piątek, 17 października 2014

Poroniony pomysł kleru we Wrocławiu

Pasterze Polaków- katolików uwielbiają okrągłe rocznice, nie mające w dodatku nic wspólnego z radością. Stypy, klęski, przegrana powstania to jest to, co tygrysy w sutannach lubią najbardziej. Od 10 lat kościół katolicki w Polsce obchodzi- uwaga, uwaga!- Dzień Dziecka Utraconego. To nie żart! Hierarchowie pozazdrościli kolegom po fachu ze Stanów zjednoczonych, którzy od 1988 roku obchodzą Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłych. Poza tym wszyscy zdrowi.

Odchodzące w niebyt w wyniku afer rządy lewicy w 2004 roku miały, jak zawsze zresztą, ważniejsze sprawy na głowie, niż światopoglądowe i nie usiłowały nawet skomentować celowości kościelnego święta. Przy bierności władz doszło do tego, że na wielu cmentarzach znajdują się mogiły na pochówki dla dzieci zmarłych przed urodzeniem, jak nazywają płody sutannowi. Hmm, czy może umrzeć człowiek, zanim się narodzi? Kler i katoprawica gotowa jest oskarżyć o obrazę „uczuć religijnych” każdego kto twierdzi, że człowiekiem nie jest zygota. Czy grożą nam procesy za brak wiary, że plemnik to też człowiek? W RParafialnej wszystko jest możliwe! Skoro za pijaczynę Głódzia modlą się duchowni prawosławni, ewangeliccy, mojżeszowi i metodyści…

Na jednym z wrocławskich cmentarzy pochowano 50 szczątków dzieci. Tak kler nazywa szczątki poronionych płodów pozostawionych w szpitalach przez kobiety, które nie dokonały nawet aborcji. Nad imprezą czuwał Andrzej Siemieniewski, biskup pomocniczy archidiecezji wrocławskiej, która nie kryje nawet swego zaangażowania w kampanię samorządową. Na pochówek „nienarodzonych” nalegały osoby z pewnego katolickiego stowarzyszenia, nie pytając o zgodę niedoszłych rodziców. Posłuszni klerowi urzędnicy z Urzędu Miasta bez szemrania wydzielili kwatery dla szczątków poronionych płodów. Dlaczego szczątki nie trafiły na cmentarz będący własnością kościoła, dlaczego pan biskup nie przeznaczył do tego celu terenu należącego do archidiecezji? To wielka tajemnica wiary! Podobnie jak tajemnicą pozostanie, czy szczątki płodów zostały ochrzczone. Niestety, z uwagi na nawał pracy nie byłem na wydarzeniu, ale w przyszłości... Może dowiem się, ile miejskiej kasy przeznaczają gorliwie posłuszni urzędnicy na utrzymanie grobów płodów, ile trafia do kieszeni klechów za odprawianie guseł na cmentarzu i co sadzą o tym wszystkich niedoszli rodzice, zazwyczaj nieświadomi, że poroniony płód przez kler i katooszołomów jest traktowany jak dziecko.

Lada moment na wrocławskim cmentarzu ma zostać zbudowany pomnik dziecka utraconego. Kto go sfinansuje?  Na pewno nie zrobi tego ubogi kościół katolicki, biedny jak mysz kościelna biskup czy głodujący proboszczowie, że o mizernie opłacanych politykach prawicy nie wspomnę! Pieniądze na obelisk pójdą z budżetu obywatelskiego. Dlaczego? Bo na 633 tys. mieszkańców Wrocławia taką wolę wyraziło… 350 osób! Projekt Słowaka Martina Hudacka (na zdj.) spotkał się z aprobatą biskupów, nie podano do publicznej wiadomości, ile rzeźbiarzowi wpadnie do kieszeni. Jeśli o mnie chodzi, to niech wystawi rachunek i na milion złotych, pod warunkiem jednak, że zapłaci biskup wrocławski. Dlaczego jednak pomnik nie będzie przedstawiał płodu poronionego w sposób naturalny? A dlaczegóż by nie postawić pomnika, który wyobrażałby płód abortowany? Toż zdjęcia z nimi z dziką rozkoszą eksponują katoprawicowe bojówki, w dodatku w publicznych miejscach! Chyba nie przeszkadzałby taki pomnik na cmentarzu?

