poniedziałek, 23 stycznia 2017

Kaczyński bierze się za media

Jarosław Kaczyński zapowiedział reformę mediów. W jego ocenie reforma jest potrzebna po to, by media nie zajmowały stanowiska w którym popierają jedną opcję polityczną lecz skupiły się na prawdzie. Prezes PiS wymlaskał, że po jego słowach w wielu redakcjach z  pewnością zapanowała panika. Śmiem podejrzewać, że tak się stało: wszyscy dziennikarze poupychani w TVPiS są tacy bezstronni, apolityczni i informują rzetelnie widza, że jak najszybciej powinni rozglądać się za nowym pracodawcą.

Reforma mediów? Jacek Kurski pokazał, jak się reformuje TVP. Dziś jest to zdychająca, skompromitowana telewizyjka partyjna w której prym wiodą absolwenci szkoły Tadeusza Rydzyka. Wyższa kultura społeczna i medialna wychodzi w całej okazałości! Partyjniactwo, bylejakość, manipulowania faktami, totalna amatorszczyzna, tak można podsumować roczny efekt „dzieła” Jacka Kurskiego, jak okazuje się- jednego z rozgrywających w aferze podsłuchowej ze Zbigniewem Stonogą w tle. Teraz Kaczyński ogłosił, że w pozostałych mediach jest potrzebna reforma. Made in Kurski oczywiście. Dlatego wszystkie miernoty tworzące propagandówkę- gadzinówkę na Woronicza i na Pl. Powstańców Warszawy mogą spać spokojnie.

Nie ma sensu gdybać i zastanawiać się o co chodzi Kaczyńskiemu, bo chodzi tylko o jedno: by wszystkie media, wszystkie radia, telewizje, gazety prowadziły dzień w dzień transmisję wystąpień pana prezesa. Wystąpień na żywo , przede wszystkim z jego bredniami o „zamachu” smoleńskim i ludziach specjalnej troski, chorych z opozycji. Mniej zasłużone media miałyby prawo do emisji wystąpień wójt Szydło, Antoniego Macierewicza i jego maskotki Misiewicza lub któregoś z bardziej nawiedzonych klechów.

Tak ma wyglądać „reforma” mediów made in Kaczyński: wszyscy zmuszeni by byli jak nie emitować, to publikować brednie urojone starszego pana. Toruński biznesmen Rydzyk sklecił jakiś tam instytut służący do wyrywania pieniędzy od rządowych Misiewiczów. Tylko patrzeć, jak zostanie utworzony instytut myśli Jarosława Kaczyńskiego.

Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

piątek, 20 stycznia 2017

Pedofil w sutannie pod specjalnym nadzorem

Moja kilkudniowa absencja w blogosferze wzięła się nie bez przyczyny: złapałem paskudną infekcję i kuruję się poczciwą witaminą C, aspiryną, syropkiem na gardło i szklaneczką Brandy. Rzadko choruję, nie jestem podatny na choroby, niestety zainfekowany przez kogoś, przez czynniki zewnętrzne niezależne ode mnie rozkładam się na dobre. Kiedy nie śpi się dwie noce i rzęzi jak stara krypa, to trudno skoncentrować się na czymkolwiek. Na szczęście dziś jest lepiej.

Sprawa księdza molestującego trzynastolatkę, opisana w „Dużym formacie” przeszła jakoś tak bez echa. „Niepokorne” media mają inne sprawy na głowie, panowie redaktorzy i redaktorki ćwiczą się w usuwaniu serduszka WOŚP z materiałów filmowych. Ich pedofilia w Kościele katolickim nie zajmuje. Dlaczego? No jak to? Przecież księża żyją w celibacie!

Ksiądz Roman B. przez kilka miesięcy gwałcił i poniżał 13-letnią dziewczynkę. Został skazany, ale po wyjściu z więzienia wrócił do zakonu i nadal odprawia msze. Jego przełożeni nie widzą nic złego w tym, że ktoś taki odprawia msze, ma kontakt z wiernymi, również z dziećmi. Wstrząs dla wiary, ksiądz wyrządził zło Kościołowi- czytam tytuły prasowe i przecieram oczy ze zdumienia: słowa o wstrząsie i złu jakie wyrządził sukinsyn w sutannie dziecku.

Natknąłem się w sieci na wywiad jakiego udzielił niejaki Jan Hadalski, rzecznik prasowy Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Tekst poniżej:

Kiedy zapadła decyzja o wszczęciu procesu kanonicznego wobec ks. Romana? 

Jan Hadalski: Nie mam informacji na ten temat.

Pytam o konkretną datę, gdyż nie pojawia się ona w odpowiedzi przełożonego generalnego Towarzystwa Chrystusowego ks. Ryszarda Głowackiego na list abp. Stanisława Gądeckiego [metropolita poznański i przewodniczący Episkopatu Polski zaapelował o jak najszybsze przeprowadzenie kanonicznego postępowania karno-administracyjnego wobec ks. Romana. 

