piątek, 12 września 2014

Etyczna apostazja nie dla maluchów

Osoby (..) mogą wybrać zamiast religii etykę. Nie mamy na to wpływu bezpośredniego, ale kapłani i katecheci mają obowiązek (zob. instrukcja z dnia 30 września 2013 roku) poinformowania, że jest to forma pisemnej apostazji. 

Powyższe zdanie- kuriozum rozbawiło wielu zainteresowanych rodziców, ale i wielu wprawiło w osłupienie, wzbudzając poczucie zazdrości: bo jak to, jak przebywam żmudnie ciernistą drogę,  zewsząd rzucają mi kłody pod nogi utrudniając wystąpienie z szeregów kościoła katolickiego, a tu taki prezent dla smarkaczy? Żadnych bzdurnych, acz uciążliwych i upokarzających procedur kościelnych?

Zapisanie na lekcje etyki oznacza automatycznie apostazję, oznajmiła kilka dni temu kuria kaliska. Jak szybko ogłosiła, tak  szybko się z tego wycofała. Co było tego powodem, interwencje zazdrosnych rodziców starających się bezskutecznie o akt apostazji? Możliwe. Telefon jakiegoś purpurata? Niewykluczone. A może zwykła głupota i brak wiedzy wydającego instrukcję dotyczącą oświadczenie woli uczestniczenia w nauczaniu religii? Kto to wie… W każdym razie jeszcze dziś klechy mętnie tłumaczą pismo kaliskiej kurii z polskiego na wolskie i z wolskiego na nasze. Z ich bełkotu wynurza się hipoteza, że instrukcja jest sprzeczna z zasadami prawa kanonicznego i zabójcza duszpastersko. Zabawne: wydający instrukcję nie znał prawa kanonicznego (czytaj: bożego) na które sukienkowi co i rusz się powołują? Kanclerz kurii bredzi, że wydział katechetyczny popełnił błąd, że ksiądz przygotowujący dokument nie jest prawnikiem i się zagalopował. Możliwe, ale z tego tłumaczenia wynika również, że nie jest prawnikiem, lecz fanatykiem, radiomaryjnym funkcjonariuszem i nie zna prawa, które on i jemu podobni usiłują narzucić nie tylko katolikom. . Może jest gotów jak lew bronić tezy, że królową nauk jest nie matematyka, lecz teologia?

Wikariuszem biskupim ds. katechetycznych w kaliskiej kurii jest niejaki Jerzy Adamczak. Prałat, doktor- od siedmiu boleści, jak się okazuje. Ba! To sam dyrektor wydziału katechetycznego kurii! I to on właśnie podpisał się pod kontrowersyjną, acz nieaktualną już instrukcją. Jegomość urzęduje w swoim miejscu pracy od poniedziałku do piątku w godzinach 9-13. Jeśli tacy „doktorzy” kościelni nie potrafią zrozumieć, co podpisują, to szkoda gadać o poziomie inteligencji pośledniego kleru.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

środa, 10 września 2014

Dożynki tylko katolickie

Pamiętam, kiedy w czasach prehistorii Polska Kronika Filmowa przypomniała przemówienie Władysława Gomułki skierowane do rolników polskich. Mi, wówczas dziecku, śmieszne się to wydało: pieprzy coś facet o burakach, ziemniakach, plonach itp.  pierdołach! Komunistyczna propaganda czuwała, robiono wszystko i jeszcze więcej, by z drobnostek uczynić niebywały sukces. Dziś nie ma Gomułki, nie ma PZPR, komitetów centralnych, nie ma pierwszych sekretarzy. Dziś są Dziwisze, Głódzie, episkopat i wszędobylska sutanna. To, z czego śmiałem się będąc dzieckiem, nie przeminęło z wiatrem, schedę po pierwszych sekretarzach przejęli biskupi.