Kler bredzi, że strasznie martwi się o każde dziecko „nienarodzone”, o życie. Dziwnym trafem kiedy dziecko się narodzi, księżowska miłość błyskawicznie wygasa. Miłość odradza się po latach, kiedy dziecięce kształty kuszą księżowskie oczy…

 Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

środa, 15 października 2014

Janusz Palikot- historia bez happy endu

Podczas upalnego lata 2013 roku pisałem na swoim blogu: w 1973 roku w F-1 debiutował James Hunt. "Hunt the Shunt", jak mówili o nim w światku wyścigowym. Demolował niezliczone samochody, wyrzucano go z zespołów. Kolejni szefowie mówili, że nic z niego nie będzie. Tego samego roku Hunt zanotował dwa najszybsze okrążenia toru. W 1975 roku w świecie wyścigowym pojawił się lord Aleksander Hesketh, który zaangażował Hunta: banda Hesketh Racing szokowała wszystkich, nie tylko przez popijawy z udziałem kibiców przed i po wyścigach organizowane na lordowskim jachcie. Konkurencja nadawała ton ascezy i powagi, nie zaakceptowała nigdy Aleksandra Hesketha. Mimo to Hunt wygrał w 1975 roku wyścig dla stajni na znakomitym samochodzie Hesketh 308, skonstruowanym przez Harvey’a Postlethwithe’a. Stajnia zbankrutowała, po lordzie słuch zaginął, Hunt został mistrzem świata F-1 w 1976 za kierownicą Mclarena, Postlethwite zrewolucjonizował świat wyścigów F-1, konstruując w 1990 roku Tyrrela 019 z charakterystycznym, zadartym nosem. Kto w Ruchu Palikota jest Huntem, Heskethem a kto Postlethwithe’m?

No właśnie, kto? Czy w TR znajdą się postaci gotowe chociaż do wyprowadzeniu sztandaru? Grupka fanatyków Janusza Palikota twierdzi, że wybory do Europarlamentu to już przeszłość, że jak nie w wyborach samorządowych, to w parlamentarnych uzyska dobry wynik. Doprawdy? Dobrym wynikiem w przypadku TR będzie 3%, więcej nie przewiduję. I nie jest to bynajmniej pesymizm, lecz realizm. Janusz Palikot solidnie zapracował na taki wynik. Z trzeciej siły w Sejmie zostały nawet nie nędzne resztki. Niczego nie będzie. By Kononowicz.

Znajomi kręcili nosem, kiedy namawiałem ich przed laty do głosowania na RP. Mówili, że nic z tego nie będzie, że to strata czasu i głosów, ale wyniki wprawiły ich w osłupienie: miałeś rację, powtarzali mi. Niestety, moja agitacja spotkała się z wrogością wielu znajomych, m.in. blogerów z którymi utrzymywałem niemal przyjazne kontakty. Kilku braci stukających w klawiaturę od początku nie lubiło Palikota, ostrzegało mnie przed nim. Ale RP to był nie tylko Palikot, to byli też posłowie, których poznałem (Makowski i inni), lub których już znałem (Kotliński). Niestety, Tomek Makowski  kandyduje w wyborach samorządowych podkreślając, że mimo bycia w wielkiej polityce nigdy nie odciął się od wartości chrześcijańskich, jest za rodziną i dekalogiem. Kilka lat temu w trakcie kampanii wyborczej paradował w koszulce z napisem „Jestem gejem”. O czyje głosy on walczy? RP to byli również ludzie, którzy tłumnie stawili się przed laty na kongres założycielski. Poznałem wielu z nich, ale dziś nie utrzymuję z nimi kontaktów, z wielu powodów. Na jednym ze spotkań usłyszałem, że ludzi nie obchodzą kwestie światopoglądowe, lecz dziurawe chodniki. To zajmujcie się, szanowni państwo, chodnikami! Jak wam idzie?

Mnie dziwiło, dlaczego nikt z wierchuszki RP nie mówi głośno, publicznie, ile budżetowych pieniędzy idzie na kościelne zbytki, zamiast na ludzkie potrzeby? Dobrze mówił Janusz, że partia nie wykorzystała protestu matek niepełnosprawnych dzieci, przyznaję. Dlaczego jednak jego ludzie nie wyszli do protestujących i nie pokazali czarno na białym, że nie ma środków na wasze pociechy, bo idą one na kler katolicki, na kościół? Mieliśmy różne spojrzenia na życie, świat, politykę, religię, mniejszości seksualne. A propos: Palikot na siłę szukał poparcia środowisk LGBT, nie bardzo wiem po co: swego czasu zagadnąłem ze 100 facetów w „Fantomie” Sławka Starosty na kogo głosowali w ostatnich wyborach parlamentarnych i… wynik mnie powalił! 70% wyznało, że oddali głos na PiS i Jarosława Kaczyńskiego! W 2012 roku z RP zostaje wyrzucony Przemek Manaterski (Zaza), w przeszłości bliski współpracownik Starosty, administrator portalu LGBT, bo, jak napisano w oficjalnym oświadczeniu, „podejmuje aktywność obyczajową, która może być użyta w sposób szkodliwy dla interesów partii". – „Zastanawiam się, jakiemu hipokrycie z Ruchu Palikota przeszkadza moja pedalska osoba w jej szeregach?”- pytał wówczas wyrzucony. Kto to wie… Może jakiemuś księdzu należącemu do RP, któremu Przemek odmówił seksu? Pytanie: po jaką cholerę Palikot odwiedzał Paradę Równości, która rok w rok odbywa się w Warszawie, skoro był na niej regularnie wygwizdywany?