 - Toczy się proces kanoniczny, i dopóki trwa, nic na jego temat nie chcemy ujawniać dla dobra sprawy i zachowania obiektywności. Proces zmierza do końca. Zostanie zakończony w przeciągu najbliższych dwóch miesięcy i wyrok trafi do Watykanu do zatwierdzenia.

Dlaczego zgromadzenie zareagowało na sprawę ks. Romana dopiero po publikacji medialnej?

 - To nie jest prawda.

Oświadczenie przełożonego generalnego pojawiło się już po publikacji reportażu w „Gazecie Wyborczej”...

- Ale co mieliśmy wcześniej publikować? Postępowanie kanoniczne się toczy i to od dawna.

Czyli proces został wszczęty wcześniej?

- Oczywiście. Nie jest tak, że został wszczęty w ubiegłym tygodniu. Tak, jak napisał ks. Generał w oświadczeniu: zgodnie z wytycznymi Stolicy Apostolskiej dokumenty zostały wysłane do Watykanu. Przyszła odpowiedź z Kongregacji Nauki Wiary z poleceniem powołania trybunału do rozpatrzenia tej sprawy. Trybunał został powołany i pracuje. Wszystko zmierza do zakończenia postępowania i do wydania wyroku, który zostanie przesłany do zatwierdzenia przez Kongregację Nauki Wiary. Nie jest więc tak, że trybunał został powołany dopiero teraz. Został powołany wcześniej i bez publikacji medialnych sprawa niebawem by się zakończyła.

To prawda, że gdy prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko księdzu, decyzją władz zgromadzenia miał on zostać przeniesiony do pracy w Anglii?

- To nie jest prawda. W tym reportażu jest dużo przekłamań, trochę faktów pomieszanych z manipulacją, zniekształceniem i wprost nieprawdą. Myślę, że pracując w Katolickiej Agencji Informacyjnej wie pan, że decyzja o wysłaniu księdza za granicę nie zapada z dnia na dzień. Nasze zgromadzenie wysyła co roku księży do pracy za granicę, taka jest nasza misja. Takie sprawy decydują się kilka miesięcy wcześniej. W ogłoszeniach duszpasterskich w parafii pojawiła się informacja o przeniesieniu księdza niedługo przed odejściem, ale to nie dlatego, że rozpoczęło się postępowanie prokuratorskie. Wyjazd ks. Romana był zaplanowany kilka miesięcy wcześniej. Nie było tak, że zgromadzenie chroniło ks. Romana w ten sposób, że wiedziało o toczącym się postępowaniu i chciało go ukryć w Anglii.

Zatem w chwili, gdy ks. Roman miał wyjeżdżać, w zgromadzeniu nie wiedziano o tym, że są wobec niego podejrzenia o wykorzystywanie seksualne dziewczynki?

- Absolutnie tak. Naprawdę nic na to nie wskazywało. Jak mówili księża współpracujący z nim na parafii, ks. Roman opiekował się tą dziewczyną, widzieli, że chciał jej pomóc. Widocznie umiał się ukryć. Nie było żadnych niepokojących wskazań, przełożeni nie dostali żadnych sygnałów, aby zareagować. W artykule jest szereg przekłamań, które nie znajdują potwierdzenia w faktach i aktach sprawy sądowej, np. że ona zostawała na noc u ks. Romana wiele razy w pokoju i nikt nie reagował. To jest niemożliwe. Z tego, co wiem, to nie jest prawda.

Dlaczego na etapie postępowania sądowego ks. Roman miał aż dwóch prawników, a dziewczynka żadnego? W zgromadzeniu zastanawiano się nad tym? 

- Nic mi na ten temat nie wiadomo.

Miał prawnika ze zgromadzenia?

 - Nie znam sądowych szczegółów tej sprawy.

Nikogo nie zastanowiło, że ksiądz ma pomoc prawną, a dziewczynka, mimo że to ona była ofiarą, jest jej pozbawiona? 

- Nie znam szczegółów procesu i nie wiem, czy nie była reprezentowana. W tej sprawie mogę pana odesłać do naszego prawnika.

Przed sądem ks. Roman mówił, że w więzieniu regularnie odwiedzał go przełożony. Tak było?

- Z tego, co wiem, tak. Ale nie przełożony generalny tylko wikariusz generalny. Odwiedzał go, bo jednak ks. Roman był – i nadal jest - w Towarzystwie Chrystusowym. To jest taka chrześcijańska miłość, w sensie pomocy czy spotkania z człowiekiem.

Czy na etapie postępowania sądowego zgromadzenie podjęło decyzję o zawieszeniu ks. Romana w czynnościach kapłańskich lub choćby jakiejś ściślejszej kontroli wobec kapłana?