Bronisław Komorowski i Marek Sawicki znaleźli czas, by odwiedzić Jasną Górę i wziąć udział w niedzielnych obchodach dożynkowych. Wybory samorządowe za pasem, więc… Wieść głosi, że były dożynki i do żyłki. Jadło się (bynajmniej nie sam chleb), piło się (nie tylko słabą wodę…), gawędziło póki języki się nie plątały i słuchało biskupiego potoku słów z rodem z epoki Gomułki właśnie! Pierwej jednak przeor jasnogórskiego klasztoru, Marian Waligóra, podziękował za przywieziony przez rolników chleb (a kopert i datków nie było?) oznajmiając, że jest to świadectwo przywiązania do tej ziemi i do wartości duchowych, za to, że polski rolnik nie wstydzi się swej wiary, oddawania Bogu swego trudu. Jeszcze chwila to okaże się, że aby być rolnikiem trzeba być katolikiem i mieszkać w Polsce! Przeor nie zasypiał gruszek w popiele i wypalił, by nikt nie marnował lekkomyślnie rolniczego wysiłku i trudu, by wszyscy nie tylko umieli, ale chcieli cenić nasz polski chleb i wszystkie owoce ciężkiej pracy na roli. Mam prawo oczekiwać zatem, że pan biskup zaprosi na Jasną Górę rolników, których dotknie rosyjskie embargo, brak zbytu- a co za tym idzie i pieniędzy- by się pomodlili zamiast robić burdy w stolicy.



Biskup tarnowski Andrzej Jeż plótł coś o przywiązaniu do ziemi w czasach panny Kózkówny, nie wyjaśnił jednak, do czego mają być przywiązani rolnicy, skoro największym posiadaczem ziemskim w Polsce jest kościół katolicki? Biskup zachęca do powrotu pańszczyzny, zacznie naliczać dziesięcinę, żyć z uprawy kościelnej ziemi przez małorolnych? W Polsce wszystko jest możliwe! Tym bardziej, że Caritas już zaapelował, by rolnicy przekazywali swoje płody rolne, rzekomo by nie doszło do zmarnowania polskich warzyw i owoców na które embargo nałożyła Rosja. Ciekawi mnie, co zrobią ze swoimi płodami księża- rolnicy? Co hoduje kościół katolicki na połaciach rolniczych ziem? Czy klechy już przekazują dzierżawiącym od nich ziemie rolnikom unijne dopłaty, bo tak się jakoś dzieje, że to nie rolnik pracujący na podnajętej od kościoła ziemi dopłaty otrzymuje, bo tak się jakoś składa, że zgarnia ją sutannowy, do którego należy ziemia?

Rolnicy zapomnieli już, jak to wspaniale żyło się im przodkom: ubogi chłop ledwo wiązał koniec z końcem, zasuwał na polu u pana i plebana nie mając zbyt wiele czasu na pracę na swej roli. Kto wie, może rozmodlonym rolnikom marzy się los nie pańszczyźnianego chłopa, lecz pana właśnie? Tyle że żyjący ich kosztem kler nie lubi konkurencji.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

 

poniedziałek, 8 września 2014

Tydzień wychowania przydałby się polskim biskupom

Starzy brzuchacze nazywani biskupami polskimi ogłosili, że w dniach 14-20 września rozpocznie się czwarta edycja tygodnia wychowania. Sukienkowi pouczają, że chrześcijanie (dlaczego nie katolicy?) są nieustannie wzywani do życia w duchu prawdy i miłości oraz do zachowania przykazań bożych. Panowie nie wyjaśnili, niestety, dlaczego polski katolik, lub członek smoleńskiej, pisowskiej sekty z pianą na ustach unicestwiłby wszystko i wszystkich, którzy ośmielają się mieć inne zdanie, dlaczego nie żyje w zgodzie z tymi bożymi przykazaniami?