Jeśli ktoś spędza bezsenne noce na analizowaniu klęski Janusza Palikota, to odsyłam go do Piotra Tymochowicza, który jest ojcem sukcesu Stanisława Tymińskiego, Mariana Krzaklewskiego, Andrzeja Leppera czy Palikota właśnie. Sugeruję też rozmowę z ludźmi, którzy zawiedli się na Palikocie i jego giermkach, polecam spotkanie z Pawłem Tanajno, z którym wielokrotnie ściąłem się na portalach społecznościowych. Do dziś pamiętam, jak z Leszkiem Stundisem (autorem książki „Chłopcy z Platformy”) kwitnęliśmy przed pewnym Domem Kultury na warszawskim Mokotowie, by uniemożliwić wejście Tanajno na spotkanie z Palikotem…

Zdaję sobie sprawę, że Janusz Palikot w dalszym ciągu posiada grono wyborców, gotowych skoczyć za nim w ogień. Ale czy aby na pewno jest ich taka liczba, która zapewni mu i jego ludziom miejsce w następnej kadencji Sejmu? Wątpliwe. Znajomi antyklerykałowie, skupieni wokół tygodnika „Fakty i Mity” dawno już wycofali swoje poparcie dla pomarańczowej rewolucji, która okazała się fikcją. Palikot nie publikuje już u Romana Kotlińskiego, ale to nic straconego: kto go tam wie, może reaktywuje katolicki „Ozon’? A co w tym trudnego czy złego? Znam blogerów, którzy śmieją się do rozpuku pisząc na potrzeby portali katoprawicowych bzdury, od których głowa mała, a którzy na co dzień nie mają nic wspólnego z kościołem, prawicą i PiS. Po prostu zapewniają sobie niezły ubaw i rozrywkę. Czy aby nie miał takiej rozrywki Palikot ze swoją zabawką, jaką było jego partia? Wszystko jest możliwe…

Janusz Palikot podzieli los gorliwych uczniów i politycznych produktów Piotra Tymochowicza, skończy jak inne sztuczne, doraźne twory: słuch o nim w polityce zaginie. Słyszę głosy, że skoro krytycy Palikota wieszają na nim psy, to dlaczego nie wypełnią po nim luki na lewicy? Zabawne: a kiedy Palikot był lewicą? Przed wyborami, po wejściu do Sejmu, czy może teraz? Jak można oceniać szefa partii, który gromi antyklerykalną działaczkę z krwi i kości, powołuje się na Boga i tłumaczy z tego? Jak można oceniać szefa partii, który publicznie wyznaje, że nigdy nie odszedłby z PO, gdyby premierem była Ewa Kopacz? Jedna z ulubienic kościoła katolickiego, dostająca szału podczas wystąpień sejmowych posła Romana Kotlińskiego?

Czego wy się czepiacie Palikota, złośnicy? Przecież on konsekwentnie robi to, co sobie zaplanował, punkt po punkcie, od a do zet: zdobyć zaufanie antyklerykałów, wykorzystać ich i zrobić w konia. Połowicznie to mu się udało, ale tylko połowicznie! Sojusze z klerykałem Kwaśniewskim i jego ludźmi spowodowały otrzeźwienie i otwarcie oczu wyborców RP którzy uwierzyli w nowe twarze i nowe otwarcie. Niestety, mam złe wieści dla fanatycznych zwolenników Palikota: nie będzie żadnego nowego otwarcia, będzie klęska, wstyd i rozczarowanie. Usiłowano ośmieszyć, skompromitować i wyśmiać antyklerykałów, a ośmieszył się sam Janusz Palikot i jego klakierzy.

Dziś Piotra Guziała, burmistrza Ursynowa, klepią po plecach stołeczni stołeczni radni TR, dawni członkowie SLD. Za co? Za to, że Guział podczas forum ekonomicznego w Krynicy podkreślał, że niezbędna jest współpraca z kościołem katolickim i utrzymywanie z nim dobrych relacji. Współpracujcie sobie zatem, na zdrowie!

… pamięta ktoś Dominika Tarasa?

 Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

poniedziałek, 13 października 2014

Gdzie jest generał?