- Ks. Roman został natychmiast zupełnie zawieszony w tamtym czasie i to zawieszenie trwa do dzisiaj.

Został zawieszony w czasie postępowania sądowego?

- Zaraz po aresztowaniu został zawieszony we wszystkich czynnościach kapłańskich (tzw. suspensa pełna), włącznie z zakazem noszenia stroju duchownego. Po zapadnięciu wyroku ta kara była podtrzymywana aż do czasu wyjścia na wolność.

Pytam dlatego, że w oświadczeniu przełożonego generalnego nie ma konkretnych dat, a mogą one być kluczowe.

- Zawieszenie zostało złagodzone po wyjściu ks. Romana z więzienia. Umożliwiono mu sprawowanie Mszy świętej tylko w kaplicy domu zgromadzenia w Puszczykowie, osobno albo razem ze współbraćmi z domu emerytów. Ks. Roman nie pełni żadnych funkcji duszpasterskich, natomiast może nosić strój duchownego.

Jest dalej w zgromadzeniu?

- Jest w zgromadzeniu, ponieważ proces kanoniczny musi się zakończyć. On się przeciągnął z pewnych powodów, o których w tej chwili nie mogę mówić.

Chodzi o nowe fakty w tej sprawie?

- Nie. Od kilku lat obowiązują w Kościele w Polsce normy prawne, zarówno Stolicy Apostolskiej, jak i Episkopatu Polski, nakazujące działać zgodnie z zasadą „zero tolerancji dla pedofilii”.

- Sprawa się wydarzyła i toczyła, zanim polskie wytyczne się wykrystalizowały. Zgromadzenie postępowało w celu jej wyjaśnienia według wewnętrznie opracowanych zasad?

- Choć nie było ścisłych zasad postępowania, to obowiązywała ogólna procedura zgłoszenia do Watykanu [sprawy molestowania seksualnego dokonanego przez duchownego względem osoby małoletniej ]. Ta procedura została zachowana.

Zgodnie z aneksem 1 do obecnie obowiązujących polskich wytycznych, wiedząc o przypadku nadużycia seksualnego, przełożeni duchownego są obowiązani udzielić ofierze pomocy duchowej i psychologicznej, a w razie potrzeby także prawnej.

- Taka pomoc została zaoferowana i jeśli pan chce, może o tym porozmawiać z naszym prawnikiem.

 Jak Ksiądz jako członek Towarzystwa Chrystusowego postrzega sprawę ks. Romana?

- Ta sprawa dla nas wszystkich jest bardzo przykra. To było duże zaskoczenie, bo ks. Roman był – tak się wydawało – dobrym duszpasterzem, miał dobry kontakt z młodzieżą. Żeby było jasne: nie chcę bronić pedofila. Tylko, że dopóki jest w zgromadzeniu, nie można go wyrzucić na ulicę. Jego kontakty zewnętrzne zostały zminimalizowane. Po odbyciu kary i wyjściu z więzienia, w sensie prawnym jest wolny. Nie ciążą na nim żadne zarzuty, oprócz toczącego się procesu kanonicznego. Jest to bolesne, ale mamy nadzieję, że się zakończy. Problem jest szerszy. Z jednej strony ewentualne wydalenie ze zgromadzenia i ze stanu kapłańskiego, jeśli taki wyrok zapadnie. Ale co będzie, kiedy on wyjedzie z Puszczykowa? Po wyroku spakuje walizkę, wyjdzie za bramę, i co dalej? Pójdzie szukać pracy, gdzieś zamieszka. To jest problem.

Problemem jest to, czy i jak takiego człowieka należy kontrolować po wyjściu na wolność, aby nie nagabywał więcej małoletnich dziewczynek, a nie to, czy znajdzie pracę, czy nie znajdzie...

- Chodzi właśnie o to, czy ktoś go będzie kontrolował. Nie ma państwowego rejestru, a Kościół nie będzie miał już nad nim żadnej władzy.

Podobno ks. Roman zaczepia w sieci kolejne dziewczynki... 

- W reportażu dziennikarka podjęła prowokację. Ta rozmowa jest badana przez przełożonych zgromadzenia.

Jest także częścią postępowania kanonicznego? 

- Tak. Została włączona w postępowanie, które się toczy. Rzeczywiście nie został na niego nałożony zakaz korzystania z internetu. Zresztą, inna kwestia, czy byłby skuteczny. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych – nie wiem.

Co oznacza sprawa ks. Romana dla Towarzystwa Chrystusowego? Czy takie przypadki jak ks. Romana możliwe są do wykrycia już na etapie formacji seminaryjnej? Jako kapłan prowadził on podwójne życie... 