Sukienkowi bredzą, że kościół zawsze będzie zwracał uwagę na rolę prawdy w życiu społecznym, narodowym i państwowym. Bo to jest niby niezbędnym warunkiem rozwoju ojczyzny. Co ciekawe, ani słowa nie ma o roli prawdy w samym kościele katolickim, w Watykanie, zakonach, klasztorach, diecezjach. O tym zupełnie cicho! Niewygodną prawdę dla kleru i kościoła zamiata się pod dywan, to wierny, ale bierny Polak- katolik ma mówić prawdę dla księdza. Najlepiej szeptem, do ucha, w konfesjonale. Innej prawdy kler do wiadomości nie przyjmuje. Nie po to klerykalne władze sprezentowały sukienkowym paragraf w postaci obrazy „uczuć religijnych” , by prawdę głosili ateiści czy antyklerykałowie. Były rektor KUL, ksiądz, molestował mieszkańca Lublina, ksiądz Waldemar Irek odszedł z tego świata spłodziwszy przedtem swej kochance potomka, biskupi ukrywali przed polskim wymiarem sprawiedliwości pedofila księdza Pawłowicza, klerycy molestowani przez Juliusza Paetza- takiej prawdy nie wstydzi się kościół, on ją stara się ukrywać przed tymi, którzy prawdę chcą poznać.

Kiedy słyszę o jakiejś „dyktaturze relatywizmu” rzekomo powodującej patrzenie z podejrzliwością i lekceważeniem na człowieka mówiącego prawdę, to śmiech mnie ogarnia! Jak ci sukienkowi pajace mają po takich głupotach żądać od rodziców i wychowawców, by ci dążyli do prawdy, by nie bali się jej i dążyli do niej z odwagą i zapałem? Przed laty dążyli do niej wrocławscy licealiści żądający usunięcia krzyży ze ścian klas w szkole i jak usiłowali ich potraktować klerykalne kundelki i sami księża? Pletli coś o tradycji i bzdurach w które sami chyba nie wierzyli. Licealiści nie bali się prawdy, potrafili jej bronić. Nie dali sobie wmówić kłamstwa, że krzyż na ścianie wisieć musi.

Klechy nie stronią od kłamstw, stroją się w piórka autorytetów moralnych, udają, że żyją w celibacie i ubóstwie, że kler od ust sobie odejmuje pomagając Polsce i Polakom, że watykańscy funkcjonariusze są apolityczni. Panowie w sukienkach są ostatnimi, którzy mają prawo wypowiadać się w kwestiach prawdy. Bo w jaką prawdę oni wierzą, jaką serwują naiwnym owieczkom? Całą prawdę, tylko prawdę, czy g… prawdę? Bardziej niż pewne, że tą ostatnią.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

piątek, 5 września 2014

Pajaca w sutannie kabaret pod tęczą

W Polsce nie ma pustki na scenie kabaretowej, nie możemy narzekać na brak rozrywki. Serwują ją nam prawdziwi mistrzowie satyry. Oczywiście największy kabaret jest na ul. Wiejskiej, ale ten zaczyna już przegrywać z innymi kabaretami: klerykalno- kościelnymi.

Jerzy Garda (na zdj.), misjonarz, katolicki ksiądz, fan i kumpel toruńskiego biznesmena Tadeusza Rydzyka i omnibusa Dariusza Oko, z braku zajęć postanowił skrzyknąć moherowe babcie i powiedzieć „Stop deprawacji młodych Polaków”. Cholercia, myślę sobie, jakaś grubsza afera się szykuje! Czyżby Garda zamierzał pikietować pod oknami pałaców biskupich, czuwać nocami pod rezydencjami biskupów przymykających oko na łamanie celibatu przez podwładnych i tuszujących przypadki pedofilii w swoich diecezjach? Nie! To może małe protesty pod zgromadzeniami sióstr zajmujących się „wychowywaniem” dzieci w taki sposób, że jedna z ich ofiar żąda odszkodowania w wysokości miliona złotych? Również nie! To może chociaż protesty pod seminariami duchownymi z których dochodziły sygnały o molestowaniu kleryków przez księży? A gdzież tam! Garda zwołał moherowe babcie na stołeczny Plac Zbawiciela, by pod słynną już tęczą wznosić modły ku niebiosom. Dlaczego mohery nie modlą w kościele lecz pod tęczą? Tego chyba nawet i Karol by nie wyjaśnił!