Ukryty przed całym światem odpoczywa, udziela rad, wydaje polecenia i dochodzi do siebie. Sławoj Leszek Głódź, pierwszy wojak minionych RP, generał, ogłosił urbi et orbi, że przyjął nieoczekiwany krzyż choroby i cierpienia i godzi się z wolą bożą. Po czym dał drapaka do jednego z najlepszych warszawskich szpitali, oczywiście resortowego! To tak się przyjmuje na barki wolę bożą?

Nieoczekiwana choroba? Jegomość, ośmielający się pouczać świeckie władze, udający omnibusa i wszechwiedzącego nie miał pojęcia, do czego może doprowadzić jego hulaszczy tryb życia? Naiwny jak dziecko z Bobrówki czy najzwyczajniej w świecie głupi? Pycha, chciwość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo, panie Sławoj! To pańskie przywary a pan się dziwisz, że choroba dopadła?
 


Sławoj co miesiąc inkasuje 10 tys. złotych wojskowej emerytury, ściąga haracze od podległych mu proboszczów, grabi samorządy i szuka okazji do wyrwania większej kasy. Na co? Na alkohol, żarcie, actimelki, regionalną kiełbasę, imprezki i harmoszkowe koncerty przy kielichu. Nie stać było generała na wymianę stolarki okiennej w pałacyku, ale bogaty marszałek województwa pomorskiego wsparł ubogiego Sławojka skromną kwotą 132 tys. złotych. Podobno arcybiskup z obrzydzeniem przyjął ochłap bo spodziewał się dotacji znacznie wyższej. Marszałek nie był tak hojny, jak były ministrant, prezydent Gdańska Adamowicz: „sprzedał” działkę otaczającą głódziowy pałacyk za ok. 5 tys. złotych. Wartość gruntu wynosiła ok. pół miliona złotych…

 





Zastanawia mnie, dlaczego pan Sławoj nie pojechał leczyć się w rodzinne strony do których jest tak ponoć przywiązany, czyżby miał za daleko? Dlaczego nie zdecydował się na operację, leczenie i pobyt w typowo katolickiej placówce, kierowanej przez któryś z zakonów, a wydzierającej na rzekomo wspaniałe usługi publiczny grosz? Nic nie dają modły o które prosi pan Sławoj, on w nie i tak nie wierzy. Gdyby wierzył to pozostałby w swej rezydencji z widokiem na biegające za oknem daniele, modlił się do wizerunku świętego Wojtyły lub prosił o wstawiennictwo błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko. Tymczasem pan Sławoj zdaje się na opiekę świeckich lekarzy.


Ciekawi mnie, co pan Sławoj powie gdy wróci do zdrowia? Mam mocne podejrzenie, że oznajmi, że gorąco modlił się do świętego Karola, słuchał Radia Maryja i oglądał TV Trwam objadając się szpitalnym prowiantem.


Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

piątek, 10 października 2014

Niezależność państwa i kościoła to bajeczka dla małych dzieci

366 plenum KC…, przepraszam, episkopatu wzięło pod lupę kwestię autonomii państwa i kościoła katolickiego. Biskupi postanowili wyjaśnić maluczkim, radiomaryjnym babciom i pisowskiemu plebsowi, jak to trzeba rozumieć.

Biskupi trują, że wzajemną niezależność państwa i kościoła potwierdza i Konkordat, i Konstytucja. Dokładnie w tej kolejności. Dbają, by już „nienarodzone” dzieci wiedziały, że najwyższym aktem prawnym obowiązującym w Polsce wcale nie jest Konstytucja, tylko dokument czyniący z Polski de facto wasala Watykanu. Gdzież tu zatem autonomia, o czym plotą panowie biskupi? Autonomia polega przede wszystkim na samodzielności i niezależności finansowej, a tak się jakoś składa, że państwo polskie łoży na kościół grube miliardy. Tak wygląda niezależność obu podmiotów? To jest najzwyklejsze w świecie pasożytowanie organizacji religijnej, kierowanej przez cwaniaków w biretach, na państwie polskim! Tymczasem biskupi bez mrugnięcia okiem bredzą, że państwo przyznało możliwość rządzenia się w swym wewnętrznym życiu i organizacji prawem kanonicznym. W zasadzie wszyscy biskupi uważają, że ich polskie prawo nie obowiązuje. To ordynarne kłamstwo, nie ma nigdzie zdania, że hierarchowie są ponad prawem, żaden dokument tak nie stanowi. Jest to najzwyklejsze nadużycie. Uśmiałem się, kiedy zapoznałem się z kolejnym kłamstwem, jakoby kościół wycofał się udziału w polityce. Kiedy się wycofał, czyżby przed paroma dniami, podczas moich urodzin, doszło do jakiejś rewolucji? Poza tym co to jest kościół? Mnie uczono podczas lekcji religii za nieboszczki komuny, że kościół to wierni a dziś słyszę, że kościół to katoliccy hierarchowie. Potrafi ktoś to sensownie wytłumaczyć?