- Przełożeni seminaryjni są wyczuleni w tej materii, jest wiedza i uwrażliwienie na te kwestie, były też szkolenia. Taka sprawa wpływa na posługę naszych współbraci na parafiach. Mają duży kredyt zaufania, pracują z młodzieżą, ale na pewne sprawy patrzy się już bardziej podejrzliwie. Ks. Roman był naprawdę świetnym duszpasterzem, cieszył się dużym zaufaniem proboszcza i współpracowników, ale nic nie wskazywało na to, że prowadzi podwójne życie. Dziś mnie to już nie dziwi tak bardzo. Ze szkoleń, jakie jako rzecznik odbyłem pod okiem m.in. ks. Adama Żaka SJ [koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży ramienia Konferencji Episkopatu Polski oraz dyrektor Centrum Ochrony Dzieci w Krakowie ] wiem, że tak właśnie jest. Trudność w wykryciu prawdy o takim człowieku wynika właśnie z faktu, że cieszy się on zaufaniem współbraci, rodziny ofiary, ma z wszystkimi dobre kontakty i dobrą opinię jako duszpasterz. I kiedy pojawia się podejrzenie, bardzo trudno jest w to uwierzyć.

Jest przede wszystkim w tej historii skrzywdzona nastolatka, która odwróciła się od Kościoła, choć wcześniej zaufała. 

- Jeśli jest tak, jak opisała to „Gazeta Wyborcza”, to jest to bardzo bolesne. Nie wszystkie jednak fakty podane w reportażu są prawdziwe. Część nie została potwierdzona w akcie oskarżenia i w toku procesu została odrzucona, np. kwestia aborcji. Ale nie mówię tego, aby usprawiedliwiać ks. Romana.

Nie powinno też chyba tak być, aby to media skłaniały Kościół do reakcji na krzywdy, które zdarzyły się w jego łonie? 

 - Też chciałbym, aby tak nie było. Dla jasności powiem jeszcze raz, że w tej sprawie to nie media spowodowały działania zgromadzenia. Proces toczył się już wcześniej. To, co się zdarzyło, jest przykre i bolesne dla całego zgromadzenia i dla mnie osobiście jako księdza i zakonnika.

Czy zgromadzenie próbowało skontaktować się z dziewczyną, zaoferować jej jakąś pomoc nie wynikającą z zobowiązań prawnych? 

- Tej dziewczynie została zaoferowana tzw. chrześcijańska pomoc.


 Cóż można powiedzieć… Stanisław Gądecki miał ostro zareagować po publikacji w „Dużym formacie” i zażądał wszczęcia postępowania kanonicznego wobec pedofila, tymczasem jego przełożeni twierdzą, że takowe toczy się od dawna…. Ile czasu potrzebują by zrozumieć ohydny, zbrodniczy czyn swego kolegi w sutannie? Pięciu lat, dwudziestu? Jedno mnie w tym wszystkim zdumiało: złagodzono pedofilowi w sutannie wyrok bo cierpi biedaczek na "uraz pedofilski" nie pozwalający mu normalnie funkcjonować i nie jest zdolny do oceny popełnianych czynów. A do odprawiania katolickich obrządków jest zdolny? To jak to teraz jest? Jeden z drugim pedofil zaczną się teraz zasłaniać „urazem pedofilskim”, a posłuszny sąd da wiarę ich tłumaczeniom i zacznie skazywać na wyroki w zawieszeniu? W „dobrej zmianie” wszystko jest możliwe!

Zbigniew Ziobro usiłował ostatnio o sobie przypomnieć składając wniosek o ekstradycję Romana Polańskiego. Jak wiemy słynny reżyser przed laty musiał salwować się ucieczką przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości za seks z nieletnią. Polański jest daleko, pedofile w sutannach pokroju Romana B. są na miejscu, ale nimi pan Ziobro się nie zajmuje.

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

sobota, 14 stycznia 2017

Jurek, uważaj!

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest solą w oku obecnej ekipy rządzącej. Ludzie PiS od czarnej roboty po wyborach nie mają już skrupułów i robią wszystko, by dziecko Jurka Owsiaka zniszczyć lub przejąć. Tak, to nie pomyłka: przejąć.

Agata Wojtaszek, była nauczycielka pochodząca ze Starachowic, wojewoda świętokrzyski z nadania PiS, odmówiła WOŚP i nie przekazała nawet spinacza biurowego na licytację. Prikaz przyszedł z góry by nie angażować się w WOŚP nawet przekazując symboliczny przedmiot na licytację, więc pisowskie doły i średniacy go realizują. Wojtaszek należałby się w sumie szacunek: nie kręciła i nie kombinowała jak przed rokiem Elżbieta Witek tłumacząca, że nie wrzuciła nic do puszki, bo szła do kościoła na mszę i miała przy sobie tylko jeden banknot. Gdyby tylko szacunek jej się należał… W każdym razie odmowne pismo (na zdj.) nie trafiło do kosza. Zostało wystawione, ku wielkiej uciesze wspierających Jurka Owsiaka, na licytację. Jeden z chętnych za odmowne pismo wojewodziny oferuje tysiąc złotych! Przyda się mu w przyszłości- będzie mógł pomachać pismem przed okiem księdza zbierającego kolędowy haracz czy choćby kwestujących podczas jakiegoś śmiesznego pikniku MON pod „patronatem” Caritas i Ordynariatu Polowego.