Pan Garda jest misjonarzem ( czytaj: ambasadorem Polski poza granicami kraju- jak to ujął z poważną miną jeden z ministrów), czarną sukienkę nosi od 1975 roku. Po upadku komuny władze polskiego kościoła doszły do wniosku, że lepiej będzie wysłać księdza na eksport, do Afryki. Tam „nawraca” niewiernych mężny watykański misjonarz. Od 2010 roku błąka się na Krakowskim Przedmieściu szukając winnych „zamachu” smoleńskiego. Sukienkowy w ubiegłym roku z garstką rówieśników pikietował przed siedzibą KRRiTV żądając od Jana Dworaka miejsca na cyfrowym multipleksie dla rydzykowej telewizji, modlił się również za szefa Rady. Ba! W 2012 pikietował z tym samym żądaniem w Brukseli, przed siedzibą Europarlamentu, czym wzbudził wesołość europejskich polityków. Dziś się modli za klerykalną minister Joannę Kluzik- Rostkowską, b. szefową kampanii prezydenckiej karmionego prochami Jarosława Kaczyńskiego. Bo pani minister drwi sobie z prawa boskiego i bezkarnie, kuchennymi drzwiami wprowadza do szkół ideologię gender i wdraża ją wszelkimi sposobami, grzmi Garda. Toż to terror w podstępnej, heretyckiej postaci!

Ojczulek poczuł się w obowiązku stać na straży tradycji, wartości chrześcijańskich i cholera wie, czego jeszcze. On i moherowe babcie do szkół nie chodzą, nauk w nich już nie pobierają, a szkoda! Może wtedy przekonaliby się, że nie jest to siedlisko ideologii gender, lecz zupełnie inne: sklerykalizowane do szpiku kości. Tylko kto to wyjaśni dziadowi i babciom, do których nic nie trafia?

Klechy twierdzą, że rozkazują samemu panu Bogu podczas transsubstancjacji. Kto wierzy, że wino i opłatek zmieniają się w krew i ciało Chrystusa- niech wierzy. Skoro jednak tacy z sukienkowych mocarze, to niech zażądają od Boga, by dał już sobie spokój z tą tęczą na niebie. Tęczą, której symbol przywłaszczyły sobie mniejszości seksualne i piewcy gender. Niech Bóg wywiesza już na niebie nie tęczę, lecz kolory papieskie. Panie Garda, do modlitwy!

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:) 

środa, 3 września 2014

Sukienkowy spec od klerykalnej głupawki zwanej edukacją

Co tydzień, w każdy poniedziałek, w którejś tam klasie szkoły podstawowej na pierwszej lekcji miałem zajęcia z panią wychowawczynią, niezbyt lubianą przez uczniów panią Jadwigą. Co siedem dni powtarzaliśmy pewną wyuczoną na pamięć formułkę zawierającą przyrzeczenie rzetelnej pracy, życzliwości wobec koleżanek i kolegów i przyjaźni. I nie były to wyświechtane frazesy z których nic nie rozumieliśmy, co to, to nie! Była szkoła, była klasa, była kadra nauczycielska: wymagająca, mająca co prawda swoich faworytów, ale sprawiedliwa jednak i surowa. Słowa nie było o polityce, religii, gender i idiotyzmach od których dziś w szkołach aż się roi.

Dziś wytyczne ministrowi edukacji i dyrektorom wydaje kler katolicki. Biskupom to już zupełnie we łbach się poprzewracało, bo plotą takie bzdury, jakby pokłady idiotyzmu osiągnęły u nich apogeum. Stanisław Gądecki, jegomość potrafiący łgać bez mrugnięcia okiem, że świecka i neutralna światopoglądowo polska szkoła jest niemożliwa do spełnienia, przyjaciel molestującego w przeszłości poznańskich kleryków Juliusza Paetza pouczył maluczkich, że katolicka szkoła nie może zapomnieć o przekazywaniu rzeczywistych wartości duchowych i religijnych oraz o ewangelizacji. Tajemnicą poliszynela jest, że w Polsce świeckie szkoły to przede wszystkim szkoły prywatne, do których uczęszczają dzieci wysokich rangą polityków i biznesmenów przez duże „B”. Ponoć do takich chadzają również dzieci księży, ale… może to tylko plotki?