Czym się różni bezstronność światopoglądowa od świeckości? I na to klechy znalazły rozwiązanie: wg nich Konstytucja RP nie wprowadza zasady świeckości, gwarantuje jedynie bezstronność państwa w kwestiach światopoglądowych i religijnych. Zapomnieli dodać, że ta sama Konstytucja nie daje prawa na klerykalizację Polski, narzucanie katolicyzmu czy zawłaszczanie przestrzeni publicznej symbolami religijnymi. O jakiej bezstronności pieprzą klechy, skoro klerykalne klakiery podarowały swoim panom w biretach art. 196 KK mówiący o obrazie uczuć religijnych? Bezstronność światopoglądowa i religijna nie polega na spełnianiu zachcianek biskupów i milczeniu, biernym przyglądaniu się władz podczas klerykalizowania Polski! W polskim prawie nie powinny się znaleźć paragrafy dotyczące religii, w polskich szkołach nie powinna zostać wprowadzona religia, nie powinno dojść do powstania Ordynariatu Polowego. Jednak do tego doszło, a skoro tak się stało, to została złamana ta właśnie bezstronność, o której bredzą biskupi. Mało tego, oni bezczelnie twierdzą, że to nie kościół, lecz państwo polskie ma zapewnić dostęp do posług religijnych na terenie prowadzonych przez siebie instytucji. Co za tym idzie- wypłatę pensji dla udzielających tych posług księży. Kpina w żywe oczy, przy nawet nie biernym, ale życzliwym nastawieniu klerykalnych władz. Oczywiście bezstronnych, tzn. nie zabierających głosu w kwestiach państwo- kościół, za to błyskawicznie spełniających biskupie życzenia by zablokować spektakl „Golgota Picnic” , nie dopuścić do koncertu Nergala czy występu kabaretu Limo. Ale czego można oczekiwać od polityków, dla których sutanna jest niemal szatą królewską?

Neutralność światopoglądowa państwa polskiego to mit, fikcja, matriks! Komisja wspólna rządu i episkopatu, konkordat, ustawa państwo- kościół, kapelani, fundusz kościelny, odpisy podatkowe na kościół nie powinny mieć miejsca. Wtedy klechy mogłyby głosić prawdę, że Polska jest krajem neutralnym światopoglądowo i religijnie. Wyczytałem na którymś z portali debilizm, że świeckie państwo oznaczałoby ateistyczny reżim i prześladowanie chrześcijan. Trudno o większą głupotę, ale nie tracę nadziei pełen wiary, że nieraz jeszcze natknę się na większy idiotyzm. W końcu Polak potrafi!

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

poniedziałek, 6 października 2014

Eksperci w sutannach od demografii, płodności i populacji

Nie wiem, jak to się dzieje, że na szczyty kościelnej hierarchii trafią Michaliki i Gądeckie, a nie ma tam miejsca dla takich jak Lemański, nie trafili tam Twardowski, Boniecki czy Tischner? Widać rozum i szare komórki w kościelnej karierze przeszkadzają…

Stanisław Gądecki wypowiada się w kwestiach, o których kościół i kler pojęcie ma żadne, w najlepszym przypadku- mgliste. Otóż kawaler wypowiedział się w kwestii seksu, pożycia małżeńskiego, związków partnerskich i zapomnianej już nieco, zepchniętej na margines kościelno- klerykalnymi monologami o gender, antykoncepcji. Bo ona szkodzi dzietności, prowadzi do wymarcia narodu polskiego! Metropolita poznański zawył, że nie do pomyślenia jest, by młodzi przed ślubem mieszkali ze sobą pod jednym dachem! Zbolałym głosem wyznał, że czyni tak prawie 80% katolickich narzeczonych. A niby z kim mają mieszkać, panie Stasiu? Z księdzem? Sugerowany miesiąc kwarantanny na salonach u Juliusza Paetza, oczywiście tylko dla panów? Bo kobietami arcybiskup się brzydzi… Cieszy mnie, że aż 80% młodych ludzi dojrzało do decyzji, by zamieszkać się sobą, zobaczyć, jak to jest żyć razem, być ze sobą na co dzień a nie tylko od święta. Tego nie może pojąć poznański hierarcha i nigdy nie pojmie. Sutanna, celibat i deficyt miłości mu w tym przeszkadza. Moherowe babcie może nabiorą się na puste gadki o miłości do Boga itp. bzdury, ale nikt poza tym. Mówić o kochaniu kogoś, kogo się nie widziało na oczy, można godzinami. Tylko co z tego wynika?