Doczekałem czasów, w którym wojsko polskie nie wykonuje zadań wynikających ze służby wojskowej, a minister obrony narodowej ma ważniejsze sprawy niż realizowanie ustawy o urzędzie ministra obrony narodowej. W niedzielę odbędą się wojskowe pikniki z udziałem Caritasu i Ordynariatu Polowego. To nie komedia w stylu Barei, to rzeczywistość! Ale czego można było spodziewać się po wojsku dowodzonym przez Misiewicza, przed którym stukają obcasami naprędce awansowani do stopni pułkowników i generałów zaufani Macierewicza? Że polska armia będzie świetnie wyszkolona i wyposażona, że na jej czele będą stali kompetentni i odpowiedzialni ludzie? No trochę powagi! Realizują się zatem panowie Macierewicz i chłopiec Misiewicz w tym, w czym są dobrzy: czapkowaniem przed klechami, w tym przypadku w sutannach. Tak się składa, że w wojsku polskim więcej ma do powiedzenia byle pajac w sutannie z dystynkcjami na czapie niż jego świecki odpowiednik. Ciekaw jestem, ile zażyczył sobie Caritas za ten patronat? Oczywiście impreza jest na koszt budżetu państwa.

PiS marzy o zniszczeniu Owsiaka, robi konkurencję WOŚP świadomie i perfidnie. Nie zdziwię się kiedy Jurek zostanie okrzyknięty ohydnym heretykiem, zabierającym społeczeństwu pieniądze które powinny trafić do skarbon Caritasu. Naśle się na niego kontrole, coś zmyśli, coś sfabrykuje, coś podłoży, napuści się Nowaka od sekt, wsadzi Owsiaka do aresztu. Czarny scenariusz? Nie takich rzeczy za rządów PiS byliśmy już świadkami.Uważaj, Jurek!

Nie dam złamanego grosza kwestującym z puszkami MON/Caritas. Ufam, że pani Witek, pani Wojtaszek, pani Szydło, pan Macierewicz i chłopiec Misiewicz wrzucą do tych puszek swoją ostatnią pensję i że to samo zrobią dyrektorzy poszczególnych oddziałów Caritasów, z panem Dareczkiem z Ełku na czele.

 I coś z innej beczki: popytajcie proszę znajomych, fanatycznych wyznawców PiS, dlaczego przed paroma dniami narzucono patrona Krajowej Szkole Administracji Publicznej w postaci zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a do tej pory nie sięgnęła po niego szkoła Tadeusza Rydzyka?

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

wtorek, 10 stycznia 2017

Wystrychnięci przez opozycję

Chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Otóż po ostatnim tekście otrzymałem kilka uwag i posypało się kilka pytań. Sprawa dotyczyła oczywiście Mateusza Kijowskiego, chodziło o to czy jestem za nim czy raczej przeciwko niemu. Odpowiem tak: nie byłem na ani jednej manifestacji KOD. Nie byłem na ani jednej manifestacji antyKOD. Nie będę na ani jednej manifestacji popierającej Mateusza Kijowskiego, ale i próżno mnie wyglądać na manifestacji poparcia rządu. Zacytuję Piotra Ikonowicza: to nie jest moja bajka, to nie są moje protesty i moje demonstracje. Na te właściwe przyjdzie jeszcze czas. By było jeszcze jaśniej: nie nalezę do RSS Ikonowicza.

Opozycja… Cóż to znaczy w tym kraju? Jej nieformalny do niedawna lider fruwa po świecie z koleżanką klubową zamiast trwać na posterunku w Sejmie. Dziś okazuje się, że cały ten protest był… no właśnie, czym był? Czym było blokowanie mównicy sejmowej i buńczuczne zapowiedzi posłów opozycji, skoro dziś karnie układają się z PiS-em na jego warunkach? Wyszło na jaw, że Ryszard Petru pod koniec grudnia odbył spotkanie z… biskupem katolickim! To tym zajmuje się lider opozycji, bieganiem na spotkania z sutannowymi? A kto to jest biskup, w jakich to demokratycznych wyborach został wybrany i przez kogo? SPiSił się pan, panie Petru! Wielu miało o panu lepsze zdanie, dziś ze zdumieniem otwierają oczy widząc, co pan wyczynia!