Co kryje się za definicją rzeczywistych wartości duchowych pan Stasio nie wyjaśnił z prostej przyczyny: on nie wie, co to są wartości chrześcijańskie odmieniane przez klechów przez wszystkie przypadki, skąd więc ma wiedzieć co to są te rzeczywiste wartości duchowe? Takimi szczegółami Gądecki się nie przejmuje, on idzie dalej i twierdzi, że wyłącznie katolicka szkoła potrafi wychować uczciwego człowieka, na którego słowie można polegać. Im lepsza będzie formacja uczniów (czytaj: ogłupienie ich przez kler) tym łatwiej będzie ich przygotować do życia i pracy (czytaj: do dawania pieniędzy na tacę i wykorzystywania przez Kościół katolicki). Tak na marginesie: w styczniu 2014 roku Gądecki wyłudził 5 milionów złotych za korzystanie z budynku Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu i … zażądał jej eksmisji.

Zmiany, zmiany, zmiany! Ależ się zmieniły szkoły od czasów, kiedy ja pobierałem w nich nauki! W tamtych czasach najważniejsza była EDUKACJA! Głód wiedzy, dociekliwość, szukanie informacji, grzebanie w bibliotece szkolnej, praca nad sobą były nad porządku dziennym, a dziś stetryczały klecha bredzi o potrzebie małych seminariów w szkołach. Wyrazy współczucia dla rodziców i ich pociech!

W szkole średniej polubiłem wiedzę o społeczeństwie (jak kto woli- wychowanie obywatelskie). Cotygodniowe kartkóweczki były na porządku dziennym, bardzo je lubiłem. Można było wykazać się wiedzą z kraju i ze świata, przede wszystkim z polityki. Jaką wiedzą ma się wykazać młodzież szkolna, panie Gądecki? Cytowaniem idiotyzmów z Radia Maryja, bredni z Trwam, bzdur posłów PiS czy może recytowaniem kłamstw kleru dotyczącymi ubogiego, czystego jak łza, trzeźwego jak Głódź, mądrego jak Michalik, skromnego jak Rydzyk niepokalanego polskiego kościoła katolickiego?

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

poniedziałek, 1 września 2014

Polak po raz pierwszy szefem Rady Europejskiej

W powieści genialnego pisarza Tadeusza Dołęgi- Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy” Nina Kunicka ze zdumieniem i wypiekami na twarzy przeglądała gazety po dymisji swego ukochanego, Nikodema. Mąż stanu, kandydat na premiera, odchodzi wielki prezes Banku Zbożowego, czytała nagłówki artykułów. Mój Boże, pomyślała, jakiż on wielki! Tu, w Koborowie, nie wydawał się aż taki. Była z siebie dumna. Niestety, dumny z pewnością nie jest Jarosław Kaczyński, który zieleniał z zazdrości po wyborze premiera Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Przytakiwacze i pochlebcy Kaczyńskiego prawie zadławili się swoim własnym jadem. Wciskają prezesowi tak zwichrowany obraz rzeczywistości, że ten nawet dziś nie docenia Donalda Tuska. Nie doceniać kogoś, kto po raz pierwszy w historii Polski po 1989 roku dwa razy z rzędu wygrał wybory parlamentarne, umiejętnie, bez szkody dla rządu i PO pozbył się niewygodnych sobie ludzi będących do niedawna jego najbardziej zaufanymi, który wielokrotnie pokonał PiS w różnych wyborach jest grubym błędem Kaczyńskiego. Tuska nie doceniali m.in. Olechowski i Płażyński, nie docenił Palikot, Schetyna, przydupasy Kaczyńskiego prowokujące premiera na każdym kroku, nie doceniają go panowie z PSL marzący o współrządzeniu z PiS. Tuska docenili w Europie. Nie sądzę, by jakieś gremium decyzyjne rzucało kostką i wzięło pierwszego z brzegu kandydata, jak usiłują już bredzić PiSmacy i politycy Kaczyńskiego.