Gądecki z pianą na ustach bredzi, że chore państwo polskie ma swój początek w chorobie najmniejszej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Wtóruje Gądeckiemu kolega po fachu, niejaki Przemysław Drąg, kościelny spec od krajowego duszpasterstwa rodzin. Ten to już postradał zmysły albo dosypali mu coś do wina (może podmienili opłatek na coś mocniejszego) bo bije na alarm: tylko zmiana cywilizacyjna mentalności i konsekwentna, prowadzona przez dziesięciolecia polityka prorodzinna mogą zahamować wyludnienie Polski. Panowie biadolą, że tak mało jest Polaków. Zadziwia mnie ta panika klechów: a co się stanie, jak Polaków nie będzie 38, lecz 30 milionów? Klecha liczy, ile dzieci powinna mieć matka- Polka- katoliczka, co rząd powinien zrobić a czego nie robi itp. Czego oczekują sutannowi, by przekazywać pieniądze na organizację specjalizującą się w przyroście naturalnym, czyli kościół katolicki? Oczywiście trzeba zakazać antykoncepcji, promować rodziny i walczyć z ideologią gender, poucza klecha. Bo Polsce grozi wyludnienie, będziemy przez to biedni, zacofani, będzie żyło się nam coraz trudniej i gorzej. Aż dziw bierze, skąd u sutannowych taka łatwość do głoszenia głupot? Dlaczego klecha nie zaproponował, by pieniądze trwonione z budżetu państwa, z samorządów przeznaczyć nie na kościół, kler i religię, lecz na politykę prorodzinną? Zebrałoby się tego w skali roku sporo miliardów złotych. Odciąć od nich kler i… Czekać na wrzask, że wspieranie polskich rodzin to walka z kościołem! Norwegia ( 5 milionów obywateli) nie marnuje pieniędzy an watykańskie inwestycje i kościelne zbytki, lecz w ludzi. Przed laty mądre władze założyły specjalny fundusz emerytalny, którego wartość wynosi ponad 800 miliardów dolarów!

W rankingu najbogatszych państw Unii Europejskiej Polska znalazła się na dalekim, 23 miejscu. Ranking otwiera Luksemburg, na drugim miejscu znajduje się Austria. Ostanie miejsce na pudle przypadło Irlandii. Dalej jest Holandia, Szwecja, Dania, Niemcy, Belgia, Finlandia… PKB na głowę Holendra jest prawie dwukrotnie wyższe niż PKB na głowę Polaka. Statystyczny mieszkaniec Luksemburga jest sześciokrotnie bogatszy od przeciętnego Bułgara, taka ciekawostka. A jak jest z liczbą mieszkańców, czy kraje te zamieszkują narody liczące po kilkaset milionów ludzi? Skądże znowu! Luxemburg liczy sobie ledwie miliona obywateli! Austria- ok. 8,5 miliona, Irlandia- 4,5 miliona, Holandia- 16,5 miliona, Szwecja- 9,5 miliona, Dania- 5,6 miliona, Belgia- 11 milionów.

Wszystko wskazuje na to, że hierarchowie episkopatu z Polski podpierający się zazwyczaj badaniami, których nikt prócz nich nie widział na oczy, wyliczeniami i wszelakimi swoimi pierdołami nie orientują się, ilu mieszkańców liczą poszczególne kraje Unii Europejskiej. A ilu obywateli liczy Watykan, grozi mu wymarcie? Chyba nie, skoro kler nie lamentuje… Kraj mądrze zarządzany, z mądrymi politykami i obywatelami będzie doskonale sobie radził. Również i Polska radziłaby sobie znakomicie, gdyby Polaków było o połowę mniej, ale tego Gądecki czy Drag nie potrafią pojąc. Bo ich nie obchodzi, czy Polska będzie bogata, czy biedna- ma być katolicka! Z modelem rodziny 2+5, z biedą i nędzą, głupim i manipulowanym przez kler plebsem. O takiej Polsce marzą panowie w sutannach. Niech powiedzą to głośno młodym borykającym się ze spłatą kredytów, mającymi kłopot z pracą, mieszkającym na stancji czy bezrobotnym. Tak martwią się o liczbę ludności, o małą dzietność? Jak reagują, gdy starające się o potomstwo pary decydują się na In vitro? Ciekaw jestem dlaczego rozmodleni politycy prawicy nie mają jeszcze 7-12 dzieci, skoro tak słuchają poleceń kleru? Tylko o czym tu mówić, skoro w Szwecji w ubiegłym roku trzydziestoparolatce przeszczepiono macicę, a niedawno została ona szczęśliwą mamą. W Polsce natomiast b. już minister sprawiedliwości protestował przeciwko In vitro, bo słyszał krzyk zamrażanych zarodków...