Lech Wałęsa stanął w obronie Mateusza Kijowskiego tłumacząc, że tak wszyscy zaczynali. Pierwszy milion trzeba ukraść? Jeden wart drugiego, etos „Solidarności”! w pełnej krasie! Tylko że dziś frajerów nie ma tak dużo jak za komuny, dziś to nie robotnicy poszli za Kijowskim. Nie tylko z tego powodu, że pracowników najemnych tzw. elity- poprzednie, obecne jak i przyszłe- mają gdzieś. Chciałbym wyjaśnić też jedną drobiazgową, dla mnie niezbyt ważną, ale dla zaangażowanych politycznie istotną kwestię; NIGDY nie głosowałem na "Solidarność" (nie tylko z tego powodu, że w 1989 i 1991 byłem po prostu za młody), nigdy nie głosowałem na AWS, PO czy PiS. Obóz "S" zniszczył życie zawodowe m.in. mojego ojca, ja sam nigdy nie byłem wyborcą prawicy skrajnej bądź "liberalnej". Proszę zatem, by zaprzestano zapraszania mnie na jakieś spotkania, mitingi itp. historie wiece poparcia dla Władysława Frasyniuka kreowanego na zbawcę Polski. Ja nie szukam i nie potrzebuję zbawienia. Gryźcie się między sobą, solidaruchy. Ja nigdy nie miałem i nie będę miał z wami nic wspólnego.

Na kogo zatem czekam? Lub na co? Może na święty spokój, by wyżarła się ta sitwa kręcąca lody w Polsce pod znakiem krzyża, wizerunku papieża Polaka i pod egidą Chrystusa króla? Może na totalną rozpierduchę, która zmiecie ze sceny politycznej POPiS i ich przystawki oraz panów biskupów uważających się za wyrocznię?

W roku 2010 roku oddałem głos na człowieka, który okazał się czarnym koniem wyborów prezydenckich. „Lewicowa” Sitwa postanowiła go zniszczyć. Grzegorz Napieralski- bo o nim mowa- machnął ręką na to stado baranów i odszedł. Partia Janusza Palikota w wyniku wyborów parlamentarnych w 2011 roku stała się trzecią siłą w Sejmie. Jego projekt okazał się jednak być biznesowym a nie politycznym, Ruch Palikota zginął tak szybko, jak się pojawił. Ryszard Petru chce pójść w ślady Palikota i równie szybko zejść ze sceny politycznej. Nie będę po nim płakał, podobnie jak za Mateuszem Kijowskim. 

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

 

niedziela, 8 stycznia 2017

Kijowski rozKODowany?

Czytał ktoś statut KOD? Ano właśnie! W paragrafie 70 pkt. 4 można przeczytać, że zabrania się zakupu towarów lub usług od podmiotów, w których uczestniczą członkowie Stowarzyszenia, członkowie jej organów lub pracownicy oraz ich osób bliskich, na zasadach innych niż w stosunku do osób trzecich lub po cenach wyższych niż rynkowe. Pytanie ode mnie, obserwatora spoza KOD-u: gdyby te nieszczęsne 90 tys. BRUTTO trafiło nie do Kijowskiego, lecz do firmy pijarowskiej R4S za którą stoją Adam Hofman i Mariusz Sokołowski- byłoby w porządku? Gdyby przekazano je któremuś z biskupów lub wpłacono na Caritas- czy oberwałoby się Mateuszowi Kijowskiemu i innym z KOD?

Nie wiem, dlaczego utarło się przekonanie, że kto nie z PiS ten jest w KOD i vice versa, że kto nie z KOD ten na pewno jest za PiS. Jest to wierutna bzdura która wiele wyjaśnia, przede wszystkim dlaczego PiS cieszy się wysokim poparciem a opozycja, czyli PO i Nowoczesna nie potrafi rozwiązać konfliktu w Sejmie. O PSL nie wspominam nawet, bo chylący się ku upadkowi ministranci nie mają zupełnie nic do zaoferowania poza kierowaniem wzroku w stronę sutanny.

Mateusz Kijowski znalazł się miedzy młotem a kowadłem: ruch społeczny, ale praca dla niego za pieniądze nie jest dobrze widziana przez… media prorządowe i przez polityków PiS! Z moich obserwacji wynika, że znaczna część członków KOD jest w stanie wybaczyć niezręczność- jak to ujął Kijowski- swego lidera. Obserwuję ciekawe zjawisko: jedni są gotowi pójść za Kijowskim w ogień, inni nie bardzo wiedzą, co o tej sprawie sądzić a niewielka mniejszość uważa, że Kijowski musi odejść. Nastroje poza KOD są inne, tam Kijowskiego niemal wszyscy najchętniej utopiliby w łyżce wody. Najprawdopodobniej dlatego, że po latach niemocy Polaków znalazł się ktoś, kto podobnie jak kiedyś Dominik Taras potrafił wyprowadzić ludzi na ulice przeciwko PiS.