Reakcje premiera po wyborze na szefa Rady Europejskiej były stonowane i wyważone. To doprawdy wielka sztuka zachować dystans do tego wydarzenia, ale Donald Tusk pokazał wielokrotnie, że nie jest histerykiem, działa z wyrachowaniem i jest stonowany. Jak słusznie i trafnie zauważył prof. Tadeusz Iwiński (SLD): Donald Tusk nie kłapał dookoła dziobem, że on i tylko on nadaje się na posadę europejską. Fakt, trzymać język za zębami mało który polityk potrafi i wielka szkoda, że cechy tej nie potrafił nauczyć się choćby Janusz Palikot marnujący czas na komentowanie najmniejszych drobnostek, głupot i nieistotnych wydarzeń. Cieszy się Donald Tusk, cieszy PO, cieszy przyszły premier. Kto zostanie następca Donalda Tuska? Ewa Kopacz, Jan Krzysztof Bielecki? Kto to wie...

PiS już rozpoczęło histeryczną kampanię dezinformacyjną. Jeszcze przed wyborem Donalda Tuska Jarosław Kaczyński mlaskał pod nosem, by sobie Europa zabierała premiera, jak najdalej stąd. Małe słowa małego człowieka liczącego na to, że bez Tuska PO w końcu przegra z PiS. Uśmiałem się, kiedy szczurzasty Mariusz Kamiński bredził, że on nie wie, czy Donald Tusk ma moralne i polityczne prawo objęcia mało istotnej funkcji w europejskich strukturach. Dlaczego Kamiński nie zadawał podobnych pytań swemu prezesowi, kiedy ten obejmował funkcję premiera, choć łgał przed laty, że nigdy nie zostanie premierem gdy jego brat będzie prezydentem? Cóż, skoro dla PiS liczą się jedynie kariery europosłów- bo nikt ich na kluczowych stanowiskach w Europie nie chce- to jest ich problem. Przebił jednak wszystkich niejaki Girzyński, jegomość ze spoconym obliczem wieprzka: otóż oznajmił pan poseł, że lepiej byłoby, gdyby Tusk został w kraju. Wtedy łatwiej byłoby wsadzić go do więzienia. Poziom bosonogiego WCkwadransiarza, z nim polityk PiS powinien prowadzić dysputy i jemu głosić swe głupoty. Doskonale rozumiem strategię PiS: bazujący na moherowym i sceptycznym, oraz antyunijnym elektoracie partia usiłuje wmówić swoim wyborcom, że awans polskiego premiera jest degradacją, że to żaden prestiż, żadna władza itp. bzdury. Prestiż to jest wtedy, gdy jest się politykiem u Kaczyńskiego, wisi na klamce u Rydzyka czy wyprowadza na spacer kota prezesa. Bo co wie o UE, unijnych strukturach, europarlamencie ,stanowiskach moherowa babcia? To, co usłyszy od sukienkowego w kościele lub z mediów toruńskiego biznesmena. PiS nie potrafi ocenić i docenić żyjących, skupia się na wyolbrzymianiu postaci zmarłych, którzy niczym szczególnym się nie wyróżniali, ale w oczach polityków tej partii urośli do rangi herosów. Ważniejsze są ciepłe słowa europejskich przywódców, wśród których Donald Tusk czuje się jak między najbliższymi współpracownikami. O czym rozmawiałby z nimi Jarosław Kaczyński?


Donald Tusk 1 grudnia obejmie nową funkcję, kadencja szefa Rady Europejskiej potrwa 2,5 roku. Aleksander Kwaśniewski, cudowne dziecko lewicy, po dwóch kadencjach prezydentury przymierzany był na niezliczone europejskie, natowskie i nawet olimpijskie funkcje. Nic z tego nie wyszło. Tymczasem urzędujący polski premier, polityk jeszcze nie wypalony, polityczny pasjonat, został wybrany na jedno z kluczowych europejskich stanowisk. Do 1 grudnia ratlerki PiS będą bezsilnie ujadały, daremnie czekając na reakcję premiera, ale Donald Tusk ma bardzo istotną zaletę: publicznie kłamstw i pisowskich bredni nie dementuje.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)

piątek, 29 sierpnia 2014

Witaj droga szkoło!