Św. Paweł, w liście do Tytusa pisał: „Prezbiterem może zostać ten, kto jest nienaganny, maż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność. Biskup bowiem winien być jako włodarz Boży człowiekiem nienagannym, niezarozumiałym, nieskłonnym do gniewu, nieskorym do pijaństwa i awantur, niechciwym brudnego zysku, lecz gościnnym, miłującym dobro, rozsądnym, sprawiedliwym, pobożnym, powściągliwym, przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby przekazując zdrową naukę”.

Jakże się wiele od tamtych czasów zmieniło!

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

 

piątek, 3 października 2014

Potrzebne to emigrantowi jak dziura w moście

Człowiek- orkiestra episkopatu, Stanisław Gądecki, uwija się jak w ukropie. Tu coś powie, tam coś palnie głupiego, gdzieś indziej pogrozi palcem gender i wymamrocze coś pod adresem ateistów. Od czasu do czasu Gądecki pomacha kropidłem by nie pogrążyć się wyłącznie w polityce. Doskonale zdaje sobie sprawę, że od czasu do czasu musi pokazać, że nie zapomniał o kwestiach religijnych.

Polska najbardziej potrzebuje krzyży i kościołów, plótł głupoty jeden z biskupów dowodząc, że żyje w jakimś kościelnym matriksie. W sumie to nic dziwnego, potrzebom katolickiego kleru zazwyczaj nie po drodze z prawdziwymi potrzebami Polski. Czego potrzebuje opuszczający Polskę, udający się ‘za chlebem” emigrant? No jak to? Oczywiście Biura Duszpasterstwa Polskiej Emigracji! Twór ten zainaugurował działalność w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski. Niestety, nie udało mi się dowiedzieć, czy polski MSZ sypnął groszem na działalność tego jakże niezbędnego biura… Gądecki dokonał pokropku, rozdzielił etaty- wysokość zarobków kościelnego personelu jest strzeżona niczym akta Wojtyły w IPN- i oznajmił radośnie, by placówka rozwijała u emigrantów ducha chrześcijańskiego i narodowego. Słowem nie wspomniał o pomaganiu przy przyswajaniu obcej dla polskiego emigranta kultury, poznawaniu relacji międzyludzkich i integrowaniu się ze społeczeństwem, tudzież przyswajania języka obcego. Bo i komu to potrzebne na emigracji? Ważne jest, by wyeksportować „wartości chrześcijańskie”, od których polski emigrant spieprzył, gdzie pieprz rośnie!

Wiesław Lechowicz, któremu Gądecki powierzył kierowanie biurem, zasłużył na fuchę, jak mało kto. To już nawet nie kumpel, to jeden z ulubieńców doktora Rydzyka. Nic dziwnego, że pan Wiesio wygłasza homilie podczas radiomaryjnych spędów, tak wzruszające, że moherowym babciom łzy ciurkiem lecą! Gądecki z Lechowiczem umyślili sobie, że ich biuro będzie koordynowało współpracę między polskimi duchownymi rozsianymi po całym świecie i episkopatem. To do tej pory żadnej koordynacji nie było, duch święty sukienkowych za rękę nie prowadził? Drugim celem, najważniejszym, jest utrzymanie przez emigrację więzi z kościołem katolickim. Mówiąc wprost- pilnowanie, by Polakom nie strzeliła do głowy myśl o zaniedbaniu obrzędów, odpuszczenia człapania do kościoła i- co za tym idzie- unikanie dawania na tacę. Bo tylko o to w tym wszystkim chodzi! Bożkiem ich jest mamona, trójcą zaś chciwość, przepych i pazerność! Podobno Bóg jest wszędzie, widzi i słyszy wszystko, więc polski emigrant poradzi sobie bez pośrednictwa sukienkowych.

Polakowo i Jackowo, kto o tym nie słyszał? Polskie dzielnice w miastach USA zamieszkane są przez Polonię, o której głosy od zawsze zabiega katoprawica. Od zawsze gości tam doktor Rydzyk, wpada od czasu do czasu spec od mgły Antoni Macierewicz. Polonusów klechy strzygą równo ze skórą, ale nic w tym dziwnego: elektorat ten nie odkrył jeszcze, że komuna już się skończyła a w Polsce od 2005 roku rządzi prawica, więc powód ich wyjazdu- ucieczka przed komunistycznym reżimem- dawno już stracił byt. Chyba, że ich dzieci i wnuki nie chcą wracać z powodu innego reżimu, religijnego.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

środa, 1 października 2014

Hojnych sponsorów Światowych Dni Młodzieży poszukuje ubogi kościół katolicki

Politycy są hojni, kiedy wydają publiczne pieniądze i niezwykle skąpi, gdy muszą uszczuplić swe własne zasoby. Zbliżają się wybory samorządowe, kler stawia swoje coraz to nowe żądania doskonale wiedząc, że posłuszna katooszołomska prawica zrobi wszystko, by przypodobać się sukienkowym. Dała przykład pani minister Wasiak pokazując, że może być i wilk syty, i owcy pół: pięćset tys. kontrowersyjnej odprawy przeznaczyła na rzecz katolickiej, radomskiej „Arki”. Innych podmiotów, bardziej potrzebujących, pani minister nie dostrzegła.