Zadziwia mnie bezczelna postawa polityków i PiSmaków: nigdy im nie przeszkadzali Misiewicze opłacani z pieniędzy podatników, nie zajmowali się senatorem Biereckim i jego SKOK-ami, nie przeszkadza im, że idą miliony na ochronę naczelnika na taborecie, nie przeszkadza, że rząd wójt Szydło wypłacił swoim ludziom nagrody w wysokości prawie 90 milionów złotych, nie przeszkadza im, że minister skarbu po cichu niemal dwukrotnie podniósł pensję szefowi TVP PiS Jackowi Kurskiemu, a przeszkadza im, że twórca KOD wystawił faktury za usługi. Chyba bardzo żałują, że nie ukradł tych pieniędzy? Nasłali by na KOD pana Zbyszka z domu Ziobro? Nagle wszyscy z obozu Kaczyńskiego są kryształowi i uczciwi, dobre sobie! „Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, to byśmy nigdy niczego nie mieli” – oznajmił przed laty Jarosław Kaczyński. I dziś jego klakierzy mówią coś o uczciwości i moralności?

Przyznam, że jestem rozczarowany opozycją. Czegoś innego spodziewałem się po Nowoczesnej, po jej liderze. Tymczasem prym- chwałą im za to!- wiodą w niej panie, przede wszystkim pani Kamila Gasiuk- Pihowicz. Ryszard Petru nie strzelił sobie samobója wybierając się w podróż z koleżanką klubową, aczkolwiek ucierpiał jego związek małżeński i życie prywatne. Ewa Minge całkiem słusznie stwierdziła, że lepiej jest nie mieć konta w banku- ale mieć kota- niż gustować w innych paniach zaniedbując zonę. Na głowę projektantki wylano kubeł pomyj, „nowocześni” wyborcy orzekli, że doskwiera jej najpewniej brak osikanej deski klozetowej, a pan Petru dobrze zrobił. Mi nigdy do głowy nie przyszłoby zostawić kobietę w domu i fruwać po świecie ze znajomą z pracy! Widać za staroświecki jestem i uczciwy, a polityka nie dla takich.

Janusz Palikot potrzebował 4 lat by unicestwić Ruch Palikota. Mateusz Kijowski do rozwalenia KOD-u potrzebował raptem roku. Czy KOD przetrwa? Czy przetrwa bez Kijowskiego? Czy Kijowskie przetrwa bez KOD-u? Oby nikt tam nie dał sobie narzucić technicznego lidera z nadania PiS…

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

 

czwartek, 5 stycznia 2017

Smierć i polityka

Śmierć młodego ełczanina ugodzonego nożem przez cudzoziemca o śniadej karnacji ukazała w całości, jak podzieleni są Polacy. Jak głupi są jedni, jak mądrzy drudzy, jak naiwni jeszcze inni. Na śmierci młodego człowieka kapitał usiłują zbijać idioci nazywający sami siebie narodowcami którzy tyle mają wspólnego z narodem, co ja z fizyką kwantową. Tej śmierci nie można lekceważyć, ale nie można jej wykorzystywać do jakichkolwiek celów, przede wszystkim politycznych i ideologicznych.

Ktoś złożył wyrazy współczucia rodzinie zmarłego? Wygodniej jest demolować w pozornie anonimowym tłumie lokal „ciapatych”, ciskać petardami i kamieniami, miotać wyzwiska i używać przemocy nie tylko wobec funkcjonariuszy policji. Pochodzący z Warmii i Mazur Jarosław Zieliński potrafi pleść bzdury podczas pisowskich uroczystości, ale w sytuacji kryzysowej on i jego szef, Mariusz Błaszczak, nie potrafią podejmować decyzji i właściwie reagować. Jeden z drugim udzielili wywiadów dla zaprzyjaźnionych mediów, po czym zadowolenie z siebie oznajmili, że trzeba uspokoić nastroje antyimigracyjne. Co ma piernik do wiatraka? Co ma prowadzący biznes w Ełku emigrant do pseudochodźcy?
 

Bardzo wygodnie jest wrzucić wszystkich cudzoziemców do jednego worka. Ełcka gówniarzeria łyknie takie manipulacje bez zmrużenia okiem. Dała sobie wmówić, że za wszystko są winni jak nie uchodźcy, to „lewacy”, bo młody i jeszcze głupi lud to kupi nie wiedząc, że władza kupuje to za ich pieniądze. Urodziłem się w Ełku, tam skończyłem szkołę średnią i często zaglądam w rodzinne kąty. Inaczej wyglądała polityka gdy byłem nastolatkiem, inaczej wyglądała szkoła, inne były relacje międzyludzkie. Rodzina i szkoła wychowała mnie w przekonaniu, że społeczeństwo nie może się składać wyłącznie z jednej partii, z jednego wodza, jego wyborców i z jednej ideologii. Nie, nie wbijano nam do głów multi- kulti, nie manipulowano opowiastkami o globalizacji lecz wyjaśniano, że Polska jest zdolna do tego, by żyli w niej obok siebie cudzoziemcy, wyborcy prawicy, wyborcy lewicy, osoby religijne, ateiści, ludzie przedsiębiorczy i pracownicy najemni, ludzie bogaci i biedni. Dziś już tego się nie uczy, dziś wychowuje się z przekonaniem, że jedni musza wykończyć drugich. Jedni szukają wroga wśród drugich, na ich naiwności kapitał budują ludzie uważający się za polityków, będący de facto niszczycielami Polski. Żyjące w zgodzie społeczeństwo jest dla takich „polityków” wrogiem, dlatego ludzie ci robią wszystko, by mieszkańcy Polski byli skłóceni. Dzięki nieudolności minionych władz to się, niestety, udaje.