Rok szkolny za pasem, wakacje dobiegają ku końcowi. Cieszę się, że mnie ta cała zawierucha nie dotyczy mnie nie tylko z tego powodu, że edukację, której towarzyszyły letnie wakacje, dawno już zakończyłem. Jakże inaczej wyglądała kiedyś edukacja kiedy tak oglądam się wstecz: nauczyciele byli wymagający ale cieszyli się szacunkiem, nie było mowy o jakimś pyskowaniu czy nakładaniu kosza na głowę, w klasie zazwyczaj cisza, jak makiem zasiał, panowała dyscyplina której nie musiano wspierać rózgą, nieliczne były przypadki stania w kącie. Każdy znał swoje miejsce w szeregu i wiedział, kiedy jest pora na żarty, a kiedy na poważne lekcje. Szkoła była przyjemnością, co dla ogromu dzisiejszej młodzieży jest nie do pomyślenia!

1 września, pierwszy dzwonek, apel szkolny. Bez mszy, klechy w czarnej sukience, bez krzyża na ścianie. Spotkanie z wychowawczynią w klasie, spotkanie z kolegami i Kozankami, plan zajęć do końca tygodnia i szło się do domu. Nazajutrz odbierało się komplet książek w szkole. Tak, tak, to nie pomyłka! Szkoła podstawowa, do której uczęszczałem, zapewniała uczniom komplety bezpłatnych książek. Nie na własność, wypożyczało się je, bywało nieraz, że korzystało się z podręczników starszego rodzeństwa. Jedyne koszty jakie ponosili rodzice, to były zeszyty, przybory szkolne, tornister- jeśli wymagał wymiany- i żadnych bajerów, bez których nie może obejść się dziś dziatwa szkolna. Za to dziś małolaty mogą zbierać pieniądze na potrzeby parafii, stać jak… (proszę wpisać dowolne) z pocztem sztandarowym na mszy w kościele. Ba! To nie tylko rok szkolny się dla nich zaczyna! To początek roku szkolno- katechetycznego, jak donoszą sukienkowi!

Tymczasem prawie pół miliona polskich dzieci nie będzie miało wszystkich podręczników do szkół. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: ich rodziców po prostu nie stać na wyprawkę szkolną. Całą wyprawka szkolna na ten rok kształtuje się w wysokości ok. 900 złotych na jedno dziecko! Dziewięćdziesiąt złotych miesięcznie, jeśli odejmie się dwa miesiące wakacyjne. Dla ubogich rodziców rachunek jest prosty: albo książki, albo… Co, jeśli posiadają nie jedno, lecz dwójkę czy trójkę dzieci? Kłania się polityka prorodzinna o której plotą przy okazji każdych wyborów politycy prawicy! Tej samej prawicy, która od 2005 roku rządzi krajem. Mówić co innego, a robić co innego. Tyle ze panowie i panie mają ważniejsze sprawy na głowie. Kogo z nich obchodzą dzieci z ubogich rodzin? Na nie ma już czasu! Czas jest tracony na embriony, „dzieci nienarodzone”, „mordowanie dzieci poczętych” oraz na dalszą klerykalizację edukacji! Minister Joanna Kluzik- Rostkowska (jej dzieci uczą się w szkołach prywatnych) zapowiada zmiany: likwidację Karty nauczyciela. Oszczędności będzie co nie miara, poziom edukacji natychmiast podskoczy chciałoby się rzecz szyderczo.

Polskę stać za to na armię katechetów w publicznych, rzekomo świeckich szkołach (niezły dowcip!) których pensje kosztują nas ponad miliard złotych rocznie. W polskim kraju nad Wisłą jest to niezbędna kadra nauczycielska, bez której młody narybek zapewne nie poradziłby sobie nie tylko w szkole, ale i w ogóle w życiu.

Jeśli masz czas i ochotę, kliknij i wypromuj. Dzięki!:)