Ciekaw jestem, ile sypnie na Światowe Dni Młodzieży? Organizatorzy kościelnej hucpy zachęcają do wsparcia, przede wszystkim finansowego, papieskiej zachcianki. Wsparcie finansowe widziane jest najmilej, w ostateczności może być rzeczowe. Poszukiwani są tzw. wolontariusze, którzy zasuwać będą przy organizacji i w trakcie ŚDM gratis. Szczegóły na stronie www.krakow2016.com lub pod adresem e-mailowym finanse@krakow2016.com. Pod ten ostatni sugeruję nie wysyłać dociekliwych i wnikliwych pytań…

Pod koniec ub. roku Stanisław Dziwisz powołał Komitet Organizacyjny ŚDM. Znaleźli się w nim sutannowi zausznicy kardynała w liczbie 28 osób i raptem 9 przedstawicieli stanu świeckiego. By było jasne: tacy z nich świeccy, jak z pedofila Wesołowskiego piewca życia w celibacie. Ale to nie wszystko! Do końca roku ma zostać powołany Komitet Honorowy, a dostać się do niego nie będzie łatwo. Wieść gminna niesie, że znajdą się w nim przede wszystkim najhojniejsi sponsorzy chętni do kupienia za pieniądze przychylności Dziwisza i jego przybocznych. Pewnie to plotki rozpowszechniane przez wiadome siły…

Watykan ustami sekretarza papieskiej Rady ds. laikatu tuż po ogłoszeniu nowiny Franciszka o miejscu i terminie następnych ŚDM oznajmił, że bardzo mu zależy na pomocy przy organizacji. Nie, finansowej, co to, to nie! Nawet jednego euro nie przekazano z watykańskiego skarbca, nie tylko z tego powodu, że papiescy finansiści nie wydają pieniędzy na bzdury. Przekazano… krzyż oraz ikonę Salus Popiuli Romani. Pieniądze to może przekazać polski minister finansów z budżetu państwa, również kandydaci na fotel prezydenta Krakowa mają szerokie pole możliwości: wygra ten, kto nie tylko naobiecuje najwięcej, ale i tyle pieniędzy w przyszłym roku przekaże. Czy będzie to członek klerykalno- kościelnego bractwa Marek Lasota, czy wspierany przez prof. Jana Hartmana- specjalizującego się ostatnio w „związkach” kazirodczych- Jacek Majchrowski nie ma większego znaczenia, bo i jeden i drugi gotowi są jeszcze zadłużyć i tak ledwo zipiące miasto. Spodziewany zyski finansowe zaś trafią do kieszeni kościelnej. Dziwisz od dawna się śmieje i kręci biznesy: od kilku lat jest ważną personą w Społecznym Komitecie Odnowy Zabytków Krakowa, a towarzystwo dba przede wszystkim o kościelne włości. A tymi zarządza pan kardynał.

Nikt jakoś nie pyta, dlaczego na organizację ŚDM pieniędzy nie przekazuje Watykan, dlaczego nie finansuje tego Caritas, kościół krakowski, biskupi i klerykalni politycy? Stanisław Dziwisz może sprzedać co nieco z majątku należącego do archidiecezji krakowskiej. Mało tego: biskupi powinni przeznaczać na ten cel połowę swoich miesięcznych dochodów, sprzedać 1/6 diecezjalnych majątków i sfinansować papieski kaprys. Politycy katoprawicy również powinni sięgnąć do swych kieszeni: który z nich przekazał choć jedną swoją dietę na organizację ŚDM, kto z tych katolików gotów jest przeznaczyć połowę uposażenia poselskiego? Skoro nie widzą problemu w trwonieniu publicznego pieniądze na religijne szopki, to ufam, że ze swoich również dadzą? Klerykalni PiSmacy zamiast pisać bzdury o „wojowniczych ateistach” i „atakach na kościół katolicki i hierarchów” niech napiszą, ile do tej pory przeznaczyli pieniędzy na rzecz komitetu organizacyjnego. A pan Terlikowski sypnął grosiwem?

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)