Niepotrzebnie oddano publiczną edukację w ręce Kościoła katolickiego i jego „ekspertów”, niepotrzebnie kolejni ministrowie edukacji jeździli po wytyczne do episkopatu. Dziś żaden z nich nie przyzna się, że wyległa na ełckie ulice pełna nienawiści młodzież jest efektem wdrażania „wartości chrześcijańskich” i wynikiem sklerykalizowania polskich szkół. Udowodni ktoś, że tak nie jest? W szkole spaceruje jakiś idiota przebrany za Mikołaja z symbolem faszystowskiej, gównianej organizacji „patriotycznej” nie bardzo potrafiący wyjaśnić, co właściwie patriotyzm oznacza, natomiast brakuje w niej miejsca dla zdrowego rozsądku, myśli oświeceniowej i dla różnorodności.

W nocy z 24 na 25 grudnia na warszawskim Mokotowie zasztyletowany został syn mojej kuzynki, Kacper. Jego śmierć nie była medialna, nie była potrzebna pseudopolitykom, zabójca był Polakiem, podobno był kibolem, dlatego sprawa szybko ucichła.

Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Ucho prezesa. Robert Górski parodiuje Kaczyńskiego!

Dygnitarze komunistyczni jak ognia bali się telewizyjnej satyry, obawiali się humoru, przede wszystkim z odcieniami drwiąco- kpiącej politycznej barwy bardziej niż gniewu sekretarza zza Buga. Cenzorzy dwoili się i troili, ale Polak potrafił! Po upadku komuny kabareciarze mieli lepiej, ale kiedy zaczęto majstrować przy mediach, „regulować” treści emitowane w telewizji za pomocą Krajowej rady Radiofonii i Telewizji, przepisem o obrazie uczuć religijnych- niewygodni dla władzy satyrycy zaczęli chodzić ze szklanego ekranu. Kabaret „Limo” jest jednym z wielu przykładów.

Mówi się, że kabarety polityczne nie mają racji bytu z jednego powodu: tego, co dzieje się na Wiejskiej bardziej sparodiować się nie da. Nawet Stanisław Bareja dziś by poległ w starciu z politycznym kabaretonem. Poprzednia władza, a właściwie Donald Tusk i jego zaufani z Platformy Obywatelskiej byli paliwem dla Kabaretu Moralnego Niepokoju. Robert Górski w mistrzowski sposób parodiował premiera, a haratanie w gałę to już dziś klasyka. Nawet pisowscy krytycy Donalda Tuska zarzucają mu że zamiast pracować- wolał haratać w gałę. Robert Górski postanowił chwycić prezesa..., to znaczy byka za rogi. Satyryk i kabareciarz kilka dni temu ujawnił, że już w styczniu ruszy miniserial polityczny „Ucho prezesa”. Tak, tak, TEGO prezesa!

Górski drwił z poprzedniej władzy w telewizji, ale nie sądzę, by obecna władza zaproponowała mu powrót na szklany ekran i zezwoliła na krytykowanie samej siebie. Wystarczy popatrzeć na twarze polityków PiS, na oblicza ministrów i samego prezesa: wszystko to nadęte, naburmuszone, bez krzty poczucia humoru, nie rozumiejące nie tylko politycznych, kabaretowych kpin, ale i humoru z subtelną pointą. Oni doskonale czują się, kiedy mogą pleść bzdury, głupoty i brednie w otoczeniu podobnych do siebie polityków i marnej jakości dziennikarzy, ale panicznie boją się, kiedy są obiektem drwin w kabaretach! Mądra satyra- nie mylić z popłuczynami Wolskiego i jakimś debilowatym Yayo- jest bardzo mocną bronią.

Ciekaw jestem, jakie szykany spotkają Roberto Górskiego i Kabaret Moralnego Niepokoju za rzucenie rękawicy w twarz Jarosława Kaczyńskiego? Specjalista od sekt ruszy w pościg za Górskim, oskarży się go z art.196 KK? To okaże się w przyszłości… W każdym razie przepowiadam wielką popularność i jeszcze większą widownię z niecierpliwością czekająca nie kolejne odcinku „Ucha prezesa”.

 Przeczytaj, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)