wyborów jednym z pierwszych posunięć lewicowego rządu będzie delegalizacja faszyzujących partii i ugrupowań. Narzędzie takie daje do ręki Konstytucja. Ludzie z brunatnego środowiska powołują się na wielkich Polaków, m.in. Józefa Piłsudskiego. Nie wiedzą, że marszałek zdelegalizował ONR po kilku miesiącach działalności tej organizacji? Media powinny bojkotować nie tylko ludzi z brunatnych partyjek, ale i ich marsze, wystąpienia, polityków i dziennikarzy nie kryjących się z sympatią dla faszyzujących środowisk. Żadnych wywiadów, obecności mediów podczas ich głupkowatych wypowiedzi. Brawa dla Elizy Michalik, która jako pierwsza oznajmiła, że faszystów do swoich programów zapraszać nie będzie. Słusznie, Eliza, niech zaprasza ich amatorszczyzna z TV Republika, Rydzyk, Radio Wnet i inne tego typu katooszołomskie pseudomedia. Wstyd, że 11 i 12 w mediach brylowały brunatne gęby, chętnie zapraszane do studiów telewizyjnych.

Podobno brunatne ścieki wypowiedziały wojnę „lewactwu”? Ufam, że na początek rzucili pracę u cudzoziemca, żyda, lewaka i platformersa? Potrafią spalić tęczową flagę, wdać się w bijatykę z nieletnimi i bezdomnymi, podpalić pustą budkę wartowniczą przed ambasadą. W dodatku brak im odwagi, by się przyznać do tych "patriotycznych" wyczynów. A coś konkretnego zrobić potrafią? Tacy mocni, a nigdy, przenigdy nie zakłócili żydowskich dni Warszawy Singera. Wie ktoś, dlaczego? Zabezpieczający tą imprezę funkcjonariusze izraelskich służb specjalnych szybko pokazaliby, gdzie jest miejsce brunatnych.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)